W skrócie
- Iran, na ataki Stanów Zjednoczonych i Izraela, paraliżuje produkcję i dostawy surowców, bo chce, by cały świat boleśnie odczuł skutki tej wojny.
- Donald Trump często zmienia swoje decyzje ekonomiczne i polityczne, gdy widzi, że negatywnie reaguje na nie Wall Street. Tak było wiosną 2025 roku, gdy giełda nowojorska znalazła się w dołku po tym, jak prezydent USA zaproponował światu szokująco wysokie taryfy celne.
- Na świecie coraz bardziej realny staje się scenariusz stagflacyjny, w którym podwyższonej inflacji i nieobniżonym stopom procentowym towarzyszy zastój w gospodarce i rosnące bezrobocie.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Pod koniec stycznia S&P500, główny indeks giełdy nowojorskiej, osiągnął rekordowy pułap 7 tysięcy punktów. Od tamtej pory stracił na wartości około 300 punktów, przy czym negatywny trend tak naprawdę rozpoczął się z chwilą amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran. W efekcie w połowie marca zanotowaliśmy pierwszą od roku trzytygodniową serię spadków na Wall Street, a S&P500 jest najsłabszy od czterech miesięcy.
Wojna na Bliskim Wschodzie. Inwestorzy tracą cierpliwość
Analitycy polityczni pytani, czy szybko może skończyć się najnowsza wojna na Bliskim Wschodzie, często odpowiadają, że to zależy od tego, kiedy Donald Trump zaniepokoi się stanem amerykańskich rynków finansowych. Notowane właśnie pogorszenie nastrojów na giełdzie w Nowym Jorku to ważny sygnał i komunikat dla prezydenta: "zamrażaj tę wojnę, bo tracimy cierpliwość i pieniądze".
Wygląda na to, że inwestorzy doszli do wniosku, iż konflikt z Iranem szybko się nie skończy i dlatego nie tylko spadają indeksy giełdowe, ale także drożeje waluta Amerykanów. Indeks dolara DXY (mierzący jego siłę wobec kilku innych kluczowych walut) przekraczał ostatnio poziom 100 punktów i jest najsilniejszy od maja 2025 roku. Na naszym rynku za dolara trzeba płacić wyraźnie ponad 3,70 zł, co jest wartością najwyższą od lipca 2025 roku. Eurodolar chwilami spada poniżej granicy 1,145 i jest najsłabszy od wiosny zeszłego roku. Rynki stawiają na dolara, bo spodziewają się poważnego spowolnienia ekonomicznego na świecie, które może doprowadzić do silniejszej przeceny ryzykownych aktywów.
Biały Dom stara się uspokajać inwestorów. "Stany Zjednoczone Ameryki pokonały i całkowicie zniszczyły Iran, zarówno pod względem militarnym, jak i gospodarczym oraz pod każdym innym względem" - napisał w sobotę 14 marca Donald Trump na platformie Truth Social. Dodał jednak, że państwa, które otrzymują ropę przez Cieśninę Ormuz, same muszą zadbać o bezpieczeństwo tego szlaku, choć zadeklarował, że Ameryka im w tym pomoże.
Blokada Cieśniny Ormuz. Iran celnie uderza
W rzeczywistości jednak USA i Izrael, choć informują o taktycznych zwycięstwach w Iranie, wciąż wydają się nie mieć przygotowanego szybkiego sposobu na poradzenie sobie zwłaszcza z blokadą Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa jedna piąta światowych dostaw ropy i gazu. Ropa naftowa jest w tej chwili paliwem globalnego strachu. Iran od wielu lat był dobrze przygotowany na rakietowy ostrzał ze strony koalicji amerykańsko-izraelskiej. Nie tylko odpowiedział militarnie, ale też uderzył w produkcję i dostawy surowców, bo chciał, by cały świat boleśnie odczuł skutki tej wojny.
Baryłka brent kosztuje teraz ponad 100 dolarów, a baryłka amerykańskiej WTI - około 95 dolarów. To są ceny o ponad 30 dolarów wyższe niż w momencie, gdy w stronę Iranu leciały pierwsze rakiety. Droższe paliwa szybko przekładają się na wyższe koszty transportu, presję w przemyśle, skok cen żywności i powrót lęków inflacyjnych.
Z tego powodu amerykańska Rezerwa Federalna niemal na pewno wstrzyma się z obniżką stóp procentowych w marcu, tym bardziej, że rynek pracy w USA jest raczej zdrowy i nie domaga się interwencji ze strony polityki monetarnej. Inwestorzy zakładają, że w tym roku w USA dojdzie do jeszcze jednej tylko redukcji stóp i raczej dopiero jesienią.
W ostatnim czasie tanieją także obligacje emitowane przez amerykański rząd. Rentowność papierów 10-letnich wzrosła z 3,96 proc. do 4,23 proc., a dochodowość obligacji 2-letnich - z 3,38 proc do 3,68 proc. To dowód, że rynek długu powoli traci nadzieje na dalsze obniżanie przez Fed stóp procentowych.
Chwiejny Trump, czyli TACO
Już w czasie pierwszej kadencji prezydenta Donalda Trumpa (2015-19) zauważono, że regularnie zmienia swoje decyzje ekonomiczne i polityczne, gdy widzi, że negatywnie reaguje na nie Wall Street. Podobnie było wiosną zeszłego roku, gdy giełda nowojorska znalazła się w dołku po tym, jak prezydent USA zaproponował światu szokująco wysokie taryfy celne. Potem jednak złagodził stanowisko.
Perypetie Trumpa ze stawkami celnymi były tak wielopiętrowe, że Robert Armstrong, felietonista "Financial Times", nadał prezydentowi przydomek TACO. Jest to akronim słów: Trump Always Chickens Out (Trump zawsze się wycofuje). Armstrong tak podsumował powtarzającą się stale praktykę ogłaszania przez prezydenta wysokich ceł na import z różnych krajów, a następnie wycofywania się z tych gróźb w odpowiedzi na presję rynkową lub negocjacje. Przy czym pierwszy z tych ruchów zawsze powoduje gwałtowne spadki na rynkach finansowych, a drugi prowadzi do odbicia na giełdach. Nic więc dziwnego, że terminem TACO na co dzień posługują się analitycy z Wall Street.
W ostatnich dniach głosy, by zrewidować politykę wobec Iranu, docierają do opinii publicznej nawet z samego Białego Domu. David Sacks, doradca prezydenta Donalda Trumpa ds. sztucznej inteligencji i kryptowalut, oświadczył, że już czas, by Stany Zjednoczone wycofały się z konfliktu. - Powinniśmy spróbować znaleźć z tego wyjście. To dobry moment, by ogłosić zwycięstwo i się zmywać - powiedział Sacks w podcaście All-In.
Urzędnik przyznał, że Cieśnina Ormuz musi zostać odblokowana, lecz przestrzegł przed wysłaniem amerykańskich sił lądowych na miejsce konfliktu. Jego zdaniem eskalacja wojny może prowadzić do poważnych zniszczeń infrastruktury naftowej i gazowej na Bliskim Wschodzie, atakowanej w ramach odwetu przez Irańczyków. Ostrzegł, że zniszczenie instalacji odsalających wodę może doprowadzić do tego, że kraje Zatoki Perskiej będą "niemal nienadające się do zamieszkania".
Zagrożone globalne łańcuchy dostaw
Inwestorzy giełdowi i ekonomiści mają coraz więcej powodów, by obawiać się skutków wojny na Bliskim Wschodzie. Gospodarka USA pod koniec zeszłego roku ostro hamowała. Wzrost PKB w czwartym kwartale 2025 roku wyniósł zaledwie 0,7 proc., podczas gdy ekonomiści spodziewali się poprawy o 1,4 proc. Tu trzeba przypomnieć, że w trzecim kwartale realny PKB zwiększył się aż o 4,4 proc. Skoro wzrost gospodarczy w Ameryce pod koniec 2025 roku był tak mały przy relatywnie niskich cenach ropy, to co stanie się, w warunkach, gdy surowiec skokowo podrożał?
Eksperci martwią się także potencjalnym wpływem blokady Cieśniny Ormuz na cały globalny łańcuch dostaw, ponieważ przepływa tamtędy nie tylko ropa i gaz. Znaczna część globalnej produkcji przemysłowej jest pośrednio zależna od tego korytarza komunikacyjnego. Wiadomo na przykład, że Tajwan i tamtejsze fabryki TSMC dostarczające światu półprzewodniki są uzależnione od importu LNG przechodzącego przez Ormuz.
Stagflacja coraz bardziej prawdopodobna
José Torres, starszy ekonomista w Interactive Brokers, ocenia, że wpływ rosnących cen ropy naftowej na marże przedsiębiorstw, oczekiwania inflacyjne, perspektywy stóp procentowych i poziom rentowności obligacji pozostawiają inwestorom niewiele miejsc, w których mogliby się skryć. Na świecie coraz bardziej realny staje się scenariusz stagflacyjny, w którym podwyższonej inflacji i nieobniżonym stopom procentowym towarzyszy marazm w gospodarce i rosnące bezrobocie.
Dodatkowo pojawiły się nowe ostrzeżenia przed narastającym kryzysem na rynku długu prywatnego. Szwajcarska firma private equity Partners Group przewiduje, że w najbliższych latach stopa niewypłacalności w tym sektorze kredytowym może się podwoić. To nie pierwszy tego typu raport przestrzegający przed falą plajt na rynku o kapitalizacji przekraczającej 2 biliony dolarów.
Wiadomo już, że kilka dużych gremiów zarządzających aktywami zdecydowało się ograniczyć wypłaty z funduszy private credit po tym, jak inwestorzy zaczęli masowo składać wnioski o umorzenia. Morgan Stanley oraz Cliffwater LLC wprowadziły limity wypłat, ponieważ skala żądań przekroczyła poziomy przewidziane w konstrukcji funduszy. Podobny krok podjął wcześniej BlackRock.
Jacek Brzeski

















