Reklama

Wall Street pomaga rosnąć indeksom w Europie

WIG20 rozpoczął czwartkowe notowania w okolicy poziomów zamknięcia z poprzedniego dnia i do otwarcia sesji na Wall Street poruszał się w minimalnym zakresie kilkunastu punktów.

Start notowań za oceanem przyniósł ożywienie i pomógł części europejskich indeksów kontynuować odrabianie strat. Jednak gdyby inwestorzy mieli kierować się wyłącznie najnowszymi publikacjami danych, niełatwo byłoby przekonać ich do kupowania akcji, gdyż zarówno informacje z Europy, jaki z USA przyniosły szereg rozczarowań.

Na warszawskim parkiecie bohaterem dnia zdecydowanie został Bank Gospodarki Żywnościowej, którego akcje w reakcji na wezwanie do sprzedaży przez Rabobank, drożały o ok. 52 proc. przy obrotach charakterystycznych dla największych spółek z WIG20. Na giełdzie w Nowym Jorku banki, które dzień wcześniej ciągnęły w górę indeksy odpoczywały po wzrostach, ale inicjatywę przejął sektor surowcowy i wydobywczy korzystający z drożejących o ok. 2 proc. miedzi, srebra i platyny.

Reklama

Z ważnych wydarzeń należy wymienić przede wszystkim pogłębienie dekoniunktury w europejskim sektorze produkcyjnym (sprzedaż detaliczna spadła o 1,8 proc. r/r, a dane sprzed miesiąca zweryfikowano w dół) oraz rozczarowujący wzrost liczby nowych wniosków o bezrobocie w USA (do 380 tys.). Włochy drugi dzień z rzędu pożyczały kapitał na rynku długu - obligacje o wartości ok. 5 mld EUR, podobnie jak dzień wcześniej bony skarbowe, nie miały większych problemów ze znalezieniem nabywców, ale wzrosła wymagana przez inwestorów premia za ryzyko.

Na rynku walutowym w czwartek po południu złoty korzystał ze wzrostu kursu pary euro-dolar i odrabiał ostatnie straty do większości walut. Po zapoznaniu się z gorszymi od oczekiwań ekonomistów danymi z rynku pracy za granicą inwestorzy pozbywali się amerykańskiego pieniądza na rzecz wspólnej, europejskiej waluty (EUR/USD powrócił w okolice 1,318 USD, czyli najwyżej od 4 kwietnia br.), dlatego też na naszym rynku dolar taniał w tempie prawie dwukrotnie szybszym niż euro czy frank. Kurs cofnął się w okolice 3,17 PLN, a jeszcze dzień wcześniej przekroczył 3,22 PLN.

Z czysto technicznego punktu widzenia możemy mówić, jeśli jeszcze nie o całkowitym odwróceniu trendu, który od stycznia do marca umocnił naszą walutę o 50 groszy (do 3,04 PLN), to przynajmniej rozpoczęciu dłuższej przerwy w tej tendencji. W perspektywie kilku najbliższych sesji można liczyć na powrót kursu dolara w okolicę 3,14 PLN, zwłaszcza jeśli euro będzie nadal odrabiać straty do amerykańskiej waluty, jednak baza tworzona przez cały ubiegły miesiąc pomiędzy poziomami 3,07 - 3,14 PLN wydaje się obecnych warunkach nie do przebicia. Po gwałtownym osłabieniu z pierwszej połowy kwietnia, takie zachowanie kursu byłoby klasyczną formacją odwrócenia trendu, dlatego najbardziej prawdopodobnym scenariuszem w perspektywie kilku tygodni jest dalsza wyprzedaż złotego i wzrost notowań pary USD/PLN powyżej 3,20 PLN.

W piątek rano inwestorzy na europejskich rynkach będą reagować na dwa istotne czynniki: serię kluczowych danych z chińskiej gospodarki oraz wyniki technologicznego giganta Google, które zostaną opublikowane po czwartkowej sesji.

Łukasz Wróbel

Dowiedz się więcej na temat: Downing | WIG20 | giełdy | wall

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »