Reklama

Wzrosty na giełdach przy lawinie ostrzeżeń

Kilka minionych dni upłynęło w towarzystwie licznych ostrzeżeń dotyczących zmiany średnioterminowego trendu na rynkach. W takim otoczeniu o wzrosty łatwiej niż przy optymistycznych komentarzach.

Nie należy jednak wyciągać z dzisiejszej sesji pochopnych wniosków. WIG20 nie pokonał wczorajszego maksimum, co świadczy o ograniczonym zaufaniu kupujących do trwałości odbicia. Obroty, które obserwowaliśmy, były też sporo niższe niż w czasie poprzednich - spadkowych - sesji (ale wyższe niż w poniedziałek).

Reklama

W czwartek i piątek WIG20 stracił prawie 200 punktów, a dzięki dzisiejszej odrobił ledwie dwadzieścia, choć końcowy fixing zmniejszył skalę zysków do 10 punktów. Nie jest to więc skala zmian, która pozwalałaby tryskać optymizmem. Niemniej atmosfera tymczasowości, która wisi nad rynkiem widoczna w przekonaniu komentatorów o chwilowości odbicia może być siłą rynku. Układ wskaźników technicznych wskazuje na sporo miejsca na korektę wzrostową, lub przedłużenie ruchu bocznego o kilka dni, i jeśli szybko nie pojawią się nowe preteksty do wyprzedaży akcji, WIG20 miałby szansę zamknąć piątkową lukę bessy, to jest osiągnąć poziom 2286 punktów.

Jeśli chodzi o przyczynę dzisiejszego odbicia, to poza wyprzedaniem rynków, szuka się jej w nosie inwestorów, którzy wyczuli, że Komisja Europejska zgodzi się na jakąś formę pomocy dla Grecji, aby pomóc jej wyjść z pułapki zadłużenia. Odpływ środków z funduszy akcji paradoksalnie też łagodzi sytuację, ponieważ pieniądze te nie mogą trafić w próżnię, a alternatywą jest właśnie zakup obligacji skarbowych, dzięki czemu obecnie przeprowadzane emisje obligacji mogą zamknąć się sukcesem.

Bloomberg zwraca uwagę, że liczba emitentów korporacyjnych sprzedających obligacje o rentownościach o 10 pkt proc. powyżej obligacji skarbowych, skurczyła się z 761 do 169 na przestrzeni roku, a według Merrill Lynch kwota pozyskana z emisji tego rodzaju obligacji skurczyła się o połowę przez ostatnie pół roku. Z jednej strony jest to efektem wzrostu rentowności skarbowych, z drugiej jednak także rosnącej atrakcyjności śmieciowych obligacji (skoro także gospodarki krajów rozwiniętych tracą swoje wysokie ratingi) względem papierów skarbowych.

Złoty umacniał się dziś na fali odwilży widocznej na światowych rynkach finansowych. Dolar spadł do 2,96 PLN, euro do 4,076 PLN, a frank do 2,777 PLN. Zasadniczą przyczyną tych zmian było osłabienie dolara wobec euro, za które trzeba było dziś zapłacić 1,375 USD, po tym jak szef KE - Manuel Barosso - powiedział inwestorom, że nie obstawiałby przeciwko euro.

Cieplej zrobiło się także na rynku surowców. Ropa podrożała o 1,5 proc. do 72,8 USD za baryłkę, złoto podrożało o 1,1 proc. do 1075 USD za uncję, a miedź podrożała o 1,6 proc. Warto odnotować, że skala odreagowania na rynku surowcowym jest dwa razy silniejsza niż spadek dolara względem euro, przy czym ceny surowców rosną już trzeci dzień.

Emil Szweda

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o inwestowaniu, zapytaj doradcy OpenFinance

Niniejszy dokument jest materiałem informacyjnym. Nie powinien być rozumiany jako materiał o charakterze doradczym oraz jako podstawa do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w niniejszym opracowaniu są jedynie wyrazem opinii autorów w dniu publikacji i mogą ulec zmianie bez zapowiedzi. Open Finance nie ponosi odpowiedzialności za jakiekolwiek decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszego opracowania.

Dowiedz się więcej na temat: wzrosty | ostrzega | WIG20

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »