Reklama

Więcej ropy niż przed porozumieniem OPEC

Fundamentalna sytuacja na rynku ropy specjalnie się nie zmienia od dłuższego czasu. Mimo cięcia produkcji przez OPEC, na rynku wciąż występuje nadpodaż surowca, która generowana jest przez silną produkcję w USA oraz dyskusyjną zgodność krajów kartelu w ograniczeniu dostaw ropy.

 
Fundamentalna sytuacja na rynku ropy specjalnie się nie zmienia od dłuższego czasu. Mimo cięcia produkcji przez OPEC, na rynku wciąż występuje nadpodaż surowca, która generowana jest przez silną produkcję w USA oraz dyskusyjną zgodność krajów kartelu w ograniczeniu dostaw ropy.

W praktyce główny ciężar ograniczenia produkcji wzięła na siebie Arabia Saudyjska, która będąc największym członkiem OPEC, wydatnie wpływa na statystyki całego kartelu, które tym samym są pozytywne na tle historycznej normy. Jednym z celów zmniejszenia podaży surowca miało być ograniczenie jego rezerw, a te w USA przez dłuższy okres czasu utrzymywały się na bardzo wysokim poziomie. Dopiero w tym tygodniu zanotowano ich spadek, co ustabilizowało ceny po dynamicznym spadku w minionym tygodniu. Tymczasem jednak pojawiły się szacunkowe dane wskazujące, że dostawy ropy do Azji, czyli największego i najszybciej rosnącego rynku, są w tym miesiącu o 3% wyższe niż w grudniu, czyli jeszcze przed wejściem w życie porozumienia OPEC. Tym samym Azja pozostaje "zalana" ropą, gdzie ponad 30 supertankowców cumuje przy wybrzeżu w okolicach południowej Malezji i Singapuru, mimo że terminowa struktura cen ropy czyni operację jej przetrzymywania za nieopłacalną. W konsekwencji OPEC jest coraz bardziej zmuszony do poważnego rozważania przedłużenia swojego porozumienie, na co zresztą w czwartek wskazała Arabia Saudyjska. Ceny ropy pozostają więc pod fundamentalną presją i utrzymują się poniżej psychologicznego poziomu 50 dolarów za baryłkę, który musi być przełamany, by myśleć o odreagowaniu wcześniejszych spadków.

Reklama

Fed zakończył korektę na złocie?

Ten tydzień zapisze się jako bardzo udany dla posiadaczy złota. Początkowo cena kruszcu nie mogła zejść poniżej poziomu wyznaczającego 50-procentowe zniesienie tegorocznych wzrostów, a później łagodniejszy niż oczekiwano Fed osłabił dolara i w konsekwencji doszło do zauważalnego odreagowania cen złota. Co interesujące, w tym samym czasie wybory w Holandii zakończyły się wynikiem sugerującym, że fala populizmu jest do zatrzymania. Tym samym rozwój politycznych wydarzeń na Starym Kontynencie nie wpływał korzystnie na złoto, które uznawane jest za bezpieczną przystań w okresie niepewności. Aktualnie przed wyborami prezydenckimi we Francji ta niepewność nieco się zmniejszyła. Dla złota istotna może być jednak jeszcze jedna kwestia. Otóż dzisiaj rozpoczyna się dwudniowe spotkanie ministrów finansów oraz bankierów centralnych krajów G20. Będzie to pierwsze tego typu posiedzenie wraz z nową administracją w USA i część inwestorów obawia się, że z komunikatu po posiedzeniu zniknąć mogą słowa potępiające protekcjonizm czy konkurencyjną dewaluację walut krajów. Gdyby tak się rzeczywiście stało, to złoto w erze rosnącego zagrożenia dla globalnego handlu byłoby poszukiwane. W praktyce jednak najważniejszymi czynnikami pozostają działania Fedu oraz przede wszystkim zachowanie dolara. Indeks dolarowy zbliżył się do ważnego wsparcia i dopiero jego przełamanie pozwoliłoby na zauważalnie osłabienie amerykańskiej waluty oraz umocnienie się złota.

Łukasz Bugaj

Analityk

Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska Spółka Akcyjna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »