Reklama

Rezygnacja Montiego nie taka straszna

Dzisiaj o poranku dla inwestorów liczyły się tylko dwie informacje. Jedna było pozytywna i tyczyła się postępującego ożywienia w Chinach, a druga negatywna w postaci przedwczesnej rezygnacji lubianego przez rynki premiera Włoch. Do końca dnia te dwa czynniki się ścierały, ale ostatecznie zwyciężył optymistyczny wydźwięk chińskich publikacji, gdyż inwestorzy zgodnie orzekli, że włoskie rewelacje były przysłowiową burzą w szklance wody.

Owszem, reakcję dało się zauważyć na zwyżkujących rentownościach włoskich obligacji czy tracącym o ponad 3 proc. indeksie giełdy w Mediolanie, ale gdzie indziej większej reakcji na zapowiedź przedwczesnej rezygnacji Mario Montiego trudno było się doszukać. Notowania wrażliwego na europejskie niepokoje eurodolara nie spadły poniżej piątkowego minimum, a wrażliwa na globalną koniunkturę cena miedzi konsekwentnie przez cały dzień zyskiwała na wartości po tym jak chińska produkcja przemysłowa wzrosła w listopadzie najszybciej od ośmiu miesięcy i jej dynamika zwyżki o 10,1 proc. przewyższyła oczekiwana na poziomie 9,8 proc.

Reklama

Niekorzystny wpływ informacji z Włoch był stopniowo w ciągu dnia niwelowany, gdy do inwestorów docierały kolejne analizy, co tak naprawdę oznacza przedwczesna rezygnacja premiera technokraty. Otóż najprawdopodobniej o jeden miesiąc przyspieszone zostaną wybory, które i tak były planowane na początek przyszłego roku. Ponadto Monti wcale nie musi odejść po swojej rezygnacji, ale może sprawować stanowisko premiera do czasu wyborów.

Dodatkowo partia Silvio Berlusconi, którego tak obawiają się inwestorzy, nie ma szans na zdobycie władzy, gdyż jej centrolewicowa konkurencja wyraźnie prowadzi w sondażach. Niewykluczone nawet jest, że Mario Monti po wyborach nadal będzie premierem, więc w rzeczy samej jego przedwczesna rezygnacja niewiele musi znaczyć i wcale nie musi oznaczać, że przestanie on być głową władzy wykonawczej.

Z tej perspektywy nie mogły dziwić ostateczne zwyżki giełdowych indeksów, które choć skromne to gremialnie przetoczyły się po głównych parkietach w Europie. Odpokutować swoje musiała tylko giełda w Mediolanie, której indeks ostatecznie stracił 2,2 proc.

W Hiszpanii jednak początkowe spadki grubo przekraczające 1 proc. udało się zredukować do 0,5 proc. Z kolei na GPW większość indeksów zanotowało zwyżki, a najlepszym był indeks blue chipów, który ostatecznie zyskał 1 proc. i w znacznej mierze odrobił straty z piątku. Tym niemniej obroty były niewielkie, a sam indeks jedynie powrócił w okolice neutralne pomiędzy wsparciem na wysokości 2450 pkt, a potencjalnym psychologicznym oporem na poziomie 2500 pkt.

Łukasz Bugaj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »