Debiut giełdowy Ubera: Ile zarobi najsłynniejszy kolarz?

Gdy Uber był wyceniany zaledwie na 3,7 mln dolarów słynny kolarz i dopingowicz Lance Armstrong zainwestować miał w niego 100 tys. dolarów. Na debiucie giełdowym zyskałby więc fortunę, bo Uber może być wyceniony na 120 mld dolarów.

Lance Armstrong w 1999 r. zwyciężył w Tour de France. Ten najcięższy kolarski wyścig świata nieprzerwanie wygrywał rok po roku aż do 2005 r. W roku 2012 został wykluczony z zawodów i dożywotnio zdyskwalifikowany przez Amerykańską Agencję Antydopingową za stosowanie niedozwolonych środków, takich jak erytropoetyna, testosteron i kortyzon oraz niedozwolonych zabiegów, takich jak transfuzja krwi. Decyzja ta została potwierdzona przez Międzynarodową Unię Kolarską, w konsekwencji został ponadto pozbawiony wszystkich zwycięstw w Tour de France.

Reklama

-To jest dodatkowy smaczek, że gdy dojdzie do debiutu giełdowego Ubera, to kibice kolarstwa, którzy źle życzą Armstrongowi, będą obserwowali, ile ten kolarz ma akcji, czy jest miliarderem - mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią.

Czy inwestujący w akcje Ubera podczas IPO mogą na tym dużo zarobić? Niełatwo to ocenić, co jest charakterystyczne dla debiutów amerykańskich spółek technologicznych, a taką spółką jest Uber, choć przez wiele osób jest kojarzony tylko jako firma konkurująca z korporacjami taksówkarzy.

- Takie spółki bardzo często debiutują, mając olbrzymią stratę finansową, a tak przecież było przy Snapie, Spotify, Twitterze, czy Tesli, to są trudne inwestycje - wyjaśnia Wardyn.

Gdyby wycena 120 mld dolarów potwierdziła się przy IPO, to inwestorzy, którzy kupowali akcje w 2018 r., przy ich ostatniej emisji, zarobiliby około 100 proc. To pokazuje potencjał takich spółek, choć jednocześnie przeraża strata Ubera, prawie 2 mld dolarów, przy bardzo dynamicznie rosnących przychodach, które wynoszą znacznie ponad 11 mld dolarów.

Inwestorzy mogą zaryzykować i zainwestować w przyszłość tej platformy technologicznej, jaką jest Uber, szybko poszerzający swoje usługi. Teraz jest to Uber Eats. Dostawa jedzenia przyniosła w 2018 r. już 1.5 mld dolarów przychodów. Dodatkowo, a może przede wszystkim, inwestorzy widzą na horyzoncie globalną rewolucję samochodów autonomicznych, gdzie zniknie największy koszt przewozu, jakim jest kierowca.

IPO takich spółek technologicznych przeprowadzane jest często bez wielomiesięcznych road show. To może się zdarzyć nawet w najbliższych tygodniach. Na akcjach Ubera będzie można spekulować między innymi poprzez kontrakty na różnice kursowe, czyli popularne CFD. Inwestorzy powinni jednak przygotować się na "szaloną jazdę". Wejście na rynek w niewłaściwym miejscu i po złej stronie (dostępne mogą być pozycje na wzrost lub spadek) może przynieść znaczne straty kapitału.

marketnews24.pl
Dowiedz się więcej na temat: uber | inwestycje
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »