W niedzielę, 6 września, w Saksonii-Anhalt odbędą się wybory, w których szansę na zwycięstwo ma Alternatywa dla Niemiec (AfD). Zdobycie większości byłoby dla tego ugrupowania kamieniem milowym w wyścigu o sukces w wyborach do Bundestagu.
Przyszłość Saksonii pod znakiem zapytania
AfD opowiada się m.in. za deportacjami cudzoziemców. W wywiadzie dla WELT, cytowanym przez Business Insider, ekonomista Reint Gropp, prezes Leibniz-Institut für Wirtschaftsforschung Halle, negatywnie ocenia ten pomysł. Wskazuje, że podstawowym problemem tego kraju związkowego jest niedobór siły roboczej ze względu na fakt, że wielu uczniów porzuca tam edukację.
Jednocześnie zwraca uwagę, że dotychczasowy filar rozwoju gospodarczego i źródło miejsc pracy - przemysł chemiczny - jest zagrożony.
"Ta branża była szczególnie uzależniona od taniej energii. Przez dziesięciolecia (...) opierała się na modelu biznesowym bazującym na tanim imporcie gazu z Rosji. Ten model już nie działa" - ocenił.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Polska gospodarka zyskuje dzięki Niemcom. Wartość liczona w bilionach złotych
Cudzoziemcy siłą napędową regionu
Ekspert odniósł się do migracji będącej jedną z głównych osi kampanii wyborczej. Saksonia-Anhalt, jego zdaniem, potrzebuje coraz więcej imigrantów, którzy mogą zapewnić stabilniejszą sytuację na rynku pracy. Zwraca uwagę, że politycy powinni mieć pozytywny stosunek do takich osób, bowiem w innym przypadku, zgodnie z szacunkami, "Saksonia-Anhalt mogłaby co roku tracić od pół do jednego punktu procentowego wzrostu gospodarczego", co przy minimalnym rozwoju gospodarczym oznacza sporą wartość.
"Jeśli chłodno przeanalizować program (AfD - red.), znajdziemy w nim niewiele działań, po których można oczekiwać bezpośrednio dużych efektów wzrostowych. Z gospodarczego punktu widzenia najistotniejsza jest moim zdaniem postawa wobec migracji i jej wpływ na rynek pracy" - ocenił, zwracając uwagę, że wysoko wykwalifikowani specjaliści wybiorą inne regiony, jeśli są niemile widziani na danym obszarze.
Niemcom potrzeba mniej biurokracji
Reint Gropp wskazał ponadto, że motorem napędowym dla inwestycji byłoby zmniejszenie biurokracji i przyspieszenie procedur.
"Jeśli ktoś chce inwestować, budować albo założyć firmę, administracja powinna pomagać w możliwie szybkim zrealizowaniu projektu. W Niemczech wciąż często dominuje podejście odwrotne: w centrum stoi idealne przestrzeganie każdego przepisu" - zauważył.










