Reklama

Piłeczka po stronie Europy. Możliwy wzrost na GPW

Słowa Bernanke okazały się równie błyskotliwe, co wróżba znaleziona w chińskim ciasteczku - każdy może interpretować je we własnym zakresie i dojść do tych samych wniosków różnymi metodami.

A wniosek jest jeden - akcje należy kupować, ponieważ albo poprawią się dane gospodarcze i zapowiadane ożywienie nadejdzie w II połowie roku (tak zasugerował Bernanke), albo Fed uruchomi kolejny program ilościowego luzowania polityki pieniężnej. Tak czy owak, daje to nadzieje na odbicie po ostatniej wyprzedaży i tak właśnie słowa szefa Fed zostały zinterpretowane na Wall Street, gdzie po początkowej przecenie sesję udało się zakończyć wzrostem o 1,5 proc.

Warto jednak przypomnieć, że w Jackson Hole przemawiali także inni szefowie banków centralnych w tym ECB oraz szefowa MFW. O ile Jean Cloude Trichet mówił o potrzebie dokapitalizowania banków w Europie (warto o chwilę refleksji nad tym zdaniem, ponieważ z niego tylko krok do wniosku, że obecnie nie są one właściwie skapitalizowane przed dalszymi turbulencjami na rynkach obligacji), a Christine Lagarde wezwała rządy do natychmiastowych działań.

Reklama

Inwestorzy w Azji dobrze przyjęli zachowanie rynków amerykańskich, być może pewne znaczenie miał także huragan Irena, którego skutki okazały się nie tak wyniszczające, jak się obawiano. Tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,6 proc. po wyłonieniu nowego szefa rządu - został nim dotychczasowy minister finansów Yoshihiko Noda, który opowiada się za podwyżkami podatków. Jego wybór może mieć negatywny wpływ na rynek akcji, za to może wspierać rynek obligacji japońskich. Na pozostałych rynkach akcji zwyżki były silniejsze - Kospi wzrósł o 2,8 proc., po płaskiej sesji w piątek, a Hang Seng zyskał 1,4 proc. Indeks giełdy w Szanghaju spadł o 1,2 proc. (kwadrans przed zamknięciem), po informacji o kolejnej (dziewiątej już) podwyżce stopy rezerw obowiązkowych dla chińskich banków.

W Europie możemy spodziewać się odbicia po piątkowych spadkach, czyli kontynuacji trendu obserwowanego już w ostatnich godzinach przed weekendem. Pomagają w tym kontrakty na S&P, które zyskują dziś rano 0,9 proc. Warto wspomnieć, że jeśli indeks będzie naśladował zachowanie kontraktów, to zostanie mu ok. 1 proc. do szczytu z połowy sierpnia (nieco powyżej 1200 pkt). Również na GPW powinniśmy zacząć sesję od wzrostu, ale trzeba pamiętać, że po sympozjum w Jackson Hole, piłeczka wróciła do Europy. Znów na plan pierwszy wysuną się kłopoty budżetowe krajów południa, zawieszenie notowań dwóch czołowych greckich banków nie ułatwia sprawy, podobnie jak zakaz krótkiej sprzedaży akcji instytucji finansowych wprowadzony na niektórych giełdach. Zatem po początkowym wzroście niepewność może wrócić na rynki. Rozstrzygające znaczenie będą mieć nowe dane gospodarcze, a w szczególności wskaźniki PMI dla sektora produkcji, które poznamy w czwartek. Dane zaprezentowane przed miesiącem zapoczątkowały lawinę na rynkach, zatem nie należy ich bagatelizować.

Emil Szweda

Dowiedz się więcej na temat: tych | giełdy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »