Reklama

100 mld euro przybliża naszą zgodę na neutralność klimatyczną

Ale ostateczną decyzję Warszawa wyrazi dopiero wtedy, gdy otrzyma z Brukseli dodatkowe gwarancje.

Reklama

W tym tygodniu UE zrobi drugie podejście do uzyskania zgody na neutralność klimatyczną. Chodzi o to, by w 2050 r. zrównać ilość gazów cieplarnianych emitowanych do atmosfery z tymi pochłanianymi.

Radykalne ograniczenie emisji ma pomóc w odwróceniu zmian klimatycznych. Kartą przetargową za zgodę Polski, Czech i Węgier ma być 100 mld euro, które Komisja Europejska zaproponowała na wsparcie transformacji energetycznej. W ocenie rządu to pierwszy realistyczny i pozytywny sygnał ze strony KE w tej sprawie. Czy na najbliższym szczycie przywódców europejskich w czwartek i piątek Polska zgodzi się na neutralność klimatyczną w 2050 r.? - Jeżeli dalej będziemy iść w tym kierunku, to tego nie wykluczam - mówi minister do spraw europejskich Konrad Szymański. Ale zastrzega: to jeszcze nie oznacza polskiego poparcia. Warszawa czeka na detale. Obok odpowiedniego poziomu finansowania oczekuje, by w politykę klimatyczną wpisano bezpieczniki, które dadzą możliwość rewidowania celów klimatycznych na wypadek, gdyby ten wysiłek nas przerósł.

Ostateczna kwota ewoluowała. Zaczęło się od 5 mld euro zaproponowanych przez Parlament Europejski. Według naszych informacji w połowie listopada mówiło się już o 35 mld euro. Ale to nowa przewodnicząca KE Ursula von der Leyen zdecydowała się położyć na stole sumę prawie trzykrotnie wyższą. Dopiero ta propozycja zrobiła pozytywne wrażenie w Warszawie. Brukseli zależy na tym, by nowe, wyśrubowane cele klimatyczne przyjąć jak najszybciej. To ma pokazać gotowość Europy do bycia w światowej awangardzie walki ze zmianami klimatu.

Chodziły ostatnio słuchy, że UE tak bardzo zależy na wyznaczeniu nowych celów, że jest gotowa obejść weto Polski, Czech i Węgier, głosując większością kwalifikowaną. - To forma nacisku i samo mówienie o tym robi wrażenie. Trudno jednak sobie wyobrazić, by w tak ważnej sprawie UE zdecydowała się na krok przy jawnym sprzeciwie kilku krajów. Nie o takie wrażenie jej chodzi - mówi unijny dyplomata.

"DGP" dotarł do projektu rozporządzenia w sprawie nowego funduszu z 18 listopada, czyli jeszcze sprzed ostatniej propozycji von der Leyen. Według niego fundusz sprawiedliwej transformacji byłby częścią polityki spójności. Miałby też funkcjonować specjalny instrument inwestycyjny InvestEU, który generowałby dodatkowe środki. Choć fundusz obejmowałby wszystkie państwa, to środki z niego miałyby być kierowane tylko do regionów "najbardziej dotkniętych klimatyczną transformacją".

W projekcie mowa jest też o "możliwych dodatkowych środkach z budżetu UE" i inwestycjach krajowych. Państwa członkowskie miałyby uzupełniać przydziały z funduszu środkami z własnych budżetów oraz przyznaną pulą z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego i Europejskiego Funduszu Społecznego. Na początku wdrażania nowego instrumentu kraje otrzymałyby tzw. pomoc techniczną z Komisji. Wymieniony jest też Europejski Bank Inwestycyjny jako możliwe źródło dodatkowego wsparcia. W starej propozycji 5 mld euro byłoby jedynymi "nowymi środkami", reszta miałaby pochodzić z funduszy spójności, mechanizmów gwarancyjnych, od krajów członkowskich i nowych przychodów, tj. z pozwoleń na emisję dla lotnictwa. W sumie miało to dać 35 mld euro.

Szczegóły nowej propozycji nadal nie są znane. Ale mało prawdopodobne jest, by mechanizm finansowania i dystrybucja środków bardzo się zmieniły. Co więcej, z naszych informacji wynika, że w kwocie 100 mld euro nadal niewielką rolę odgrywać będą nowe, bezzwrotne i bezpośrednie transfery do krajów, większość ma stanowić wsparcie możliwości inwestycyjnych. - To nie jest dla nas zły pomysł. Inwestorzy wolą instrumenty rynkowe - mówi nam osoba z rządu.

Według kalendarza Komisji, do którego dotarł "DGP", nowa propozycja ma być wstępnie przedstawiona przywódcom na szczycie 12-13 grudnia, ale szczegółowo, w formie projektu już nie funduszu, ale mechanizmu sprawiedliwej transformacji, dopiero 8 stycznia.

Na propozycję 35 mld euro krytycznie zareagowała m.in. reprezentowana w Brukseli polska energetyka, wskazując, że koszty transformacji polskiego sektora szacowane są na 179-206 mld euro do 2050 r. - Zabiegamy o zwiększenie nowych środków bezzwrotnych na transformację regionów węglowych - mówił na zeszłotygodniowej debacie w Stałym Przedstawicielstwie RP w Brukseli Maciej Burny z PGE.

Magdalena Cedro, Julita Żylińska

9.12.2019

Dowiedz się więcej na temat: węgiel | ekologia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »