Reklama

Rynki w poczekalni

W poniedziałek na głównych rynkach nie spodziewano się ważnych publikacji makroekonomicznych, chociaż nie można było narzekać na impulsów pośrednio przekładających się na wyceny aktywów.

Na rynku walutowym umacniały się dolar i jen po wiadomości o kolejnym w ciągu ostatnich dni trzęsieniu ziemi w Japonii i zagrożeniu tsunami. Wcześniej inwestorzy z rynków surowcowych wykorzystali zawieszenie działań militarnych w Libii przez międzynarodową koalicję za pretekst do realizacji zysków po silnych wzrostach cen ropy z końca ubiegłego tygodnia. Po południu baryłkę wyceniano na ok. 112 USD, czyli o ok. 1 proc. niżej niż w piątek.

Reklama

Wysokie ceny energii, według przedstawicieli Międzynarodowego Funduszu Walutowego, nie stanowią jeszcze poważnego zagrożenia dla globalnej koniunktury gospodarczej, ale w dłuższym terminie są jednym z głównych czynników sprawiających, że w kolejnych kwartałach bardziej prawdopodobne są obniżki prognoz niż ich rewizje w górę.

Przed opublikowaniem najnowszej wersji raportu MFW, agencje informacyjne donosiły, że fundusz obciął szacunki PKB dla Stanów Zjednoczonych i Japonii na 2011 r. uznając, że walka tych państw z olbrzymim zadłużeniem w większym stopniu niż wcześniej prognozowano przełoży się na spowolnienie rozwoju.

Pośrednio związana z drogimi surowcami była również zaskakująca informacja z drugiej największej gospodarki świata. Chińscy importerzy uzupełniający zapasy surowców w dużej mierze przyczynili się do pierwszego od kilku lat kwartalnego deficytu handlowego Chiny.

Ekonomiści spodziewają się, że II i III kw. 2011 r. przyniosą powrót dotychczasowej tendencji (nadwyżkę eksportu nad importem), ale warto mieć na uwadze, że gdy następnym razem Amerykanie zarzucą Chinom sztuczne zaniżanie kursu juana (w celu promowania eksportu), ci będą mieli na swoją obronę mocny argument, że ich gospodarka stopniowo przenosi środek ciężkości na rozwój rynku wewnętrznego, więc również zależy jej na umocnieniu własnej waluty.

Na europejskich rynkach akcji przez większą część sesji nieznacznie przeważali inwestorzy realizujący zyski. Zaprezentowane w poniedziałek propozycje zaostrzenia wymogów kapitałowych w brytyjskim systemie bankowym inwestorzy przyjęli optymistycznie, bo przyszłe koszty, którymi obciążone zostaną instytucje finansowe szacuje się na ok. 5 mld funtów, a nie jak obawiały się branżowe instytucje na ok. 12 mld funtów.

Chwilę po rozpoczęciu sesji w Londynie akcje banków RBS i Barclays, które w największym stopniu powinny skorzystać z nowych regulacji, drożały o ok. 3 proc. Indeks FT-SE, poruszał się w okolicy piątkowych poziomów.

Łukasz Wróbel

Dowiedz się więcej na temat: rynki | poczekalnia | giełdy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »