Reklama

Sponsorzy europejskich bankrutów zostają w grze

Uczucie ulgi towarzyszące inwestorom, porównywalne z tym, którego po wczorajszym meczu doświadczyli kibice naszych zachodnich sąsiadów, widać było w środę na rynkach akcji, surowców i obligacji.

W środę po południu indeks giełdy w Atenach rósł o 8 proc., a niemiecki DAX o blisko 4 proc. Na GPW na kilkadziesiąt minut przed końcem sesji WIG20 rósł 2,8 proc., a na Węgrzech indeks BUX zyskiwał na wartości ok. 3,3 proc. Źródłem tego powiewu optymizmu i przerwania czterodniowej serii spadkowej w Europie Zachodniej były po części dobre dane o produkcji przemysłowej w Niemczech, ale przede wszystkim decyzja niemieckiego sądu konstytucyjnego, który za bezzasadne uznał skargi mające zablokować udział Niemiec w programach pomocowych dla członków strefy euro.

Reklama

Skoro więc Grecja może liczyć na wsparcie, niewątpliwie skorzysta tej okazji, do czego okazją może być wizyta greckich władz w Niemczech zaplanowana na koniec września. Wcześniej humory inwestorom mogą psuć inne państwa, w których trwa przeciąganie liny między zwolennikami reformowania finansów publicznych, a przeciwnikami zdecydowanego zaciskania pasa.

W środę tuż przed głosowaniem na pakietem reform we Włoszech, agencje informacyjne donosiły, że wysoko postawieni politycy twierdzą, iż do przekonania Europejskiego Banku Centralnego do kontynuowania operacji skupu obligacji konieczny może być nowy, już trzeci specjalny program. Z bliższego nam rynku, z Węgier, również napłynęły niezbyt pozytywne wiadomości.

Tamtejszy rząd po ośmiu miesiącach o ok. 30 proc. przekracza plan deficytu budżetowego na cały 2011 r., co nawet w przypadku chwilowego uspokojenia sytuacji w strefie euro może skłaniać inwestorów do wyprzedaży aktywów z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym automatycznie także złotego.

W środę na rynku walutowym nie działo się zbyt wiele, ale po terapii wstrząsowej, którą wczoraj zafundował inwestorom Szwajcarski Bank Narodowy, kursy par walutowych nie zawierających franka muszą dostosować się do nowych realiów. Po południu frank kosztował 3,49 PLN, euro 4,22 PLN, a dolar 3,00 PLN. Wyraźnie potaniały metale szlachetne - złoto o 3 proc., srebro o 2 proc., wzrosły natomiast ceny innych surowców z drożejącą o 3,5 proc. ropą naftową na czele.

KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ

Łukasz Wróbel, Noble Securities

Dowiedz się więcej na temat: tym

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »