W kwietniu 2025 roku Donald Trump wprowadził dodatkowe wysokie stawki celne na importowane do USA towary w zależności od kraju pochodzenia, tzw. cła wzajemne. Motywem wprowadzenia ceł nie była tylko poprawa bilansu handlowego USA, które miały bardzo wysoki deficyt w obrotach np. z Chinami, czy z Unią Europejską, ale zapewnienie budżetowi federalnemu kolosalnych wpływów, które miały zrobić miejsce na ulgi podatkowe dla bogatych i korporacji. Ostatecznie ulgi zostały uchwalone (ustawa OBBB).
Podstawą prawną dla ceł, tzw. wzajemnych była ustawa IEEPA z 1977 roku o nadzwyczajnych uprawnieniach międzynarodowych prezydenta. Skutek był taki, że średnia stawka celna obliczona jako całkowite pobrane cła w miesiącu podzielone przez wartość całkowitego przywozu wzrosła z 2,6 proc. w styczniu do 13 proc. w grudniu 2025 roku - pokazują badania Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku.
Globalne łańcuchy dostaw przesunęły się w odpowiedzi na wyższe taryfy. Znacznie spadł udział importu z Chin, które w 2017 roku odpowiadały jeszcze za blisko 25 proc. całego importu USA, do poniżej 10 proc. Zwiększył się natomiast udział w amerykańskim rynku np. Wietnamu i Meksyku.
Według wyliczeń Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii (Kiel Institute, IfW) w ubiegłym roku wskutek wprowadzonych wyższych taryf dochody amerykańskiego budżetu wzrosły o ok. 200 mld dolarów. Badania przeprowadzone zostały na próbie ponad 25 mln transakcji o wartości prawie 4 bilionów dolarów. Pokazały one, że ceny eksportu nie spadły, kraje, które zostały najbardziej obciążone taryfami, zmniejszyły wolumeny eksportu, a prawie całość wyższej stawki zapłacili Amerykanie. Taryfy obciążyły zagranicznych eksporterów zaledwie w ok. 4 podwyższonej stawki, gdy 96 proc. zapłacili amerykańscy nabywcy.
Cło płaci oczywiście importer. Jednak może dogadać się z eksporterem na amerykański rynek o podziale kosztów. "Chcesz mi sprzedać kozę za 100 dolarów? OK, ale ja muszę zapłacić od niej 50 dolarów cła. To za dużo. Obniż cenę do 80 dolarów, ja zapłacę 40 dolarów cła, czyli o 20 więcej niż wcześniej, a ty też będziesz do tyłu o 20 dolarów. W ten sposób podzielimy się cłem, a ty pozostaniesz na naszym rynku". Tak się jednak nie stało. Eksporterzy albo utrzymali ceny, albo przestali eksportować do USA.
Cła obciążyły kieszenie Amerykanów
Gdyby eksporterzy do USA obniżyli ceny o wartość wyższej stawki celnej - na co zapewne liczył Donald Trump wprowadzając taryfy - importerzy nie mieliby powodu, żeby sprzedawać drożej. Skoro jednak eksporterzy ich nie obniżyli, amerykańscy importerzy mieli do wyboru - obniżyć swoje marże albo przerzucić ceny na konsumentów.
Wyniki badań IfW zostały potwierdzone przez Rezerwę Federalną w Nowym Jorku, która dowiodła, że większość obciążeń taryfowych spadła na firmy i konsumentów z USA, choć w różnych okresach ubiegłego roku obciążenia te nie były takie same. Mary Amiti, Chris Flanagan, Sebastian Heise z Fed oraz David Weinstein, profesor ekonomii na Uniwersytecie Columbia obliczyli, że przez pierwsze osiem miesięcy 2025 roku importerzy pokrywali 94 proc. cła, a w listopadzie ich obciążenia zmniejszyły się do 86 proc., a 14 proc. wzięli na siebie eksporterzy obniżając ceny.
Biorąc pod uwagę, ze średnie cło w grudniu wyniosło 13 proc., ceny importowe do USA towarów objętych przeciętną taryfą były o 11 proc. wyższe niż towarów nieobjętych cłem. Wiemy, że amerykańscy importerzy poczynili w I kwartale zeszłego roku wielkie zapasy towarów z zagranicy zanim Donald Trump wprowadził zmiany w kwietniu. Te zapasy musiały się z czasem wyczerpać, a wyższe ceny - drążyć kieszenie konsumentów.
Kwiecień zeszłego roku, kiedy Trump wprowadzał cła tzw. wzajemne był miesiącem kiedy padł rekord obniżki nastrojów konsumenckich badanych przez Uniwersytet Michigan w Ann Arbor i wzrost oczekiwań inflacyjnych. Potem złe nastroje nieco rozeszły się po kościach, gdyż taryfy ostatecznie okazały się niższe od oczekiwanych.
W lutym Sąd Najwyższy USA orzekł, że cła nałożone na mocy ustawy o międzynarodowych nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych prezydenta (IEEPA) były niezgodne z prawem. Administracja natychmiast nałożyła nowe, globalne cło w wysokości 10 proc. na większość importowanych towarów na podstawie artykułu 122 ustawy o handlu z 1974 roku, który upoważnia do nakładania ceł żeby zapobiec "dużym i poważnym deficytom bilansu płatniczego USA". Według wyliczeń Tax Policy Center Urban Institute i Brookings Institutions średnia stawka celna na wszystkie dobra wynosi aktualnie 10,1 proc.
Amerykański rząd zwraca cła
Od 20 kwietnia importerzy mogą zwracać się do Służby Celnej i Ochrony Granic (CBP) o zwrot zakwestionowanych przez Sąd Najwyższy taryf, a potencjalna wartość zwrotów szacowana jest na 166 mld dolarów. Do połowy maja na portalu dedykowanym wnioskom o zwrot zgłosiło roszczenia ponad 26 tys. firm. Niektóre z nich - korporacje notowane na rynku publicznym, jak np. Apple - poinformowały o swojej decyzji w raportach finansowych za I kwartał tego roku. "Politico" napisało niedawno, że cześć korporacji obawia się zemsty Donalda Trumpa, jeśli zwrócą się o refundację. Czy jednak to je powstrzyma?
Tymczasem 7 maja amerykański Sąd Handlu Międzynarodowego (CIT) wydał orzeczenie na korzyść dwóch firm i stanu Waszyngton, które zakwestionowały cła, jakie weszły w życie 24 lutego. Odmówił jednak wydania orzeczenia powszechnie obowiązującego. Administracja odwołała się do sądu apelacyjnego, który zawiesił wykonanie wyroku do czasu wydania orzeczenia. Jeśli to okaże się ono niekorzystne dla administracji - ścieżka dla wszystkich pozostałych importerów będzie wydeptana.
Przypomnijmy, że taryfy wprowadzone 24 lutego na podstawie ustawy o handlu mogą obowiązywać 150 dni. Nawet jeśli okaże się, że apelacja nie podtrzyma orzeczenia CIT, najpóźniej 23 lipca Donald Trump będzie musiał zdecydować co dalej z cłami. Teoretycznie może je wprowadzić ponownie, ale to już wymaga zgody Kongresu. Do kontynuacji wojny celnej pozostał mu stosunkowo wąski i wątpliwy zestaw narzędzi prawnych.
Skoro to Amerykanie płacą lwią część wprowadzanych taryf, stopniowo zaczęły one popychać w górę ceny konsumpcyjne. Jak to się dzieje - jest bardzo trudno uchwytne, bo - jak wyliczyła Tax Foundation - od początku marca zeszłego roku taryfy zmieniały się już ponad 50 razy. Obecny okres stabilizacji od 24 lutego jest stosunkowo długi, taryfy usunęły się w cień wojny z Iranem, ale może to być tylko cisza przed burzą.
Wskazuje na to fakt, że na początku maja Trump zagroził, iż daje Unii Europejskiej czas do 4 lipca na wdrożenie zobowiązań wynikających z umowy handlowej z lipca zeszłego roku, a jeśli nie, to podniesie cła na towary z UE, w tym samochody, do "znacznie wyższego poziomu". Następnie ogłosił, że podniesie cła na auta z UE z wcześniej uzgodnionych 15 proc. do 25 proc.
Co zapowiada upadek polityki Trumpa
Chyba, że Trump przestraszy się spadających nastrojów konsumentów, co zresztą widać po próbach negocjacji z Iranem zamiast eskalacji konfliktu. Kolejny rekord został pobity w maju tego roku. Nastroje badane przez Uniwersytet Michigan są w maju nieznacznie poniżej poprzedniego historycznego minimum z czerwca 2022 roku. Powodem są - rzecz jasna - rosnące koszty utrzymania spowodowane wzrostem cen ropy z powodu agresji USA i Izraela na Iran i stopniowego "rozlewania" się cen paliw na koszyk towarów konsumpcyjnych.
Równocześnie rośnie dezaprobata dla działań Trumpa w sondażach poparcia. Średnia z sondaży przeprowadzanych przez różne organizacje badawcze, obliczana przez "New York Times" wzrosła do 60 proc. dezaprobaty 17 maja, gdy poparcie w ostatnim sondażu NYT i Siena University obniżyło się do 37 proc. Nate Cohn główny analityk polityczny NYT napisał, że w ciągu ostatnich 17 lat żaden prezydent nie miał poparcia poniżej 38 proc. przez więcej niż kilka dni. Poparcie dla Trumpa na poziomie 38 proc. utrzymywało się od 8 maja.
Polityka celna Donalda Trumpa ma jeszcze jeden ważny aspekt. 166 mld dolarów zwrotu z nieprawnie pobranych ceł to nieco ponad 0,5 proc. PKB USA. Jeśli rząd będzie musiał tyle zwrócić, o taką wielkość wzrośnie deficyt budżetu federalnego. Tymczasem skumulowany deficyt po siedmiu miesiącach roku fiskalnego 2026 wyniósł na koniec kwietnia 955 mld dolarów. To o 9 proc. mniej niż w tym samym okresie ubiegłego roku, ale o 100 mld dolarów więcej niż w 2024 roku.
Kwiecień zawsze poprawia sytuację budżetu, gdyż spływają wtedy rozliczenia podatkowe. W tym roku jednak nadwyżka w kwietniu była o ok. 17 proc. mniejsza niż w kwietniu przed rokiem - podaje Bipartisan Policy Center. Powodem są ulgi i odliczenia podatkowe, które miały być z nawiązką pokryte przez wyższe cła. Zwroty ceł mogą spowodować, że rok fiskalny zamknie się kwotą bliską 2 bilionów dolarów deficytu.
BCP podkreśla istotną pozycję we wzroście wydatków. To płatności odsetkowe od długu publicznego, które były wyższe o 41 mld dolarów czyli o 7 proc. niż przed rokiem z powodu większego zadłużenia w porównaniu z analogicznym okresem w roku fiskalnym 2025. Zwraca uwagę, że marcu, pierwszym miesiącu wojny, popyt na amerykański dług wyraźnie się zmniejszył. Jeśli polityka Donalda Trumpa zmierza ku upadkowi, to ten upadek może być znacznie bardziej dotkliwy dla USA niż sądzimy.
Jacek Ramotowski
















