Reklama

Orkiestra gra na titanicu?

Sytuację epidemiczną w USA można porównać do tonącego okrętu, na którym jeszcze gra orkiestra, a pasażerowie udają, że nic się nie dzieje.

Sytuację epidemiczną w USA można porównać do tonącego okrętu, na którym jeszcze gra orkiestra, a pasażerowie udają, że nic się nie dzieje.

Wczoraj zanotowano kolejny, dzienny rekord zachorowań, wynoszący 57 tys. osób i nawet uzyskano największy, procentowy wzrost zachorowań od początku maja, co jest nie lada osiągnięciem, biorąc pod uwagę ogromną bazę.

Co jest również niepokojące, liczba pozytywnych testów w dziennej próbce osiągnęła wartość kilkunastoprocentową, podwajając swój dotychczasowy wynik. Procent pozytywnych testów oraz największy procentowy przyrost zachorowań od wielu tygodni są niepodważalnym dowodem na to, że epidemia przyspiesza. Tym samym, argumenty prezydenta Trumpa, według których dzienna liczba zachorowań rośnie ze względu na rosnącą liczbę testów, mówiąc delikatnie mijają się z prawdą.

Niepokojąco wygląda również sytuacja w poszczególnych stanach, gdyż wiele z nich poprawia niechlubne rekordy, a słupki dziennych zachorowań wspinają się w tempie wykładniczym. Co gorsza, wiele stanów, które opanowały pierwsze uderzenie epidemii, ponownie wkracza na trajektorię wzrostową i jedynie stany: Nowy Jork i New Jersey (czyli te, które najmocniej ucierpiały podczas pierwszej fali zachorowań) na razie kontrolują sytuację.

Podczas pierwszego uderzenia COVID-19 w marcu, już dawno nałożone byłyby restrykcje, które po kilku tygodniach wyhamowałyby epidemię. Obecnie, trwają spory czy należy nosić maseczki, a o potencjalnym lockdownie nikt nawet nie chce słyszeć. Dla wirusa jest to idealna sytuacja, gdyż pozawala mu się namnażać w tempie wykładniczym, a im później zareagują gubernatorzy i prezydent, tym sytuacja epidemiczna będzie poważniejsza. Zwłaszcza, że Amerykanie przekonani o braku zagrożenia wyruszają na długi weekend, związany ze świętem niepodległości...

Niepodejmowanie odpowiednich działań prewencyjnych będzie prawdopodobnie skutkować przyspieszeniem epidemii w USA, a w najbliższych tygodniach prawdopodobnie przekroczona zostanie liczba 100 tys. zachorowań dziennie. Oddziały intensywnej terapii (ICU) w południowych stanach zbliżają się do swojej maksymalnej wydajności, która zostanie przekroczona w najbliższych dniach (o ile bieżące trendy się utrzymają). Ciekawe, czy wtedy władza federalna będzie dalej udawać, że nic się nie dzieje, czy można pod wpływem presji społecznej będzie musiała ponownie nałożyć obostrzenia? Jak wtedy będzie wyglądała aktywność gospodarcza, pozarolnicza lista, czy liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych w USA? Od strony fundamentalnej kształtuje się ogromne ryzyko, zwłaszcza że wkrótce rozpoczyna się sezon wyników w USA, a zaraz po długim weekendzie poznamy pierwszy odczyt PKB za drugi kwartał.

Reklama

Marcin Działek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »