Reklama

Udany początek nowego miesiąca, ale nie na GPW

Dzisiaj mogliśmy obserwować namiastkę dobrych czasów hossy lat 2009-2010, kiedy początek nowego miesiąca często oznaczał niepodzielne panowanie byków. Piszę namiastkę, gdyż byki miały silnego konkurenta w postaci niedźwiedzi, szczególnie w Warszawie, gdzie inwestorzy uparcie twierdzą, że nie warto garściami kupować akcji.

O poranku na rynkach dobre nastroje wcale nie panowały. Przeważał kolor czerwony, ale straty nie były pokaźne. Inwestorzy wciąż byli pod wpływem wczorajszych słów Bena Bernanke, które oddalają wizję QE3. Szybko jednak przyszedł czas na publikację comiesięcznych indeksów PMI, które co prawda nie przedstawiały tak dobrego obrazu jak miesiąc temu, ale byki i tak skupowały tańsze akcje. Obraz jaki namalowały dane wciąż jest w czarno białych kolorach, gdyż w lutym rozwijał się sektor przemysłowy jedynie trzech gospodarek strefy euro: Niemiec, Holandii i Austrii. W Hiszpanii indeks PMI nawet kosmetycznie spadł z 45,1 pkt na 45 pkt, a dla całego eurolandu publikacja okazała się zgodna z oczekiwaniami i wcześniejszym wstępnym odczytem na poziomie 49 pkt.

Reklama

Krajowa gospodarka namalowała dzisiaj mieszany obraz. PMI dla naszego sektora przemysłowego zaskoczył negatywnie i spadł o ponad 2 pkt do 50 pkt, czyli poziomu na równi z Francją. Tym niemniej WIG20 pozostawał wyraźnie w tyle za zachodnimi parkietami i co ciekawe francuski CAC40 wyznaczył nowe rekordy tegorocznego trendu. Wzrosty nie przychodziły co prawda łatwo, ale każda kolejna godzina podnosiła zagraniczne indeksy. Na GPW sytuacja prezentowała się inaczej i inwestorzy wyraźnie nie wierzyli w szczerość zwyżek zachodnich parkietów. Gdy tylko krajowe byki nie wytrzymały zewnętrznej presji i w końcu pojawił się większy popyt, to gorsze dane z USA w postaci indeksu ISM niższego od oczekiwań, wylały kubeł zimnej wody na głowy rozentuzjazmowanych inwestorów.

Większej ochoty do sprzedaży akcji jednak nie było i indeksy po prostu zatrzymały wcześniejsze zwyżki. Wydaje się, że inwestorzy utrzymywali czerwony kolor na parkiecie mimo zieleni gdzie indziej, gdyż patrzyli na dane przez czarne okulary. Przykładowo dane o krajowym wzroście PKB w IV kw. na poziomie 4,3 proc. należy odczytywać pozytywnie, ale minimalnie lepszy od prognoz wzrost wynikał z przyspieszenia zmiennych inwestycji, a nie stabilnego popytu konsumpcyjnego, który po raz kolejny obniżył loty. GPW pozostaje europejskim outsiderem i nie pomaga nam LTRO, której pozytywny efekt jest już widoczny w postaci spadku rentowności włoskich obligacji 10-cio letnich poniżej 5 proc. i wzrostowi indeksu w Mediolanie o prawie 3 proc.

Nasz rynek przy małych obrotach ostatecznie niejako "na siłę" zakończył dzień zwyżką, ale zaledwie o marne 0,16 proc. Wydaje się, że kapitał zagraniczny odpuścił sobie europejską zieloną wyspę i skupił się na peryferiach strefy euro. Dopóki ów kapitał nie przypomni sobie o nadwiślańskich silnych fundamentach, to krajowy rynek nadal będzie występował w roli panny na wydaniu, którą mimo atrakcyjności, żaden kawaler się nie interesuje.

Łukasz Bugaj

Dowiedz się więcej na temat: giełdy | Ale | nowym

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »