Reklama

WIG20 na najniższym poziomie od lipca 2009 roku

Za nami tydzień, którego inwestujący przy Książęcej obawiali się od dawna. Nie dość, że indeks blue chipów spadł poniżej psychologicznej granicy 2000 punktów, to na dodatek wszystko wskazuje na to, że zagości poniżej tego poziomu na dłużej.

Od początku piątkowych notowań wszystko wskazywało na to, że indeks 20 największych spółek GPW zakończy tydzień poniżej poziomu czwartkowego zamknięcia, a zatem na najniższym poziomie od lipca 2009 roku. Strona podażowa była nie do zatrzymania - WIG20 stracił 1,42 proc., WIG spadał w piątek natomiast o 0,87 proc.

Reklama

Kolejną słabą w tym tygodniu sesję ma za sobą mBank. Spółka poinformowała, że obowiązkowa wpłata do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego na wypłatę środków gwarantowanych z tytułu depozytów zgromadzonych w SBRiR w Wołominie, pomniejszy wynik finansowy netto w IV kwartale br. o ponad 114 milionów złotych. Ta informacja nie spodobała się inwestorom - mBank tracił w piątek 4,57 proc. i był jedną z najgorszych spółek indeksu blue chipów.

Paweł Grubiak, Superfund TFI

- - - - - -

Słaba końcówka miesiąca

Piątkowe notowania na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie przyniosły kolejną sesję przeceny. Liderem obozu podażowego znów był spółki o największej kapitalizacji.

Z koszyka blue chipów wzrost zanotowały tylko trzy spółki, gdy reszta straciła na wartości. W efekcie WIG20 stracił 1,42 procent, co przełożyło się tygodniowy spadek prestiżowej średniej o 4,3 procent. Naprawdę jednak nic nie zapowiadało tak słabego rozdania. Handel odbywał się po dniu przerwy na Wall Street i przy relatywnie spokojnej z tego powodu postawie rynków europejskich. W istocie do 14:00 WIG20 sennie dryfował w bliskiej odległości od wczorajszego zamknięcia. Dopiero po 14:00 rynek zaczął systematyczne osuwanie. W konsekwencji dwugodzinnej przeceny WIG20 przesunął się z rejonu 1960 pkt. w rejon 1930 pkt., co zgrubnie licząc pokrywa się ze stratą poniesioną w skali całej sesji. Jeśli dołożyć do tego fakt, iż w tym czasie obrócono akcjami za około 200 milionów złotych, gdy w trakcie całej sesji udało się ugrać ledwie 434 miliony złotych, to trudno nie zadać pytania, czy podaż była naprawdę tak mocna, czy raczej starczyło odsunięcie popytu zniechęconego ostatnimi porażkami byków. Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie sesja skończyła się wyznaczeniem przez WIG20 nowego minimum siedmiomiesięcznej przeceny i zbudowaniem bazę do zakończenia miesiąca najgorszym wynikiem od grudnia 2013 roku. Dla zwolenników analizowania kondycji rynku przez pryzmat układów technicznych zakończenie poniedziałkowej sesji na poziomach zbliżonych do dzisiejszych, będzie prostym sygnałem, iż po październikowej konsolidacji podaż znów przejęła inicjatywę i połamała wsparcia prowadzone po minimach z 2011 i 2013 roku. Dla techników taki układ jest potwierdzeniem już wcześniej stawianej tezy, iż czas spoglądać na południe i szukać wsparć w rejonie 1758 pkt., czyli na dołku z 2009 roku. W konsekwencji, nawet niepodzielający szacunku dla analizy technicznej zostaną zmuszeni do uznania faktu, iż sytuacja na wykresie nie sprzyja stronie popytowej.

Adam Stańczak, DM BOŚ

- - - - - - -

Na GPW sytuacja wróciła do normy

Wczorajszy dzień na GPW dowiódł, że brak aktywności inwestorów amerykańskich służy naszemu parkietowi. Dzisiaj nasz rynek już nie mógł liczyć na taki komfort i można było się obawiać, że wróci sposób prowadzenia handlu znany z pierwszych dni tygodnia.

Doraźnym negatywnym czynnikiem przed otwarciem sesji była kiepska noc na azjatyckich parkietach, na czele z ponad pięcioprocentowym spadkiem indeksu giełdy w Szanghaju. Biorąc pod uwagę powyższe, symboliczny spadek wartości indeksu WIG 20 był miłym zaskoczeniem. Brak obrotów w początkowej fazie handlu wskazywał także na wyczekiwanie uczestników rynku. To wyczekiwanie przedłużyło się na kolejne godziny sesji tyle tylko, że na nieco niższych poziomach cenowych. Dość powiedzieć, iż o godzinie 13 wartość obrotu akcjami z WIG-u 20 wynosiła 130 mln zł. Krótko po 14 popyt postanowił przetestować czujność pielęgnujących spadki, wyprowadzając WIG 20 niemal na zero. Na reakcję nie trzeba było długo czekać, ponieważ niecałą godzinę później indeks blue chipów był już na dziennym minimum potwierdzając tezę z pierwszego zdania komentarza. W zasadzie już w tym momencie sesji stało się jasne, że wczorajszy scenariusz się nie powtórzy, ciąg dalszy był jednak zaskakujący. WIG 20 osuwał się bez żadnej walki i bez żadnej przyczyny, w pewnym momencie niebezpiecznie zbliżając się do spadku rzędu 2 proc., co wobec nikłej aktywności transakcyjnej wyglądało dosyć kuriozalnie. WIG20 zakończył dzień spadkiem o 1.42 proc., skutecznie wymazując efekt wczorajszego wzrostu. Obroty na całym rynku osiągnęły żenującą wartość 528 mln zł. Szerokość rynku nie potwierdziła fatalnego zachowania WIG-u 20, ponieważ liczba spółek drożejących była zbliżona do taniejących.

Biorąc pod uwagę przebieg dzisiejszego handlu w segmencie największych spółek trudno powiedzieć o którejkolwiek ze spółek, że się wyróżniła. Z punktu widzenia nominalnej zmiany cen można wymienić spadki PGNiG (-4.27 proc.), mBanku (-4.57 proc.), Orange (-3.04 proc.) i Eurocashu (-3.57 proc.). Ponad procentowe zwyżki to +1.84 proc. JSW i +1.43 proc. Tauronu. Do marazmu na rynku blue chipów dostosował się szeroki rynek. Zanotowano tylko dwa wzrosty przekraczające 10 proc., tyle tylko, że dotyczyły spółki z wolumenem obrotu równym 9 sztuk (City Service) oraz Cognora (+12.35 proc.), także ze śladowym obrotem.

Dzisiejsza sesja pozostawia po sobie niesmak. Sposób sprowadzania indeksu w dół był daleki od naturalnej gry popytu i podaży, nie po raz pierwszy skłaniając do nostalgii w kwestii stabilizującej roli OFE na GPW przed ich demontażem. Przebieg tygodnia nie przyniósł zmiany wizerunku polskiego rynku. Od pierwszych jego dni było widać wręcz programowe i kontrolowane spychanie WIG-u 20 w dół. W efekcie otrzymaliśmy bezdyskusyjne potwierdzenie tendencji spadkowej, a na domiar złego wybicie poniżej ważnego wsparcie zlokalizowanego w okolicach 2000 pkt. Pomimo stosunkowo małych obrotów na sesjach z początku tygodnia można było zauważyć pierwsze symptomy niekontrolowanego pozbywania się niektórych walorów, jednak klasycznym, emocjonalnym przesileniem tego nie nazwałbym. Przyszły tydzień ciągle jest obarczony ryzykiem podobnego zachowania się rynku, ale pierwsza pozytywna dywergencja na RSI14 potwierdza, iż czas inicjatywy niedźwiedzi może powoli dobiegać końca. Z krótkoterminowego punktu widzenia największym problemem WIG-u 20 wydaje się całkowita bierność strony popytowej, która zaprasza wręcz do rozegrania scenariusza kończącej spadki paniki.

Sławomir Koźlarek, DM BZ WBK

Dowiedz się więcej na temat: Nie dość

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »