Reklama

Ropa, złoto i srebro na nowych szczytach

W piątek po południu za baryłkę ropy naftowej płacono ponad 111 dolarów, cena złota w trakcie sesji dotarła powyżej 1470 dolarów za uncję, a cena srebra przebiła poziom 40 dolarów za uncję.

Nowe rekordy surowcowej hossy najkrócej można wyjaśnić zachowaniem dolara, który w minionym tygodniu osłabił się w stosunku do euro do poziomu obserwowanego ostatni raz na początku 2010 r.

Ten sam bodziec pomaga również złotemu, ponieważ dla zagranicznych inwestorów Polska niezmiennie jest jednym z wielu ryzykownych rynków wschodzących, a te oprócz mocnych fundamentów gospodarczych mają do zaoferowania również rosnące stopy procentowe. W piątek za euro płacono 1,442 USD, a przeliczeniu na złote kurs dolara od poziomów z jesieni 2008 r. dzieliło zaledwie kilka groszy (2,74 zł). Frank potaniał do 3,01 zł, a euro do 3,96 zł. Na rynku akcji WIG20 ciągnięty w dół przez akcje banków spadł w piątek o 1 proc. i był jednym z najsłabszych indeksów na świecie.

Reklama

Warto w najbliższych dniach zachować bardziej wzmożoną uwagę niż przeciętnie, ponieważ rynkowy optymizm wydaje się bazować w coraz większym stopniu na nierealnych założeniach. Przykładowo, drożejące surowce dla części analityków odzwierciedlają rosnący apetyt inwestorów na ryzyko, ale dla bardziej sceptycznych to efekt uboczny luźnej polityki pieniężnej USA, Japonii czy Wielkiej Brytanii i wynik błędnego koła w postaci samonakręceających się oczekiwań inflacyjnych (skoro prawie wszystkie towary wokół drożeją, zakładamy, że w przyszłości ceny będą dalej rosły, więc opłaca się kupować po dzisiejszych cenach). Nie dawniej niż dwa miesiące temu, gdy cena ropy zbliżała się do 100 USD za baryłkę, część ekonomistów biła na alarm, że stabilność ożywienia gospodarczego jest mocno zagrożona, natomiast dziś takie opinie są bagatelizowane, ponieważ dane z amerykańskiego rynku pracy wykazują pozytywną tendencję. Jeśli chodzi o ceny energii, ważniejszym czynnikiem ryzyka niż przebijanie kolejnych oporów, jest to, jak długo pozostaną one powyżej akceptowalnych przez konsumentów i firmy poziomów.

Innym wartą odnotowania rynkową anomalią była w minionym tygodniu reakcja inwestorów na informację o niewypłacalności Portugalii, bo tak w pewnym uproszczeniu można interpretować prośbę o dostęp do finansowania europejskiego mechanizmu stabilizacyjnego i MFW. Patrząc na giełdowe indeksy czy wykres kursu euro można powiedzieć, że nie miało to najmniejszego znaczenia, chociaż kwota potencjalnego wsparcia szacowana jest na ponad 80 mld euro.

Łukasz Wróbel

Pobierz za darmo: program PIT 2010

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »