Reklama

Sądny dzień dla krajowego rynku

Dzisiejszy dzień stał pod znakiem publikacji wstępnych odczytów wskaźników PMI dla Chin oraz strefy euro. Wszystkie indeksy zaskoczyły negatywnie, co skutkowało zauważalną przeceną. Po piątym z rzędu spadku indeksu WIG20 można mieć poważne wątpliwości, czy rzeczywiście dojdzie w najbliższych miesiącach do ponownego testu psychologicznego poziomu 2400 pkt.

Jeszcze o poranku wydawało się, że sytuacja nie prezentuje się tak źle. Mimo że dane zza Wielkiego Muru były wyraźnie złe (PMI zmniejszył się w marcu do 48,1 pkt z 49,6 pkt miesiąc wcześniej), to reakcja rynków azjatyckich była wyważona. Część indeksów nawet zdołała zyskać na wartości, co zapewniło neutralne otwarcie europejskim średnim. Wszystko zaczęło się psuć dopiero wtedy, gdy światło dzienne ujrzały europejskie indeksy PMI.

Najpierw opublikowany został wstępny francuski wskaźnik, który w wersji przemysłowej zniżkował z 50,2 pkt do zaledwie 47,6 pkt, wobec oczekiwań niewielkiego wzrostu. Wyglądało to fatalnie, ale indeksy jeszcze nie chciały zbytnio spadać. Szalę goryczy przelała jednak publikacja danych z niemieckiej gospodarki, gdzie PMI dla przemysłu zniżkował w marcu do 48,1 pkt z 50,2 pkt w lutym. Tutaj również oczekiwano wzrostu wskaźnika po nieudanym poprzednim miesiącu, ale okazało się, że zamiast poprawy, inwestorzy ze zdziwieniem zaobserwowali pogorszenie kondycji głównej gospodarki strefy euro. Podaż wyraźnie uderzyła i główne indeksy szybko rozpoczęły marsz na południe.

Reklama

Publikacja wskaźników dla całej strefy euro nie odbiła się już większym echem, gdyż każdy oczekiwał fatalnych danych. Indeksy ugrzęzły na minimach sesji i choć później próbowały, to nie zdołały wygenerować większego odbicia. Nie pomagały dane z USA, które przeszły niemalże niezauważenie. Zresztą nie było specjalnych zaskoczeń. Ilość cotygodniowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła do 348 tys. wobec prognoz obniżki do 354 tys.

W tym obrazie wyraźnie negatywnie zapisał się krajowy indeks WIG20, który kilkakrotnie poprawiał swoje dzienne minima ustanowione o poranku. Ostateczne zamknięcie stratą na poziomie 1,6% było gorsze niż niemieckiego DAXa, który zniżkował "zaledwie" o 1,3%, mimo że wcześniej spadki nad Wisłą były mniejsze niż we Frankfurcie. Oznacza to, że krajowy rynek po raz kolejny pokazał swoją słabość, która widoczna była nie tylko w segmencie dużych spółek, ale również małych czy średnich.

Wyraźnie in minus zapisał się sektor budowlany oraz deweloperski na czele z silnymi zniżkami akcji takich spółek jak PBG czy GTC. Spośród krajowych blue chipów na wartości zyskały jedynie walory PKN Orlen. To był więc sądny dzień dla krajowego rynku i wydaje się, że scenariusz kontynuacji styczniowego odbicia, jeżeli nie został w ogóle przekreślony, to prawdopodobieństwo jego wystąpienia stopniało do bardzo niskich poziomów.

Łukasz Bugaj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »