Reklama

Wojna o Eurocash trwa

Prezes Eurocash Luis Amaral podtrzymuje, że zaproponowane warunki przejęcia Emperii są ostateczne i nie zostaną już zmienione.

"Nie przewidujemy w żadnych okoliczności podniesienia oferty, uważamy, że jest godziwa. Są efekty synergii, a fakt, że nikt nie kwestionuje samej koncepcji jest najsilniejszym argumentem" - powiedział Amaral na poniedziałkowej konferencji prasowej Eurocash. Poinformował, że Eurocash spotkał się już ze wszystkimi inwestorami finansowymi Emperii. "Jesteśmy po pierwszej rundzie spotkań z akcjonariuszami Emperii i Eurocash. Wielu akcjonariuszy w obu spółkach pokrywa się. Generalnie wszyscy są podekscytowani samą koncepcją, ale co oczywiste, ci którzy mają przewagę akcji Emperii chcą byśmy zapłacili więcej, a ci, którzy mają więcej akcji Eurocash, chcą byśmy zapłacili mniej" - powiedział Amaral.

Reklama

Powtórzył, że celem Eurocash jest osiągnięcie minimum 51 proc. głosów w Emperii. "Jednak jeśli obejmiemy mniej akcji, a uznamy, że mimo to daje nam to możliwość wpływu na Emperię, to możemy tę transakcję zrobić" - powiedział. Eurocash przekazał w połowie września Emperii Holding propozycję połączenia, proponując ustalenie parytetu wymiany akcji na 3,76 akcje połączeniowe wyemitowane przez Eurocash w zamian za jedną akcję Emperii.

Zgodnie z propozycją, wszystkie aktywa oraz zobowiązania Emperii zostałyby przeniesione na Eurocash w zamian za akcje połączeniowe, które zostaną wydane akcjonariuszom Emperii po rejestracji połączenia przez sąd rejestrowy. Zarząd i założyciele Emperii są przeciwni propozycji Eurocashu.

Dowiedz się więcej na temat: Amaral | wojny | wojna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »