Reklama

Polityczne trzęsienie ziemi

Gdyby nie wybory prezydenckie, poniedziałek zapowiadał się bardzo spokojnie. Z powodu świąt zamknięte były bowiem parkiety w Nowym Jorku, Frankfurcie i Londynie. Oznaczać to powinno niewielką zmienność i obroty. Było inaczej, a przyczyniły się do tego krajowe wybory jak i inne czynniki. Dzisiejsze kalendarium było puste, więc wszelkie impulsy do handlu przychodziły z innych zakątków i wydaje się, że miały źródło w polityce.

Na poziomie lokalnym wiadomością dnia było wczorajsze zwycięstwo w wyborach prezydenckich kandydata opozycji. Andrzej Duda w trakcie kampanii sugerował możliwość nałożenia podatku na aktywa bankowe i skłaniał się ku pomocy "frankowiczom" poprzez przewalutowanie ich kredytów na złotówki po kursie z dnia zaciągnięcia zobowiązania.

Reklama

To rozwiązania niekorzystne z punktu widzenia akcjonariuszy banków i stąd dzisiejsza przecena głównie uderzyła w sektor finansowy, a akcje największego krajowe banku traciły aż 5 proc. przy niemałych jak na specyfikę dzisiejszego dnia obrotach w kwocie 140 mln zł. To zachowanie było nadzwyczaj silne jak na potencjalną moc sprawczą prezydenta-elekta.

Po pierwsze, złoży on przysięgę dopiero 6 sierpnia. Po drugie, nie będzie miał takiego wpływu na banki jak główny ustawodawca, czyli rząd, który dzisiaj się nie zmienił. Inwestorzy wynik wyborów prezydenckich mogli jednak odczytać jako zapowiedź ważniejszej zmiany w jesiennych wyborach parlamentarnych i stąd ich nerwowa reakcja. Wróciła bowiem polityczna niepewność, aczkolwiek jeszcze nie w takiej formie jak to miało miejsce w przypadku zmian w funkcjonowaniu OFE, kiedy zmienność na parkiecie była większa. Zresztą wydaje się, że nie tylko krajowe wybory stały za spadkami.

W Europie również dominował kolor czerwony i był on nawet silniejszy niż na GPW. Przykładowo zniżki w Madrycie przekraczały 2 proc., a Atenach 3 proc. Tutaj do gry również weszła polityka. W Hiszpanii rządząca Partia Ludowa osiągnęła najgorszy od 20 lat wynik w wyborach samorządowych. Wyborcy ukarali premiera Mariano Rajoya za cztery lata cięć budżetowych i skandali korupcyjnych, a inwestorom nie spodobał się dobry wynik partii sprzeciwu.

Z kolei w Grecji już oficjalnie mówi się, że z początkiem czerwca zabraknie pieniędzy na obsługę długu w MFW, a premier Tsipras w piątek zadzwonił nawet do amerykańskiego sekretarza skarbu Jacka Lew, by ten wywarł presję na strefę euro, która miałaby przedłużyć obecnie obowiązujący program i dać Atenom trochę gotówki. Tonący brzytwy się chwyta. Reakcję było również widać na rynku walut i długu, gdzie słabsze było euro oraz europejskie obligacje, nie tylko polskie, gdzie dość chętnie wskazywano na krajowy czynnik polityczny.

W tym kontekście zniżka krajowego indeksu o 1,7 proc. wypada wręcz lepiej niż na południu Europy, ale nieco gorzej niż w Paryżu, gdzie spadki nie przekraczały 1 proc. Niestety dość wyraźnie złamane zostało wsparcie na wysokości 2500 pkt., co oznaczać powinno wejście rynku w korektę, spójną zresztą z sezonowym wzorcem wciąż trwającego maja.

Łukasz Bugaj

Dowiedz się więcej na temat: trzesienie | ziem | polityczny | giełdy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »