Reklama

Syndrom poniedziałku

WIG20 nie zdołał utrzymać wzrostu z początku sesji, pomimo dobrych danych z Polski, USA i strefy euro. Zniżkom z drugiej połowy dnia towarzyszyły niskie obroty.

Handel na sesji nie należał do ożywionych, wobec czego jej wymowa nie jest specjalnie istotna. Był to, co prawda, trzeci kolejny dzień podczas którego WIG20 notował coraz wyższe poziomy w ciągu dnia i coraz wyższe minima, ale powstrzymanie wzrostów w okolicach 2440 pkt (jeszcze na początku tygodnia strefa ta była rejonem wsparcia - dziś okazuje się oporem) nie nastraja optymistycznie. Tym bardziej, że w odróżnieniu od danych z poprzedniego tygodnia, dziś inwestorzy mogli mieć powody do zadowolenia. PKB w Polsce wzrósł w II kwartale o 3,5 proc. (oczekiwano 3,2 proc.) dzięki wzrostowi konsumpcji i zapasów (nadal spadały inwestycje, a handel zagraniczny miał ujemny wkład w dynamikę PKB), lecz rynek nie reagował na te dane. Podobnie zignorowano sierpniowy wzrost indeksu zaufania w gospodarce strefy euro do 101,8 pkt - najwyższego od dwóch lat poziomu. Również dane o wydatkach Amerykanów, które wzrosły o 0,4 proc. (oczekiwano 0,3 proc.) przy zarobkach rosnących o 0,2 proc., zostały przyjęte chłodno przez inwestorów w USA, a w Warszawie zaraz po ich publikacji WIG20 osunął się wyraźnie poniżej piątkowego zamknięcia.

Reklama

Notowania poszczególnych spółek z WIG20 poruszały się w ograniczonym zakresie. O 2,6 proc. spadły notowania Asseco na wieść o zbliżającym się finale rozmów w sprawie przejęcia zagranicznego podmiotu.

O 1,8 proc. spadły notowania Orlenu, po spadku cen ropy o 1,4 proc.

Na rynkach europejskich sytuacja rozwijała się podobnie, tyle że w okolicach 16.00 BUX notował nieznaczny wzrost, a główne indeksy na kontynencie spadały mniej niż WIG20.

Na rynku obligacji nadal rosną ceny papierów amerykańskich, co odbierane jest jako zielone światło od rynków dla polityki fiskalnej Baracka Obamy. W Europie źródłem niepokoju jest sytuacja Rumunii, która odwołuje kolejne przetargi obligacji, ponieważ uzyskiwane rentowności przekraczają poziom 7 proc., co jest - jak dotąd - graniczną wartością akceptowaną przez rząd. W zamian organizowane są przetargi bonów, ale inwestorzy wiedzą, że potrzeby pożyczkowe w końcówce roku mogą się zwiększyć w ten sposób. Rumunia podniosła stawki VAT o 5 pkt proc., aby obniżyć skalę deficytu budżetowego w tym roku.

Euro straciło dziś 0,7 proc. wobec dolara (1,267 USD), ale ma jeszcze cena przewagi nad dołkiem z poprzedniego tygodnia. U nas dolar podrożał o 0,9 proc. do 3,14 PLN, a euro o 0,3 proc. do 3,979 PLN. Najmocniej - o 1,2 proc. - podrożał frank, za którego po południu płacono 3,065 PLN. Tym samym frank odrobił straty z piątku.

Po wzroście o 0,6 proc. miedź znalazła się na najwyższym poziomie od pięciu miesięcy, choć zaledwie w ostatnią środę notowała miesięczne minimum. Złoto wciąż przebywa w okolicach 1240 USD za uncję, mimo dzisiejszych informacji o 2-krotnym zwiększeniu zapasów przez indyjskie fundusze ETF, które mają 100-proc. pokrycie w złocie fizycznym. Wygląda więc na to, że gorączka złota powoli osiąga już swój punkt krytyczny.

KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ

Emil Szweda, Open Finance

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »