Reklama

Trzy powody wzrostów cen ryzykownych aktywów

Jest kilka czynników, które sprawiają, że mimo wiszącego nad rynkami widma bankructwa już nie tylko Grecji, ale też Portugalii (rentowność jej dziesięcioletnich obligacji przekroczyła dziś 15 proc. - tyle greckie papiery przynosiły pół roku temu), inwestorzy chętnie kupują akcje?

Jest kilka czynników, które sprawiają, że mimo wiszącego nad rynkami widma bankructwa już nie tylko Grecji, ale też Portugalii (rentowność jej dziesięcioletnich obligacji przekroczyła dziś 15 proc. - tyle greckie papiery przynosiły pół roku temu), inwestorzy chętnie kupują akcje?

Z sesji na sesję pomagają wyniki wybranych spółek (np. w czwartek wypożyczalnia filmów Netflix, której akcje drożały w reakcji na miłą niespodziankę o 23 proc.) czy wypowiedzi polityków planujących zwiększenie pojemności funduszy ratunkowych, ale w momencie takich emocjonalnych reakcji inwestorów, jak dziś warto spojrzeć na rynki z szerszej perspektywy. Czemu od początku roku ceny ryzykownych aktywów rosną, jak na drożdżach?

Po pierwsze, psychologia rynku w najczystszym wydaniu, po drugie - technika, a po trzecie - fundamenty.

Reklama

Bardziej gwałtownie reagujemy na niespodziewane wydarzenia niż na te, których się spodziewaliśmy, nawet jeśli te drugie mają znacznie poważniejsze konsekwencje. Najlepszym przykładem tego mechanizmu była reakcja inwestorów na styczniową obniżkę ratingów europejskich państw przez agencję S&P, która chcąc uniknąć oskarżeń o pogłębianie kryzysu w strefie euro, zasygnalizowała taką możliwość ponad miesiąc przed podjęciem decyzji.

Inwestorzy słysząc wypowiedzi innych agencji w podobnym tonie, postąpiliby nieracjonalnie nie przygotowując się na zbliżające się obniżki ratingów. Dla rynków groźniejsze jest małe, lecz nieznane zło niż wielka, ale przewidywana katastrofa. Ten sam mechanizm działa także w przypadku Grecji - o jej możliwym wyjściu ze strefy euro czy bankructwie słyszymy od tak dawna, że chyba nie ma osoby, którą faktycznie zaskoczyłoby taki scenariusz.

Po drugie, technika. Wzrosty za granicą odbywają się przy bardzo niskich obrotach, a w górę indeksy ciągną przede wszystkim spółki, które w 2011 r. taniały najmocniej. Podobny zwrot w kierunku najsilniej przecenionych aktywów widzimy na polskim rynku akcji, ale również na rynku walutowym. O technicznym charakterze styczniowej odwilży może świadczyć choćby fakt, że w czołówce najsilniejszych walut tego roku znajduje się zarówno złoty, jak i forint, które w ubiegłym roku zamykały peleton.

Po trzecie, fundamenty. O ile dane z USA już od wielu miesięcy w większości przypadków ulegają poprawie, to wskaźniki makroekonomiczne z Europy rozpoczynają 2012 r. od korekty po długich spadkach (przykład - ostatnie odczyty wskaźników PMI w strefie euro). Rosną więc zarówno wskaźniki z USA, jak i ze Starego Kontynentu - tyle tylko, że w drugim przypadku jest to jedynie tymczasowy odpoczynek od długoterminowego trendu, który w najbliższych miesiącach nie wydaje się zagrożony i najprawdopodobniej wprowadzi większość europejskich gospodarek w recesję.

Łukasz Wróbel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »