Reklama

Powrót do rzeczywistości

Większa część czerwca upłynęła rynkom na wyczekiwaniu na decyzję greckich wyborców i decyzję amerykańskiego Fed. Rynki z obydwoma wydarzeniami wiązały nadzieje i o ile w przypadku Grecji zostały one w dużym stopniu spełnione, w przypadku Fed były po prostu nierealne. Teraz, gdy decyzja Fed jest już za nami, rynki mogą skoncentrować się na innych kwestiach, takich jak np. dane makro czy problem Hiszpanii. W jednym i drugim przypadku oznacza to powrót do nieciekawej rzeczywistości.

Większa część czerwca upłynęła rynkom na wyczekiwaniu na decyzję greckich wyborców i decyzję amerykańskiego Fed. Rynki z obydwoma wydarzeniami wiązały nadzieje i o ile w przypadku Grecji zostały one w dużym stopniu spełnione, w przypadku Fed były po prostu nierealne. Teraz, gdy decyzja Fed jest już za nami, rynki mogą skoncentrować się na innych kwestiach, takich jak np. dane makro czy problem Hiszpanii. W jednym i drugim przypadku oznacza to powrót do nieciekawej rzeczywistości.

Słabe dane z Europy, słabe dane z USA

Po słabym indeksie PMI z Chin, wiadomości, które napłynęły do inwestorów z Europy i USA też nie były dobre. Co prawda indeksy dla strefy euro były bliskie oczekiwaniom (w przypadku indeksu usług nastąpił nawet minimalny wzrost), ale to efekt francuskiej korekty, gdzie po wcześniejszych spadkach indeks dla usług odnotował wzrost z 45,1 do 47,3 pkt. W przypadku Niemiec obydwa wskaźniki były gorsze od oczekiwań, co potwierdza niekorzystny dla Europy trend.

Najistotniejsze na ten moment dane z USA okazały się dużym rozczarowaniem. Indeks Fed z Filadelfii nie tylko nie wzrósł po wcześniejszych spadkach (oczekiwano powrotu wartości indeksu do 0 pkt.), ale odnotował dalszy głęboki spadek - do -16,6 pkt. Tym samym opublikowane dotychczas wskaźniki regionalne za czerwiec pokazują dalsze wyraźne hamowanie wzrostu w USA. Nieco słabsze dane z rynku pracy (wzrost liczby nowych bezrobotnych do 389 tys.) i spadek nowego indeksu PMI z 54 do 52,9 pkt. odegrały drugorzędną rolę, choć wpisują się w nakreślony obraz.

Reklama

Rynki początkowo próbowały ignorować słabe dane z Europy, ale słabe z USA nie pozostawiły wątpliwości i po tym jak indeks Fed z Filadelfii tąpnął do -16,6 pkt., dysonans pomiędzy optymizmem rynku, a tym co pokazywały dane był już byt duży. Niewykluczone, iż to już koniec czerwcowego odreagowania.

Cięcie Moody's i hiszpański audyt

Agencja Moody's obniżyła wczoraj oceny wiarygodności 15 największych banków, w tym większości o dwa poziomy a szwajcarskiemu Credit Suisse aż o trzy. Agencja tłumaczy, iż wobec zawirowań na rynkach finansowych i brak perspektyw na szybką poprawę sytuacji, warunki dla działalności bankowej pogorszyły się i obniżone oceny te warunki oddają.

Jednocześnie Bank Hiszpanii podał, iż w najgorszym scenariuszu hiszpańskie banki będą potrzebowały dokapitalizowania na kwotę 62 mld EUR, a w najbardziej prawdopodobnym będzie to pomiędzy 15 a 25 mld EUR. Najczarniejszy scenariusz przewiduje spadek PKB w tym roku o 4,1% i w roku przyszłym o 1,6% (w tym przypadku, nie jest to wcale nierealne). Dane są teoretycznie lepsze niż obawy rynku (80-100 mld EUR), ale rynek ma ograniczone zaufanie do stress testów. To co rynki chcą zobaczyć to wzrost gospodarczy w Hiszpanii i spadek deficytu.

Indeks Ifo prawdopodobnie w dół

Do kompletu najważniejszych danych w tym tygodniu brakuje nam niemieckiego indeksu Ifo, którego wartość poznamy o godzinie 10.00. Konsensus zakłada spadek "jedynie" o 1 pkt. do 105,9 pkt., ale silny spadek indeksu ZEW może zapowiadać głębsze cofnięcie najważniejszego niemieckiego indeksu koniunktury.

Na wykresach:

Oil (brent), W1 - spadki nie ustają na rynku ropy - po przełamaniu kluczowej linii 99 USD i później słabego wsparcia w okolicach 95,50 USD sprzedający mieli wystarczające argumenty, aby dotrzeć do poziomu 89,50 USD, a to oznacza, iż od tegorocznego szczytu ropa potaniała już niemal o 40 USD za baryłkę! Tak silne spadki wynikają z faktu, iż realizujemy dużą formację podwójnego szczytu, której lewe ramię również było bardzo strome; poziom 89,50 to lokalne maksimum z maja ubiegłego roku i być może rynek będzie próbował tu odreagowywać; gdyby jednak formacja podwójnego szczytu miała się wypełnić, czekałyby nas jeszcze spore spadki - zasięg formacji to bowiem 71,60 USD

EURUSD, D1 - we wczorajszym komentarzu podkreślaliśmy znaczenie poziomu 1,2664 dla krótkoterminowej rozgrywki na tej parze walutowej; rynek nie był w stanie trwale odbić się od tego poziomu i ostatecznie jego przełamanie doprowadziło do zapoczątkowania spadków; co więcej spadki te doprowadziły do wyjścia dołem z kanału wzrostowego, a to może oznaczać definitywny kanał korekty wzrostowej; najbliższym celem sprzedających jest poziom 1,2440, ale jeśli jest to już fala piąta, powinniśmy być świadkami spadku notowań poniżej 1,23

Gold, D1 - konsekwencje przełamania kluczowych wsparć dla trendu wzrostowego - linii trendu wzrostowego i poprzedniego lokalnego minimum - widzieliśmy już na rynku ropy; choć na początku mogło wyglądać to nieprawdopodobnie, przełamanie linii trendu w okolicach 111 USD doprowadziło do przeceny ropy o ponad 20 USD; na złocie linia trendu również jest już przełamana, rynek natomiast walczy o wsparcie horyzontalne na poziomie 1520 USD za uncję; to wsparcie kilkukrotnie generowało odbicie, ale ostatni ruch wzrostowy był bardzo słaby (pomimo dużych nadziei przed posiedzeniem Fed); gdyby tym razem doszło do jego przełamania, spadek cen złota byłby zapewne znaczny; pikanterii sprawie dodaje fakt, iż jednocześnie testowany będzie niemniej ważny poziom 26USD na rynku srebra

Przemysław Kwiecień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »