W skrócie
- Media informowały o rzekomych rosyjskich powiązaniach Zondacrypto. Tymczasem ABW nie znalazła podstaw do wpisu na listę sankcyjną spółek powiązanych z giełdą.
- Premier Tusk powoływał się na notatkę ABW w swoich wypowiedziach dotyczących tzw. rosyjskiego wątku w aferze Zondacrypto.
- Politycy w rozmowie z Interią Biznes komentują najnowsze doniesienia.
- Dobromir Sośnierz z Konfederacji domaga się od premiera udokumentowania swoich twierdzeń lub poniesienia politycznej odpowiedzialności.
- Rzecznik prasowy Lewicy Łukasz Michnik przyznaje, że sprawa wymaga doprecyzowania i wyjaśnienia pomiędzy stronami. Nie podziela jednak opinii, że w takiej sytuacji należy automatycznie mówić o dymisji.
- Poseł Paulina Matysiak uważa, że ujawnienie notatki ABW jest uzasadnione, ale wyłącznie w trybie kontrolnym.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
- W 2022 r. rozpoczęła się wielka kariera Zondacrypto za pieniądze rosyjskiej mafii. Taką informacją dysponują nasze służby. Wskazuje notatkę ABW w tej sprawie - mówił w połowie kwietnia w Sejmie premier Tusk.
Pod koniec kwietnia "Gazeta Wyborcza" podała, że Tusk mówiąc podczas swoich wystąpień o "rosyjskim wątku" w aferze Zondacrypto, miał korzystać z tajnej notatki Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Wtedy także gazeta podała, że według ustaleń polskich służb, kontrolę nad giełdą Zondacrypto ma jedna z najgroźniejszych rosyjskich grup przestępczych. Chodzi o mafię tambowską, powiązaną z politykami partii prezydenta Rosji Władimira Putina. "GW" podawała, że w notatce ABW miała znajdować się informacja, iż większościowe udziały w giełdzie Rosjanie przejęli w lipcu 2018 r. Zondacrypto nosiła wtedy nazwę Bit Bay i "po okresie pierwszych sukcesów przeżywała poważne załamanie". "Wtedy z pomocą przyszli tambowcy, którzy działali przez polskiego pośrednika" - informowała "GW". Następnie udziały miały zostać przejęte przez trzy podmioty zarejestrowane w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Z informacji "GW" wynikało też, że notatka ABW podała kwoty, jakie tambowcy mieli zapłacić za przejęcie kontroli nad Zondacrypto - były to dwie wpłaty, każda po "kilkadziesiąt milionów euro".
Według ówczesnych informatorów "GW", w notatce widniało też nazwisko pośrednika, który poznał udziałowców Bit Bay-a z Rosjanami. "Ma nim być nieznany szerzej polski biznesmen ze 'średniej półki', który robił z tambowcami interesy w branży paliwowej" - podawała gazeta.
Z kolei 13 maja "WP" podała, że wątek rosyjskiej mafii podrzucił prokuraturze w Katowicach Krzysztof K. Tymczasem - jak dodaje serwis - prokuratura w Płocku zarzuca mu udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która miała m.in. wyłudzać VAT na handlu z Rosjanami.
Rosyjskie powiązania Zondacrypto nie istnieją? Pytania o wpis na listę sankcyjną
"Wirtualna Polska" próbowała się dowiedzieć, jakie dokładnie informacje przekazała ABW premierowi, a także czy podmioty związane z Zondacyprto zostały wpisane na listę sankcyjną na podstawie wprowadzonej po rosyjskiej agresji w 2022 roku ustawy o szczególnych rozwiązaniach w zakresie przeciwdziałania wspieraniu agresji na Ukrainę, która umożliwia zamrożenie całego majątku osoby lub firmy i wykluczenie jej ze standardowego obrotu gospodarczego. Jak przypomina "WP", do wpisania na listę wystarczy wniosek służby (najczęściej ABW), a także decyzja ministra spraw wewnętrznych i zaznacza, że jeżeli w sprawie istnieje rosyjski ślad - to spółki powiązane z prezesem Przemysławem Kralem i Zondacrypto powinny znaleźć się na liście sankcyjnej.
"(...) Giełda była prowadzona przez zarejestrowaną w Estonii spółkę BB Trade Estonia OÜ. Ale w Polsce miała ona oddział 'BB Trade Estonia OÜ Oddział w Polsce'. Do tego firma Orion Software zatrudniała pracowników obsługujących Zondacrypto, a firma Iseo świadczyła na rzecz giełdy usługi informatyczne. Przemysław Kral jest w nich albo wspólnikiem, albo prezesem zarządu" - wyjaśnia w poniedziałek "WP".
"MSWiA nie udziela informacji o szczegółach postępowań prowadzonych na podstawie przepisów ustawy z dnia 13 kwietnia 2022 r." - odpowiedział serwisowi resort na pytanie, czy do ministerstwa wpłynął wniosek o wpis na listę sankcyjną którejś ze spółek Zondacrypto. Jak sprawdziła "WP", na liście "wśród ponad 550 osób i podmiotów, nie ma żadnej spółki z grupy Zondacrypto, żadnej powiązanej z Kralem ani samego Krala i jego współpracowników".
Z kolei ABW - na pytanie zadane przez serwis, czy wystąpiła z wpisaniem którejkolwiek z polskich spółek Krala lub jego samego na listę sankcyjną - zapewniła, że prowadzi "stałe rozpoznanie dotyczące ewentualnych nieprawidłowości i nadużyć mogących stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa interesów ekonomicznych państwa". "ABW nie dysponuje informacjami, które w myśl przywołanej ustawy stanowiłyby przesłanki do wpisania wymienionych (...) podmiotów na tzw. listę sankcyjną" - dodało biuro prasowe Agencji.
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów nie odpowiedziała "WP", jakie dokładnie informacje ABW przekazała szefowi polskiego rządu.
Zondacrypto. Sośnierz: Premier powinien ponieść odpowiedzialność
- W państwie prawa w tego typu sytuacjach powinna istnieć jasna odpowiedzialność. Albo premier mija się z prawdą i ponosi odpowiedzialność za wprowadzenie opinii publicznej w błąd, albo - jeśli jego zarzuty o rzekome powiązania Zondacrypto z Rosją są prawdziwe - osoby, których dotyczą, rzeczywiście powinny ponieść konsekwencje - mówi w rozmowie z Interią Biznes Dobromir Sośnierz z Konfederacji.
W ocenie polityka Donald Tusk kierował się w tym przypadku wyłącznie doraźnym zyskiem politycznym. - Takie sytuacje zdarzały się już wcześniej, gdy Tusk formuował poważne oskarżenia wobec przeciwników politycznych - czy to PiS, czy Konfederacji - i w praktyce nie pociągało to za sobą żadnych realnych konsekwencji - dodaje.
Sośnierz jest przekonany, że również w tym przypadku nie będzie żadnej odpowiedzialności i reakcji. - Natomiast w praworządnym państwie premier powinien albo udowodnić swoje twierdzenia, albo ponieść odpowiedzialność - przede wszystkim polityczną. W tej sytuacji oznaczałoby to dymisję - mówi wprost.
- O wypowiedzi premiera należy przede wszystkim pytać samego premiera. Widzę tu pewne nieścisłości - mówi nam z kolei rzecznik prasowy Lewicy Łukasz Michnik. - Sprawa wymaga doprecyzowania i wyjaśnienia pomiędzy stronami: dlaczego padła ta wypowiedź, do jakiej notatki się odnosi i na podstawie jakich informacji została sformułowana - dodaje.
Na wezwania do dymisji, odpowiada: "Premier w takich przypadkach zawsze ponosi odpowiedzialność polityczną". - Nie podzielam jednak opinii, że w takiej sytuacji automatycznie należałoby mówić o dymisji - zanim będzie można to ocenić, trzeba przede wszystkim ustalić, jak dokładnie przebiegały te zdarzenia - odpowiada.
"Każdy taki ślad trzeba sprawdzić do końca"
Poseł Paluina Matysiak mówi wprost, że sprawa Zondacrypto wymaga pilnie pełnego wyjaśnienia. - Skoro z ustaleń "WP" wynika, że rosyjskie powiązania, o których mówił premier, nie istnieją, a narracja o rosyjskiej mafii miała opierać się na informacjach osoby, która sama jest oskarżona o działanie w gangu, to rodzi poważne pytania: czy ABW przekazało premierowi niezweryfikowane informacje, czy też premier użył tych informacji w sposób wykraczający poza to, co rzeczywiście wynikało z notatki - zastanawia się parlamentarzystka.
- Chcę być precyzyjna: ewentualne rosyjskie wpływy w polskim sektorze finansowym byłyby sprawą najwyższej wagi. Rosja prowadzi wojnę hybrydową przeciwko Polsce i naszym sojusznikom, a każdy taki ślad trzeba sprawdzić do końca. Właśnie dlatego tak ważne jest, żeby informacje o zagrożeniach były rzetelne i udokumentowane, a nie służyły jako narzędzie w bieżącej walce politycznej - dodaje.
Notatka ABW powinna zostać ujawniona?
Matysiak przyznaje, że ujawnienie notatki ABW jest uzasadnione, ale wyłącznie w trybie kontrolnym, przed właściwymi organami Sejmu, nie jako element nacisku politycznego. - Bezpieczeństwo Polski jest zbyt poważną sprawą, żeby służby stawały się uczestnikiem partyjnych rozgrywek. Albo ABW wprowadziło w błąd premiera, albo premier wprowadził w błąd Sejm i Polaków, albo wreszcie - ustalenia dziennikarzy są niekompletne i nie oddają pełnego obrazu sytuacji. W każdym z tych przypadków Sejm ma prawo i obowiązek to wyjaśnić - podkreśla.
Rzecznik Lewicy zaznacza, że nie posiada dostępu do tego typu dokumentów ani szczegółowych danych, więc nie może ich zweryfikować. - Jeżeli taka notatka nie zawiera treści objętych klauzulą tajności lub innych chronionych informacji, to może - w mojej ocenie - zostać podana do wiadomości publicznej - dodaje.
Sprawa Zondacrypto
Na początku kwietnia media zaczęły donosić, że największa polska giełda kryptowalut - Zondacrypto, może mieć poważne problemy z płynnością. Śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Regionalna w Katowicach - prowadzone jest ono pod kątem oszustw znacznej wartości i prania brudnych pieniędzy.
W dniu wszczęcia postępowania (17 kwietnia) kwota szkody była szacowana na co najmniej 350 mln zł. 12 maja katowicka prokuratura podała, że przesłuchano kilkaset osób pokrzywdzonych i przyjęto niemal 2 tysiące zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Przesłuchano też w charakterze świadków 26 osób nie będących pokrzywdzonymi, a dysponującymi wiedzą o przestępczym procederze.














