Reklama

Atomowa gra w kotka i myszkę. Chiny budują silosy rakietowe

Przez lata Chiny stosowały politykę minimalnego odstraszania. Teraz budują nowe silosy, aby świat nie wiedział, gdzie jest ich broń nuklearna.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

W Chinach trwa budowa dwóch sieci silosów rakietowych. Służyć mają do przechowywania międzykontynentalnych rakiet balistycznych. Jedna z nich została odkryta w ubiegłym tygodniu przez Federację Amerykańskich Naukowców (FAS). Znajduje się we wschodniej części regionu Sinkiang, niedaleko obozu "reedukacyjnego" dla mniejszości ujgurskiej w mieście Hami.

Wcześniej podobnego odkrycia dokonali naukowcy z Centrum Badań nad Nieproliferacją im. Jamesa Martina w Kalifornii. Pole położone jest w sąsiedniej prowincji Gansu. Władze w Pekinie nie komentują doniesień - ministerstwo spraw zagranicznych zaprzeczyło, jakoby wiedziało o ich istnieniu.

Reklama

Eksperci twierdzą, że silosy zaprojektowano do przechowywania najnowszego międzykontynentalnego pocisku balistycznego DF-41. Broń ta może dotrzeć do większości zakątków kontynentalnej Ameryki.

Nie wiadomo jednak, po co Chinom potrzebne jest aż tyle silosów. Mówi się, że taka liczba umożliwiłaby władzom komunistycznym zmylenie przeciwników. Przede wszystkim miałoby chodzić o Stany Zjednoczone. Amerykanie nie wiedzieliby bowiem, które z nich stoją puste, a w których faktycznie przechowywana jest broń. Dzięki budowie ok. 250 silosów rozmieszczonych w dwóch oddalonych od siebie miejscach władze będą mogły stale zmieniać lokalizację pocisków i zmuszać aktorów zewnętrznych do zgadywania, gdzie się aktualnie znajdują.

Istnieją liczne powody, dla których Chiny mogłyby dążyć do takiego rozwiązania. Władze w Pekinie obawiają się, że w czasach ewentualnego kryzysu Stany użyłyby swojego bogatego arsenału broni - w tym nowej generacji bardzo dokładnych konwencjonalnych pocisków - do zniszczenia zgromadzonej przez nich broni. Innymi słowy, arsenał nuklearny Chin mógłby okazać się bezużyteczny.

Ruch ten może jednak świadczyć o największej w historii ekspansji nuklearnej Pekinu. Przez dziesięciolecia Chiny stosowały politykę "minimalnego odstraszania", polegającą na utrzymywaniu stosunkowo niewielkiego arsenału, który pozwoliłby im odeprzeć agresorów, ale jednocześnie nie angażować się w skomplikowaną wojnę nuklearną. - Od pierwszej udanej próby nuklearnej w latach 60. Chiny utrzymywały swój arsenał nuklearny na minimalnym poziomie - napisano w raporcie FAS. Jego autorzy Matt Korda i Hans M. Kristensen zauważyli, że przez lata Chiny eksploatowały zaledwie ok. 20 silosów dla dużych pocisków DF-5.

Sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem szacuje, że Chiny posiadają obecnie ok. 350 głowic nuklearnych. To mniej niż jedna piąta arsenału Stanów Zjednoczonych czy Rosji. Te miałyby mieć dostęp do odpowiednio 5,5 oraz 6,3 tys. sztuk tego typu broni. Chiny zawsze starały się unikać kosztownych i niebezpiecznych wyścigów zbrojeń, w które angażowały się pozostałe mocarstwa.

Pod rządami Xi Jinpinga strategia ta zdaje się zmieniać. Pentagon przewiduje, że w ciągu następnej dekady chińskie zapasy co najmniej się podwoją. W raporcie FAS stwierdzono zresztą, że utworzenie 250 nowych silosów może doprowadzić do rezygnacji Chin z przestrzegania zasady "minimalnego odstraszania". - Działanie to wydaje się częścią wyścigu zmierzającego do posiadania większej ilości broni nuklearnej, by móc lepiej konkurować z przeciwnikami - napisali Korda i Kristensen. - Budowa silosów prawdopodobnie jeszcze bardziej pogłębi napięcie militarne i podsyci strach przed intencjami Chin - dodali. Według autorów publikacji działanie władz w Pekinie wywoła także falę komentarzy, jakoby kontrola zbrojeń i wszelkie ograniczenia były naiwnym rozwiązaniem, a amerykańskich czy rosyjskich arsenałów nuklearnych nie powinno się dalej zmniejszać, lecz dostosować do polityki jądrowej Państwa Środka.

Oba mocarstwa mogłyby zresztą zaangażować Chiny w negocjacje w sprawie kontroli zbrojeń. Za swoich rządów próbował do tego doprowadzić prezydent Donald Trump. Uznał, że nie przedłuży porozumienia New START w sprawie środków zmierzających do dalszej redukcji i ograniczenia zbrojeń strategicznych z Rosją, dopóki nie dołączą do niego Chiny. W kontroli zbrojeń Chińczycy nie brali bowiem nigdy udziału. Rząd komunistyczny odrzucił ten pomysł. Stwierdził, że jeśli Amerykanie są zaniepokojeni, to sami powinni zmniejszyć swój arsenał o cztery piąte. Tak, by dorównać poziomowi Chin.

Strony nie doszły do porozumienia. Pod koniec kadencji Trumpa ówczesny sekretarz stanu Mike Pompeo wystąpił jedynie z prośbą o przejrzystość i przyłączenie się do USA i Rosji w opracowywaniu nowego porozumienia o kontroli zbrojeń, które obejmowałoby wszystkie kategorie broni jądrowej. - Nadszedł czas, by Chiny zaczęły zachowywać się odpowiedzialnie - mówił Pompeo.

Zespół Joego Bidena doszedł do wniosku, że nierozsądne byłoby dopuszczenie, by New START wygasł tylko dlatego, że Chiny odmówiły przystąpienia do umowy. Dlatego po objęciu urzędu prezydent szybko przystąpił do odnowienia traktatu z Rosją. Jego administracja zapowiedziała jednak, że będzie dążyć, by wkrótce takie zobowiązanie wzięły na siebie również Chiny.

Karolina Wójcicka

3.08.2021

Dziennik Gazeta Prawna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »