Sztuczna inteligencja wypowiedziała się w sprawie przewidywanego finału tegorocznego wyścigu złota, ropy naftowej i bitcoina. Trzy modele AI - Grok, Claude i ChatGPT - zostały zapytane, które z kluczowych aktywów zakończy 2026 rok na szczycie. Jednoznacznej odpowiedzi nie dostaliśmy. Górę w analizach trzech potentatów wiedzy i intelektu wziął pogląd, że ostrożni inwestorzy powinni postawić na złoto, a ryzykanci na bitcoina. Modele AI zgodnie uznały, że ropa naftowa jest najmniej atrakcyjna.
Złoto dla ostrożnych
Claude prognozuje, że złoto to najbardziej wiarygodny zwycięzca inwestowania w 2026 roku. Choć metal nie jest tak drogi jak w styczniu, to może liczyć na wsparcie ze strony inwestorów detalicznych i instytucjonalnych (banków centralnych). W dodatku, główne instytucje finansowe spodziewają się wzrostu ceny uncji do co najmniej 5 tysięcy dolarów, a niektóre do 6300 dolarów (dziś jest to około 4700 dolarów).
ChatGPT podziela tę ocenę. Nazywa złoto "najbardziej stabilnym aktywem w skali całego roku i najbardziej niezawodnym instrumentem trwałego wzrostu". W scenariuszu ChatGPT pojawia się jednak jedno zastrzeżenie - kruszec powinien mocno zakończyć ten rok, ale nie ma gwarancji, że zaoferuje najbardziej spektakularny wzrost zysków w ujęciu procentowym.
Grok także zauważa silne fundamenty złota, ale nie stawia go na pierwszym miejscu. W tej analizie to bitcoin jest aktywem o najwyższym potencjale wzrostu do końca 2026 roku. W wersji optymistycznej pierwsza kryptowaluta świata mogłaby odnotować przyrost wartości rzędu od 50 do ponad 150 procent, napędzany napływami do funduszy ETF i poprawą globalnej płynności.
Bitcoin dla ryzykantów
Grok pozycjonuje bitcoina jako aktywo, które prawdopodobnie "wzrośnie najbardziej", ale dodaje, że "nie jest to wybór dla inwestorów szukających spokoju". Z kolei dla ChatGPT bitcoin to tzw. wildcard - nieprzewidywalna karta, która niesie ze sobą najwyższy potencjał wzrostu, ale i największą niepewność. Wyniki tokena będą zależeć od warunków płynnościowych, zmian w regulacjach i od ogólnych nastrojów rynkowych. To trzy czynniki, które potrafią błyskawicznie zmienić kierunek. Claude odnotowuje, że niektóre prognozy sugerują ruch bitcoina w kierunku 150 tysięcy dolarów (dziś jest to mniej niż 70 tysięcy), podczas gdy inne ostrzegają przed poważnymi spadkami, jeśli pogorszą się warunki makroekonomiczne.
Wszystkie trzy modele AI nie widzą dobrych perspektyw dla ropy naftowej, choć mamy wojnę na Bliskim Wschodzie i blokadę cieśniny Ormuz. Oczekuje się, że nadpodaż surowca będzie ciążyć na cenach "czarnego złota", pomimo krótkoterminowych skoków wywołanych wydarzeniami geopolitycznymi.
Dla ChatGPT ropa jest najsilniejszym graczem wyłącznie w bardzo krótkim terminie. Jej szanse osłabną pod koniec roku, gdy nastąpi normalizacja cen wraz z łagodzeniem napięć międzynarodowych. Nie można jednak wykluczyć innego scenariusza, jeśli sytuacja geopolityczna zaostrzy się.
"Bezpieczna przystań", ale nie zawsze
Analityk Michał Tekliński z Goldsaver nie ma wątpliwości, że tegoroczny spadek ceny uncji złota z 5600 dolarów do poziomu nawet 4100 dolarów był przede wszystkim realizacją zysków po rekordowym 2025 roku. Ostatnio notowaniom kruszcu nie służyła też sprzedaż 60 ton metalu przez Bank Centralny Turcji, który w ten sposób ratował lirę.
Dodatkowo, inwestorzy masowo wyprzedawali kontrakty na złoto, aby pokryć wezwania do uzupełnienia depozytów w innych sektorach. Jak opisuje to Michał Tekliński, gdy w marcu ceny akcji i obligacji zaczęły gwałtownie spadać z powodu kryzysu energetycznego, brokerzy wysłali do funduszy margin calls, czyli wezwania do natychmiastowego uzupełnienia zabezpieczeń. W sytuacji gdy inne aktywa traciły na wartości i były trudne do sprzedania, zarządzający sięgali po pozycje, które wciąż wykazują zysk i charakteryzują się najwyższą płynnością - złoto nadawało się do tego najbardziej.
Dla "królewskiego metalu" marzec był najgorszym miesiącem od 2008 roku. W tym czasie cena uncji spadła o ponad 11 proc. Boleśnie został zweryfikowany mit, że złoto jest "bezpieczną przystanią" i niezawodną ochroną przed inflacją. Wojna na Bliskim Wschodzie okazała się dla kruszcu wielkim wyzwaniem.
Wzrost cen ropy naftowej podbił oczekiwania inflacyjne i skłonił rynki do przewidywania bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej ze strony Fed. Nieprzynoszące odsetek aktywa (wśród nich złoto) tracą na atrakcyjności względem obligacji czy lokat zawsze wtedy, gdy inwestorzy spodziewają się, że banki centralne odpowiedzą na inflację podwyżkami stóp lub ich utrzymaniem na wysokim poziomie. Uczestnicy rynków doskonale wiedzą, że w takiej sytuacji mogą uzyskać przyzwoity zwrot z instrumentów dłużnych bez podejmowania dodatkowego ryzyka.
Nic więc dziwnego, że w ostatnich tygodniach cena złota wzrastała zawsze wtedy, gdy z Białego Domu docierały sygnały o możliwym zakończeniu konfliktu z Iranem. W takich momentach inwestorzy znów wierzą, że ceny ropy spadną, inflacja nie będzie zbyt dotkliwa, a Fed zacznie mieć powody, by wrócić do cyklu obniżek stóp procentowych.
Złoto przed kolejnym skokiem cenowym?
Goldman Sachs podtrzymuje prognozę, że uncja złota może osiągnąć cenę 5400 dolarów do końca 2026 roku. Analitycy banku argumentują, że inwestorzy nadmiernie skupiają się na przewidywanym skoku inflacji, ignorują natomiast wielce prawdopodobną perspektywę globalnego kryzysu gospodarczego. Tymczasem historia rynków pokazuje, że w warunkach recesji złoto, jako aktywo defensywne, bardzo zyskuje na wartości.
Z drugiej strony, Goldman Sachs nie wyklucza wariantu spadku ceny złota w krótkim terminie. W pesymistycznym scenariuszu, jeśli szok energetyczny związany z sytuacją geopolityczną pogłębi się, notowania uncji mogą osunąć się nawet do 3800 dolarów.
Wielu ekspertów przypomina jednak, że wielokrotnie głębokie kryzysy spychały cenę złota do "dołków", a potem następowało odreagowanie. W 2008 roku, gdy załamywał się system finansowy, złoto przez kilka tygodni traciło na wartości, ponieważ fundusze desperacko poszukiwały gotówki. Zaraz potem kruszec rozpoczął wieloletnią hossę, rosnąc z 700 do 1900 dolarów w 2011 roku, co było skokiem o ponad 150 proc. w trzy lata. Podobny scenariusz rozegrał się w marcu 2020 roku, gdy w szczycie paniki pandemicznej cena spadła z 1680 do 1450 dolarów, by zaledwie kilka miesięcy później po raz pierwszy w historii przekroczyć pułap 2 tysięcy dolarów.
Michał Tekliński z Goldsaver podkreśla, że są analitycy, którzy w perspektywie długoterminowej, sięgającej 2030 roku, zakładają wzrost ceny złota nawet do 10 tysięcy dolarów za uncję. Podstawą tych prognoz jest przekonanie o erozji systemu petrodolara. Jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie osłabi pozycję dolara jako głównej waluty rezerwowej, powrót do wzrostów cen kruszców uznawany będzie za nieunikniony.
Jacek Brzeski


















