Reklama

Afera taśmowa albo węglowa

Według nieoficjalnych informacji ABW zatrzymała wczoraj Marka Falentę - człowieka z listy najbogatszych Polaków, udziałowca kilku spółek giełdowych i jednego z największych sprzedawców węgla w kraju.

O zatrzymaniu biznesmena jako pierwszy poinformował wczoraj przed południem portal TVN24.pl. Prokuratura nie potwierdziła oficjalnie tych informacji.

Reklama

Marek Falenta to osoba dobrze znana inwestorom giełdowym. Biznesmen jest akcjonariuszem kilku średniej wielkości spółek notowanych na warszawskiej giełdzie. W jego portfelu znajduje się m.in. ponad 32 proc. akcji ZWG, producenta wyrobów gumowych i gumowo-metalowych, i 7,7 proc. telekomunikacyjnego Hawe, w którym de facto odgrywa główną rolę. Hawe jest jednocześnie właścicielem 65,9 proc. Mediatela, a ZWG 18,67 proc. Bumechu, który specjalizuje się w serwisie i remontach maszyn górniczych. Wszystkie te spółki są teraz wyceniane na łącznie ponad 472 mln zł.

Pod koniec 2013 r. do jego portfela dołączyły Składy Węgla, w których kupił 40 proc. udziałów. Według nieoficjalnych informacji za wejście do jednego z największych w Polsce sprzedawców węgla biznesmen miał zapłacić ok. 100 mln zł. Serwis Propertynews.pl podawał w maju, że w sumie ma on kontrolne pakiety udziałów w 28 firmach.

Falenta jest w gronie najbogatszych Polaków. Z majątkiem szacowanym na ok. 440 mln zł w ubiegłym roku znalazł się na 67. miejscu na liście 100 najbogatszych osób przygotowanej przez tygodnik "Wprost".

Jego droga na listę rozpoczęła się na Wydziale Zarządzania i Marketingu Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Legnicy i od pracy w grupie KGHM na stanowisku specjalisty do spraw majątku trwałego, którą rozpoczął w 1997 r. Siedziba miedziowego koncernu znajduje się zresztą w rodzinnym mieście Falenty - Lubinie.

Kilka lat później postanowił sam rozkręcić firmę. W 2000 r. utworzył spółkę Electus, zajmującą się finansowaniem inwestycji oraz restrukturyzacją zobowiązań m.in. zakładów publicznej opieki zdrowotnej. W 2006 r. sprzedał ją za 450 mln zł, przejmując w ramach transakcji część akcji Domu Maklerskiego IDM. Stał się w ten sposób największym akcjonariuszem brokera, który miał ambicję stworzenia dużej grupy finansowej.

Po kilku latach zaczął jednak wycofywać się z IDM, a pod koniec 2011 r. zapowiedział, że sprzeda ostatnie kilka procent akcji. W tym czasie IDM zaczął popadać w kłopoty związane m.in. z nietrafionymi inwestycjami. Brokerowi nie udało się pokonać problemów i w maju tego roku złożył do sądu wniosek o upadłość.

Falenta do 2010 r. zasiadał jednocześnie na stanowisku prezesa Electusa. Za jego rządów spółka znalazła się na celowniku Komisji Nadzoru Finansowego, która cztery lata temu zarzuciła Electusowi działania niezgodne z prawem w związku z emisją obligacji. KNF wskazywała, że firma nie dołączyła do prospektu emisyjnego informacji o zajęciu przez komornika udziałów w poznańskiej spółce ZNTK Nieruchomości, które były zabezpieczeniem zobowiązań Marka Falenty wobec Electusa. Światło dzienne powinna też ujrzeć informacja o ryzyku, jakie wiąże się z prawomocnym skazaniem Falenty za oszustwo. Z nielicznych informacji dotyczących tej sprawy wynika, że chodziło o wyrok za pomoc w wyłudzeniu kredytu wartego 20 tys. zł.

- Doceniam jego zmysł do zarabiania pieniędzy, ale z pewnością nie jest to inwestor z pierwszej ligi i typ osoby, która budzi zaufanie i z którą chętnie rozmawia się o wspólnych interesach - mówi DGP osoba zawodowo związana z rynkiem kapitałowym.

Rozmówcy DGP z rynku kapitałowego aktualnych przyczyn kłopotów Falenty radzą szukać raczej poza giełdą. Najwięcej wskazań pada na Składy Węgla, z którymi biznesmen ma teraz duże kłopoty. Na początku czerwca CBŚ zatrzymało 10 osób zajmujących kierownicze stanowiska w firmie, zaangażowane też w związaną z nią MM Group.

Są podejrzane m.in. o oszustwa, wyłudzanie VAT i pranie brudnych pieniędzy na kwotę 85 mln zł. Aresztowania zbiegły się w czasie z ruchami po stronie rządu, który zapowiada walkę z nielegalnym importem węgla.

Według "Pulsu Biznesu" to właśnie mafia węglowa może stać za nagraniami prywatnych rozmów polityków. Jej celem miałoby być odwrócenie uwagi od nielegalnego procederu.

Koalicja dała sobie czas

Najpierw wyjaśniamy aferę. Konsekwencje wobec osób, które nie zapobiegły podsłuchom, wyciągane będą później. Jeśli do końca wakacji nie zostanie ustalone, kto i po co nagrywał, czekają nas wybory. Ważne jest również pytanie: jaki był motyw przekazania podsłuchów do mediów? Na nie też ma paść odpowiedź do końca wakacji. Takie są ustalenia wczorajszego spotkania liderów koalicji.

Premier dziś w Sejmie przedstawi plan i przybliżone kalendarium działania. Wczoraj powiedział, że wyklucza spisek kelnerów. Za nagrywającymi pracownikami restauracji stał ktoś inny. Tusk powtórzył, że traktuje ujawnienie podsłuchów jako atak na rząd. W trakcie rozmów PO-PSL trwały zatrzymania w sprawie afery podsłuchowej.

Wnioski personalne, o których wczoraj rozmawiano, oznaczają najpewniej dymisję szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza. Inne osoby mogą stracić stanowiska w zależności od znaczenia ujawnionych nagrań. Ludowcy zapewniają, że nie zależy im na głowie szefa MSZ.

Jeśli któraś ze stron nie będzie się czuła usatysfakcjonowana efektem działań premiera, we wrześniu do Sejmu ma trafić wniosek o samorozwiązanie Sejmu i nowe wybory.

Małgorzata Kwiatkowska

Wybrane wydanie: 25 czerwca 14 (nr 121)

Dowiedz się więcej na temat: ceny węgla | CBS | ABW | afera taśmowa | górnictwo | Składy Węgla

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »