Reklama

Widzialna ręka recesji

We wtorek na krajowym parkiecie doszło do kolejnej fali wyprzedaży, jedyną nadzieją dla warszawskich byków jest niezła kontra w wykonaniu amerykańskich inwestorów już po zamknięciu GPW.

We wtorek na krajowym parkiecie doszło do kolejnej fali wyprzedaży, jedyną nadzieją dla warszawskich byków jest niezła kontra w wykonaniu amerykańskich inwestorów już po zamknięciu GPW.

W ostatnich tygodniach zarówno globalnie jak i w Warszawie na giełdach zdecydowanie dominują słabe nastroje. Jeśli chodzi o GPW jesteśmy pod jeszcze większa presją niż otoczenie z uwagi na wysoki poziom inflacji oraz fatalne odczyty PMI dla przemysłu. O ile jeszcze kilka tygodni temu rynek zdawał się wyceniać ryzyko spowolnienia wzrostu gospodarczego czy płytkiej recesji, tak teraz powoli przechodzimy do scenariusza B - czyli poważnych problemów naszej gospodarki. 

Zwróćmy uwagę, że pomimo bardzo mocnego pod względem odczytu PKB pierwszego kwartału bieżącego roku, WIG20 powoli zbliża się do poziomów znanych z 2020 r. i spowolnienia związanego z koronawirusem czy kryzysu finansowego po upadku Lehman Brothers. Niestety tym razem w rękach bankierów centralnych nie ma tajnej broni w postaci ewentualnej ultra luźnej polityki pieniężnej z uwagi na szalejącą inflację. 

Reklama

W tym kontekście warto wspomnieć również o wyraźnej słabości złotego, który jest ofiarą braku spójnej polityki gospodarczej i pieniężnej. Na chwilę obecną inwestorzy zagraniczni stracili już chyba wiarę w to, że polskie władze są w stanie opanować inflację szczególnie przed zbliżającymi się wyborami. Jedynym czynnikiem, które może to zrobić jest widzialna ręka recesji.  

Ostatecznie WIG20 zamknął się na poziomie 1644,46 pkt., tracąc -2,87 proc. W gronie blue chips udane sesje zaliczyli detaliści CCC, LPP i Dino, które zyskały odpowiednio +1,57 proc., +1,17 proc. oraz +0,09 proc.

W USA początek sesji przebiegał w słabych, w swoich porannych minimach Dow, Nasdaq i S&P 500 spadły odpowiednio o 2,4 proc., 1,9 proc. i 2,2 proc. Nasdaq ostatecznie zbliżył się do 1,8 proc. mocny przede wszystkim siłą dużych spółek technologicznych. W międzyczasie S&P 500 osiągnął 0,2 proc. zysku, podczas gdy Dow Jones Industrial Average ustabilizował się ze skromnym spadkiem o 0,4 proc. 

Wydaje, się że obawy o recesję w USA są już tak mocne, że zaczynają powoli temperować inflację i oczyszczać rynek. O takim scenariuszu świadczyć by mogły przede wszystkim silne spółki technologiczne, które od początku roku były przecież pod ogromną presją. Jeśli chodzi o dane makro, zamówienia fabryczne na wyroby przemysłowe wzrosły w maju o 1,6 proc. m/m (konsensus +0,5 proc. m/m) po zrewidowanym w górę 0,7 proc. wzroście (z 0,3 proc.) w kwietniu. Przesyłki wyprodukowanych towarów wzrosły o 1,8 proc. po wzroście o 0,6 proc. w kwietniu. Kluczowym wnioskiem z raportu jest zrozumienie, że aktywność zamówień była znacznie silniejsza niż oczekiwano w maju; jednak rynek nie reaguje na to w takim stopniu, jak reaguje na pogląd, że w nadchodzących miesiącach aktywność zamówień może osłabnąć wraz ze spowolnieniem globalnej aktywności gospodarczej.

Ostatecznie we wtorek indeks S&P500 zamknął się na poziomie 3831,39 zyskując +0,16 proc., lepiej poradził sobie Nasdaq, który zyskał +1,75 proc. Na poziomie poszczególnych sektorów wyróżniły się technologiczne i dobra luksusowe. Z drugiej strony słabiej od szerokiego rynku wyglądały spółki energetyczno-wydobywcze, przemysłowe i finansowe. 

Tomasz Kania, CFA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »