Reklama

Pora zapłacić grecki rachunek. Rynki w dół przed decyzjami

Najgorętszy tydzień ostatnich miesięcy rynki rozpoczynają w niewesołych nastrojach. Indeksy w Azji spadają, a Europa wciąż nie wie, kto i jak ma zapłacić rachunek za Grecję.

Już w piątek po południu indeksy w Europie spadały, podobnie w USA, za co częściowo można obarczyć winą dane o kurczących się dochodach i wydatkach Amerykanów, ale także przekonanie inwestorów, że początek października może przynieść powrót do spadków. Część z nich nie chciała czekać na to wydarzenie.

Reklama

Weekend istotnie przyniósł serię negatywnych zdarzeń. Fala protestów społecznych tym razem przedarła się przez Atlantyk sięgając Nowego Jorku, co może skłaniać inwestorów do niewesołych refleksji (nie da się redukować w nieskończoność wydatków rządowych). Niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble w wywiadzie prasowym wypowiedział się precyzyjnie - Niemcy nie wyłożą więcej gotówki na finansowanie EFSF, a tym samym Grecji i innych krajów zagrożonych. Tym samym nadzieje inwestorów rozbudzone w poprzedni weekend, jakoby fundusz ten miał wzrosnąć do 2 bln EUR (z 410 mld) zostały rozwiane. W tej sytuacji decyzja greckiego parlamentu, który przyjął kolejny program cięć budżetowych i zezwolił na zwolnienia kolejnych 30 tys. osób w administracji, może się na niewiele zdać. Tym bardziej, że przedstawiciele "trojki" nieoficjalnie sugerują, że redukcja długów Grecji może wynieść aż 75 proc. Oczywiście banki-wierzyciele od rana lamentują nad skutkami takiej decyzji, która bez wątpienia ugodziłaby w ich bilanse, a greckie instytucje zapewne skazała na bankructwo. A to tylko najważniejsze wydarzenia ostatnich godzin.

Biorąc pod uwagę okoliczności spadek Nikkei o 1,8 proc. można uznać za umiarkowany. W ciągu dnia był on głębszy (niecałe 3 proc.) ale pomógł odczyt indeksu Tankan, który tak w przemyśle jak i w usługach nieoczekiwanie wzrósł sugerując poprawiające się nastroje przedsiębiorców. W Hong Kongu spadek indeksu bardziej przystawał do sytuacji na świecie - sięgał 5 proc. na pół godziny przed końcem notowań i nie widać było próby obrony.

W Europie nastroje będą zapewne nieciekawe, choć uważam, że redukcja długów Grecji jest posunięciem o niebo lepszym niż nieustanne jej dotowanie, które po prostu nie może znaleźć szczęśliwego finału. Redukcja wartości greckiego długu o 75 proc. może zagrozić bilansom francuskich i niemieckich banków i chyba należy ją odczytać jako propozycję negocjacyjną dla sektora bankowego. Spór o to, czy za "grecki styl życia" mają zapłacić podatnicy czy wierzyciele wciąż nie jest do końca rozwiązany. Skoro jednak niemiecki rząd widząc słabnące poparcie (pięć kolejnych przegranych CDU w wyborach lokalnych jest bardzo wymownych) nie chce dać już ani centa, banki będą musiały pójść na ustępstwa i na 21-proc. redukcji (już zaaprobowanej) się nie skończy.

Zaczniemy więc od spadków i emocje mogą wziąć dziś górę. Trzeba jednak pamiętać, że ten tydzień dopiero się rozpoczyna, a rozmowy ministrów finansów strefy euro (dziś w Luxemburgu) są tylko jedną z jego atrakcji. Dochodzą odczyty PMI sektora produkcji w Europie i USA (już dziś od rana) i sektora usług (w środę), decyzje RPP (środa) i ECB (czwartek) oraz dane z amerykańskiego rynku pracy (piątek). Trudno wyobrazić sobie większą koncentrację kluczowych decyzji i liczb, dlatego pierwszy tydzień października może okazać się rozstrzygający dla losów koniunktury na rynkach aż do końca roku.

Emil Szweda

Dowiedz się więcej na temat: W dół | giełdy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »