Reklama

Polska nie sięgnie po tanią energię z zagranicy?

Minister energii Krzysztof Tchórzewski ocenił w tym tygodniu w Katowicach, że nie ma obecnie potrzeby zwiększania mocy w zakresie importu i eksportu energii. Obecny "import wyrównujący" między Polską a jej sąsiadami minister uznał za "naturalny i wystarczający". Obecnie energia, produkowana poza Polską, jest dzisiaj o 40 proc. tańsza.

"U nas import i eksport energii istnieje, w zależności od okoliczności, na granicach, ale to waha się w przedziale ok. 1,5 tys. megawatów jeśli chodzi o moc. Myślę, że więcej w tym momencie nie potrzeba" - powiedział PAP minister, uczestniczący w katowickim kongresie Energy 24 - jednym z wydarzeń towarzyszących szczytowi klimatycznemu COP24.

Tchórzewski odniósł się w ten sposób do wypowiedzi minister przedsiębiorczości i technologii Jadwigi Emilewicz, która oceniła, że wobec wzrostu cen krajowej energii, związanego z gwałtownym wzrostem kosztów uprawnień do emisji CO2, warto rozważyć otwarcie polskiego rynku na zakup energii z zagranicy.

Reklama

"Każdy z nas zabiera głos i wyraża opinie na tematy innych resortów, ja także - to jest takie wzajemne motywowanie się" - skomentował Tchórzewski, zaznaczając, że jego resort nie widzi potrzeby zwiększania importu energii.

"To (import i eksport realizowany obecnie - PAP) jest kwestia importu wyrównującego, to jest naturalna rzecz. To jest sąsiedzka wymiana w zakresie bieżących sytuacji i ona jest bardzo dobra. Natomiast czekają nas duże wyzwania, którym musimy podołać" - powiedział minister, nawiązując do przedstawionych w listopadzie założeń polskiej polityki energetycznej do 2040 roku.

Również wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski przypomniał, że opracowana w resorcie polityka energetyczna wyznacza kierunek dla tego sektora na najbliższe ponad 20 lat.

"Jako Ministerstwo Energii zaprezentowaliśmy polską politykę energetyczną. To jest dzisiaj dokument obowiązujący, który jest konsultowany, i który wytycza nam kierunek" - powiedział PAP Tobiszowski, podkreślając, że głosy dotyczące otwarcia rynku energii na import wymagają sprecyzowania i skonkretyzowania, by móc o nich szerzej dyskutować.

"Jako ministerstwo wsłuchujemy się w te wypowiedzi, chociaż niekonieczne przewidywaliśmy to w naszej polityce energetycznej państwa. Ale trwają konsultacje, stąd wsłuchujemy się w każdy głos" - skomentował Tobiszowski.

We wtorkowej rozmowie z PAP w kuluarach szczytu klimatycznego COP24 minister Jadwiga Emilewicz wskazała na zmieniające się warunki zewnętrzne, skutujące wzrostem cen energii: przede wszystkim gwałtowny koszt uprawnień do emisji CO2.

"Koszty uprawnień gwałtownie wzrosły w ciągu tego roku i raczej nie będziemy spodziewać się, aby spadły. Przyjęte cele klimatyczne, które Polska też przecież akceptuje, stawiają nam konkretne wymagania" - podkreśliła minister.

"Pytanie, jaka jest droga dojścia do, z jednej strony, spełnienia celów klimatycznych, z drugiej - do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego: wystarczającej ilości energii, bo zapotrzebowanie na nią bynajmniej nie maleje" - zaznaczyła.

Emilewicz odniosła się też w tym kontekście do piątkowego listu Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ "Solidarność" do premiera Mateusza Morawieckiego, w którym przewodniczący Jarosław Grzesik m.in. skrytykował jej wystąpienie z ub. poniedziałku w programie "Grafitti" w Polsat News.

Szefowa MPiT pytana w tamtej rozmowie, czy ceny energii wzrosną, powiedziała, że "robimy wszystko, by ceny nie wzrosły". "Myślę, że to jest też moment, abyśmy rozpoczęli dyskusję o otwarciu granic Polski na energię z zagranicy" - oceniła minister.

Grzesik w liście do premiera ocenił, że "to nie pierwsze wrogie wystąpienie pani minister Emilewicz wobec naszego sektora". Akcentował, że "przyszłością polskiego węgla są innowacyjne technologie jego spalania i przetwarzania". Zadał też pytanie, czy szef rządu uważa, "że czas jest otworzyć się na import energii kosztem bezpieczeństwa energetycznego Polski".

"To pytanie, jaką mamy dzisiaj alternatywę: import drogiego węgla czy import nieco tańszego prądu. Taki był kontekst mojej wypowiedzi" - powiedziała w tym tygodniu PAP minister Emilewicz.

Odnosząc się do aktualnej skali importu węgla, szefowa MPiT przypomniała, że w polskich kopalniach trwają inwestycje, które powinny przyczynić się do wzrostu wydobycia. "Ale to na pewno nie sprawi, że będziemy mogli zbilansować się energetycznie, surowcowo w przyszłym roku" - zastrzegła.

Nawiązała też do prezentowanego wiosną br. na Komitecie Ekonomicznym Rady Ministrów pakietu dla przemysłów energochłonnych. "Pokazywał on rodzaje zachęt, jakie możemy zaoferować przemysłowi energochłonnemu, który jest ulokowany w miastach mniejszej wielkości w Polsce, a który dziś ponosi ogromne koszty związane ze wzrostem kosztów energii.

Jednym z punktów tego programu było otwarcie rynku czy też import energii" - przypomniała Emilewicz. "Wtedy cały program został przyjęty przez Komitet Ekonomiczny, ale odnośnie tego punktu uznano, że to jest jeszcze za wcześnie" - wskazała.

"Wówczas jednak wzrost kosztów uprawnień do emisji był dwukrotny, a nie trzystukrotny. Stąd moja uwaga, że być może to jest ten moment, w którym powinniśmy rozważyć otwarcie rynku na zakup energii z zagranicy. Bo ta energia, produkowana poza Polską, jest dzisiaj o 40 proc. tańsza" - zaakcentowała we wtorek minister przedsiębiorczości i technologii.

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę, dzięki której 100 proc. energii elektrycznej będzie sprzedawane przez giełdę - wynika z informacji na stronie prezydenckiej Kancelarii.

Ustawa, przyjęta przez Sejm 9 listopada br. zakłada m.in. podniesienie z 30 proc. do 100 proc. obowiązku sprzedaży energii przez giełdę, a także uregulowanie sprzedaży rezerwowej prądu i gazu.

W ocenie resortu energii wprowadzenie 100-procentowego obliga giełdowego, czyli nakazanie wytwórcom sprzedaży całości energii elektrycznej poprzez giełdę - ma służyć ograniczeniu ewentualnych wzrostów cen energii na rynkach hurtowych, niewynikających z czynników fundamentalnych, wpływających na koszt jej wytworzenia czy pozyskania z sąsiadujących systemów. Obecnie obligo giełdowe wynosi 30 proc., wobec 15 proc. w ub. roku.

Poza kwestią obliga giełdowego - ustawa wprowadza także umocowanie operatora systemu dystrybucyjnego do działania w imieniu i na rzecz odbiorcy końcowego (tzw. sprzedaż rezerwowa) oraz dodatkowy mechanizm zabezpieczający na wypadek, gdyby sprzedawca rezerwowy nie podjął sprzedaży - w takiej sytuacji sprzedaż będzie realizował sprzedawca z urzędu.

Ponadto nowelizacja zawiera zmiany umożliwiające stosowanie tzw. Kodeksów Sieci, dotyczących wymogów związanych z przyłączeniem m.in. jednostek wytwórczych oraz odbiorców do sieci - chodzi o środki służące budowie wspólnego, jednolitego rynku energii elektrycznej w Unii Europejskiej. Zmiany te są niezbędne dla zapewnienia spójności funkcjonowania krajowego systemu elektroenergetycznego z porządkiem prawnym i innymi systemami w UE.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »