Reklama

OPEC chce dłużej ograniczać produkcję ropy, ceny mogą rosnąć

Ograniczenie produkcji ropy naftowej przez OPEC i kraje stowarzyszone obowiązujące do czerwca może rozciągnąć się na drugą połowę 2019 roku. Bliskie rozstrzygnięcia są też rozmowy handlowe między USA a Chinami. Te czynniki mogą wspierać kurs ropy.

Minister energetyki Arabii Saudyjskiej Khalid Al Falih, zapowiedział w zeszłym tygodniu, że kartel oraz współpracujące z nim państwa są zainteresowane stabilnością na rynku i doprowadzeniem zapasów ropy do "rozsądnego poziomu". Poinformował, że skłania się ku przedłużeniu umowy o ograniczeniu produkcji do końca 2019 roku. Zaznaczył jednocześnie, że jest wiele czynników, od których będzie zależała ostateczna decyzja w tej sprawie. Istotne będą m.in. poziomy dostaw ropy z takich krajów jak Libia, Wenezuela czy Iran. Pod koniec 2018 roku kartel zgodził się obniżyć wydobycie ropy o 1,2 mln baryłek dziennie od stycznia 2019 r. na sześć miesięcy. Oceny sytuacji miał dokonać na kwietniowym posiedzeniu, ale według nieoficjalnych informacji ze względu na dużo zmiennych poczeka z tym do czerwca.

Reklama

Rozbieżne interesy USA i Arabii Saudyjskiej

OPEC+ poprzez ograniczenie podaży wspiera notowania ropy. Tymczasem prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump cały czas utrzymuje, że ceny surowca są zbyt wysokie. Wielokrotnie nawoływał OPEC do poluzowania polityki kartelu, wskazując, że ceny surowca powinny być niższe. Stany Zjednoczone w wyniku rewolucji łupkowej wybiły się na pierwsze miejsce wśród światowych producentów ropy. Z jednej strony drogi surowiec oznacza zyski dla firm wydobywczych, ale z drugiej - wysokie koszty dla amerykańskiego społeczeństwa, które konsumuje duże ilości ropy. Tymczasem powoli zbliżają się wybory prezydenckie w USA - odbędą się one w 2020 r. Donald Trump, który zamierza ubiegać się o reelekcję, ma świadomość, że wysokie ceny ropy przekładają się na sentyment konsumentów.

Z kolei Arabii Saudyjskiej, nieformalnemu przywódcy OPEC, zależy na tym, by surowiec trzymał się w cenie. Przechodzi ona z gospodarki opartej na produkcji i eksporcie ropy na przetwarzanie surowca i wchodzenie w nowe sektory. Buduje się tam nowoczesne, wydajne rafinerie. - W Arabii Saudyjskiej realizowane są duże inwestycje, budżet kraju spina się przy poziomie ok. 75 dol. za baryłkę ropy - informuje Artur Płuska, analityk PKO BP. Również Rosja, która występuje jako kraj stowarzyszony z OPEC, chciałaby notować jak największe wpływy ze sprzedaży ropy, ale w przypadku tego kraju stabilność budżetu, według analityka, gwarantuje już poziom 50 dol. za baryłkę.

Zgodnie z grudniową decyzją, kraje OPEC mają obniżyć wydobycie o 800 tys. baryłek, a ich sojusznicy o 400 tys. Sama Rosja zgodziła się obniżyć produkcję ropy o 228 tys. baryłek dziennie w porównaniu z poziomami z października 2018 r., będącego punktem odniesienia dla porozumienia. Rosyjska produkcja w styczniu 2019 r. spadła do 11,38 mln baryłek dziennie. Było to o 75 tys. baryłek mniej niż w październiku zeszłego roku. W lutym zmniejszyła się dalej, do 11,34 mln baryłek dziennie. Rosyjski minister ds. energetyki Aleksander Novak, poinformował, że cel redukcji zapisany w porozumieniu ma zostać osiągnięty w pierwszym kwartale tego roku. Co ciekawe, w minionym tygodniu spadła też liczba wiertni w USA - o 10, do 843, co było poziomem najniższym od maja 2018 roku.

Mniej ropy z Wenezueli i z Iranu

Ograniczenia podaży surowca na rynkach są też efektem wydarzeń w Wenezueli, gdzie kryzys gospodarczy i polityczny doprowadził do wyraźnego spadku produkcji ropy. Wenezuela była kiedyś największym jej eksporterem w Ameryce Południowej. W minionym roku eksport był jednak najniższy od 28 lat. Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro został w maju 2018 r. wybrany na drugą kadencję. Jest on oskarżany o osłabianie demokracji w kraju. Juan Guaido, lider opozycji i przewodniczący parlamentu, mianował się tymczasowym prezydentem Wenezueli. Wiele krajów, w tym USA i większość państw UE, uznało Guaido za prawowitego prezydenta. Maduro popierają z kolei Rosja, Chiny i Kuba. Wenezuelska gospodarka boryka się z galopującą inflacją. Bardzo niskie płace skłaniają mieszkańców tego kraju do emigracji. Na rynku brakuje lekarstw i żywności, a Maduro blokuje dostawy pomocy humanitarnej, co wywołuje zamieszki społeczne.

W listopadzie zeszłego roku weszły też w życie amerykańskie sankcje na Iran. Objęły one 700 osób, przedsiębiorstw, w tym m.in. irańskie banki, firmy transportowe i eksporterów ropy naftowej. Czasowo, na sześć miesięcy, zwolnionych z zakazu kupna irańskiej ropy zostało osiem krajów (Chiny, Turcja, Korea Południowa, Indie, Włochy, Grecja, Japonia i Tajwan). Amerykanie tłumaczyli, że wprowadzenie okresu przejściowego ma zapobiec gwałtownym zakłóceniom na światowych rynkach ropy. Po jego upływie, podaż ropy na światowym rynku dalej spadnie.

Bliskie porozumienie Chin i USA

Pozytywnym sygnałem z perspektywy cen ropy są ostatnie nieoficjalne doniesienia o możliwym porozumieniu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, co oznaczałoby koniec trwającej od pewnego czasu wojny handlowej. Jak podał "Wall Street Journal", rozmowy są bliskie rozstrzygnięcia. Chiny mają obniżyć taryfy i inne ograniczenia nałożone na amerykańskie przedsiębiorstwa z sektora rolniczego, motoryzacyjnego i chemicznego. W odpowiedzi na to Amerykanie mieliby znieść większość lub wszystkie taryfy na produkty z Chin. Oficjalne porozumienie miałoby zostać zawarte w okolicach 27 marca, kiedy to planowany jest szczyt z udziałem prezydentów obu krajów. Zakończenie sporu wniosłoby optymizm również na rynek ropy, stanowiąc kolejny czynnik, który mógłby wesprzeć notowania surowca, przynajmniej w krótkim terminie.

Ropa w styczniu 2016 r. zanotowała dołek cenowy na poziomie ok. 27 dol. za baryłkę. Odbiła się od dna i aż do początku października 2018 r. cena surowca pięła się do góry, dochodząc do 85 dol. za baryłkę (był to czteroletni szczyt cenowy). Dalej nastąpił gwałtowny zjazd. Surowiec zaczął tanieć i w grudniu kosztował 50 dol. za baryłkę. W wyniku m.in. działań podjętych przez OPEC, kurs ropy zaczął rosnąć. Obecnie za baryłkę płaci się ok. 65 dol.

W dłuższej perspektywie kluczowa dla notowań ropy będzie kondycja światowej gospodarki. Wiele wskazuje na to, że czeka nas spowolnienie. Niepokojące sygnały napływają z Chin, Stanów Zjednoczonych i krajów Unii Europejskiej, w tym z Niemiec. Zdaniem analityków nie powinno jednak dojść do poważniejszego kryzysu.

Monika Borkowska

Pobierz: program PIT 2018

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »