Reklama

Rynek nie przejął się bezrobotnymi

Obraz wyłaniający się po opublikowanych w tym tygodniu danych makroekonomicznych z USA byłby bardzo dobry, gdyby nie jeden, ale za to ważne wyjątek: rynek pracy. Mimo nadejścia wiosny liczba zarejestrowań nowych bezrobotnych ponownie rośnie, choć rynek na razie to ignoruje, zaś indeksy akcyjne osiągają nowe tegoroczne maksima.

Realizację zysków sprowokowały dopiero wyniki spółki Google. Tymczasem euro znów jest pod presją, bo rynek wznowił grę na bankructwo Grecji.

Większość opublikowanych w tym tygodniu danych potwierdza scenariusz stopniowego ożywienia gospodarczego w USA. Przede wszystkim są to ważne dane o sprzedaży detalicznej, o których pisaliśmy wczoraj. Dane sugerują, iż jest szansa na wzrost popytu prywatnego, konieczny do utrzymania ożywienia. Z kolei opublikowane wczoraj pierwsze regionalne wskaźniki aktywności za kwiecień (dla Nowego Jorku i Filadelfii), sugerują, iż aktywność nadal rośnie. Co prawda dane o produkcji przemysłowej okazały się słabsze (wzrost o 0,1% m/m wobec oczekiwanych 0,8%), jednak jest to już dziewiąty kolejny miesięczny wzrost produkcji, a w skali roku (+4,0%) produkcja rośnie najszybciej od września 2006 roku. Problemem pozostaje rynek pracy.

Reklama

Liczba nowozarejestrowanych bezrobotnych wzrosła w minionym tygodniu do 484 tys. Jest to drugi kolejny wyraźny wzrost i duże rozczarowanie dla rynku, który liczył na spadek do 440 tys. Od początku roku liczba nowych zarejestrowań oscyluje wokół 460-470 tys. tygodniowo, zaś historycznie do wzrostu zatrudnienia konieczny był spadek zarejestrowań w okolice 400 tys.

Dobre dane o aktywności w połączeniu z trudną sytuacją na rynku pracy przywołują poprzednie ożywienie gospodarcze (lata 2002-2004), kiedy popularne było określenie "jobless recovery" (czyli ożywienie bez nowych miejsc pracy). Taką sytuację przypisywano wtedy trwałemu wzrostowi produktywności. Warto zwrócić jednak uwagę na dwa czynniki. Po pierwsze, firmy wykorzystywały wtedy benefity technologii internetowej, w którą masowo inwestowały w drugiej połowie lat 90-tych. Ten fakt rzeczywiście mógł zwiększać produktywność. Z drugiej strony dzięki bardzo silnemu spadkowi stóp procentowych i wzrostowi cen nieruchomości powstał tzw. efekt majątkowy, który skłonił gospodarstwa domowe do większej konsumpcji, nawet pomimo trudnej sytuacji na rynku pracy. Tym razem żaden z tych efektów nie wystąpi lub przynajmniej nie z taką siłą. To oznacza, że ożywienie na rynku pracy będzie miało większe znaczenie. Oznacza to również, iż Fed będzie absolutnie zdeterminowany do utrzymania luźnej polityki monetarnej tak długo, aż uzyska pewność, iż ożywienie na rynku pracy rzeczywiście ma miejsce.

Pomimo niepokojących danych z rynku pracy, rynki akcji w USA zdołały osiągnąć wczoraj nowe maksima (1210 pkt. dla kontraktów na S&P500), a realizację zysków spowodowała dopiero publikacja wyników Google. Choć były one nieco lepsze od oczekiwań, inwestorzy przecenili akcje giganta, który zapowiedział duże nakłady na zatrudnienie i rozwój. Na wykresie kontraktów na S&P500 pojawiła się dzienna szpulka, która może, ale nie musi być formacją o podażowej wymowie. Ważne będzie zakończenie dnia oraz tygodnia notowań. Dziś przed sesją w USA wyniki podadzą Bank of America (oczekiwany zysk 9 centów na akcję) i General Electric (16 centów na akcję).

Pomimo nowych rekordów na rynkach akcji i mocnego początku tygodnia, para EURUSD znajduje się pod presją sprzedających. Przyczyną po raz kolejny jest Grecja. W miniony weekend kraje strefy euro sprecyzowały warunki pakietu pomocowego, co miało w zamyśle obniżyć rynkową premię za ryzyko od greckiego długu (rynek spekulował o tym już w zeszły piątek). Początkowo rentowności greckich obligacji rzeczywiście obniżyły się, ale od wtorku ponownie rosną. Pomoc oznacza bowiem, że maleje ryzyko bankructwa Grecji w kolejnych miesiącach, ale już niekoniecznie w kolejnych latach.

Tym samym rentowności greckiego długu nie spadną tak długo, jak rynek nie uwierzy w rzeczywistą poprawę w greckich finansach publicznych. Już na początku notowań w Europie para EURUSD testowała wczorajsze minimum (1,3520), od którego nie jest już daleko do zakrycia weekendowej luki wzrostowej (1,3494), co zanegowałoby średnioterminowy scenariusz wzrostowy.

Poza wspomnianymi wynikami spółek w USA czekają nas jeszcze publikacje danych makroekonomicznych. Będą to dane z rynku budownictwa mieszkaniowego (14.30, oczekiwana liczba nowych budów to 600 tys.) oraz wstępny indeks University of Michigan za kwiecień (15.55, konsensus 74,7 pkt.). Dane mają mniejszą wagą niż figury publikowane w środę i czwartek, ale jeśli reakcja na Google jest pierwszym sygnałem realizacji zysków, mogą nie być bez znaczenia.

Przemysław Kwiecień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »