W skrócie
- Ceny hurtowe paliw wzrosły 2 września, przy czym benzyna 95 jest najdroższa w hurcie od 2022 roku.
- Wzrost cen na rynkach światowych, wynikający z eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, spowodował, że baryłka ropy Brent kosztuje obecnie 95-96 dolarów.
- Dr Marcin Mazurek z mBanku zauważa, że choć paliwo jest nominalnie drogie, dzięki wzrostowi płac za przeciętną pensję można kupić go dwukrotnie więcej niż w 2008 roku.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Drugi dzień września przyniósł podwyżkę cen hurtowych paliw, a polscy kierowcy nie są już chronieni regułami programu CPN. Wyjaśnijmy: w hurcie diesel zdrożał 2 września o 11 groszy, do 6,63 zł za litr, natomiast benzyna 95 podrożała o 12 groszy, do 6,03 zł za litr. W praktyce spadek cen detalicznych wydaje się na razie niemożliwy.
Benzyna wyjątkowo droga w hurcie
O ile w przypadku diesla cena rafineryjna nie jest rekordowa, o tyle benzyna 95 przekroczyła poziom (wspomniane 6 zł), którego nie widziano w hurcie od 2022 roku.
Powodem wzrostu cen hurtowych jest oczywiście drożejąca na światowych rynkach ropa. Eskalacja konfliktu na Bliskim wschodzie spowodowała cenowy rajd do poziomu 95-96 dolarów za baryłkę ropy Brent.

Choć to może zaskakiwać, paliwa dawno nie były tak "tanie" (w stosunku do zarobków)
Benzyna może być nominalnie i psychologicznie wyjątkowo droga i jednocześnie rekordowo tania w relacji do zarobków - zwraca uwagę dr Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku.
Marcin Mazurek w swojej analizie podkreśla, że z biegiem lat paliwo jest relatywnie coraz tańsze z uwagi na rosnące pensje, a koniec końców i tak w powszechnej opinii bardzo często "jest zbyt drogo".
Ekonomista mBanku zauważa, że wynagrodzenia rosną szybciej niż ceny benzyny i diesla, a za przeciętną pensję można dziś kupić nieporównywalnie więcej litrów niż dwie dekady temu. Z drugiej strony, to właśnie "goła" cena przy dystrybutorze pozostaje wciąż - jak przekonuje Marcin Mazurek - "jednym z najbardziej emocjonalnie naładowanych wskaźników kondycji gospodarczej, barometrem nastrojów społecznych i stałym elementem politycznej gry".
Jak wylicza ekspert mBanku, mediana wynagrodzeń w gospodarce wzrosła od października 2008 roku do października 2025 roku 2,8-krotnie (z 2640 zł do 7414 zł).
"Biorąc pod uwagę średnioroczne ceny paliw, w 2008 roku można było za taką kwotę kupić 611 litrów Pb95 oraz 620 litrów ON. 17 lat później zarabiający medianę zalaliby już 1240 litrów Pb95 oraz 1215 litrów ON. W każdym przypadku niemal równo dwa razy więcej" - przekonuje Marcin Mazurek.

Rosnące koszty mobilności nie pozwalają się cieszyć z polepszającej się relacji zarobków do cen paliw
Możliwość zakupu większej ilości paliwa za przeciętną pensję nie cieszy także z powodu zmiany stylu życia. Kolejne dekady przyniosły Polakom tzw. przymus mobilności (choćby konieczność używania prywatnego pojazdu w dojazdach pracy, przy pogarszającej się dostępności transportu publicznego).
"W ciągu 25 lat znaczenie mobilności istotnie się zwiększyło. Obecnie pochłania około 17 proc. wydatków gospodarstwa domowego (paliwa razem z kosztami zakupu i utrzymania pojazdu)" wylicza dr Marcin Mazurek i dodaje, że w roku 2000 te koszty sięgały 10 proc.
Warto przy tym dodać, ze choć Polacy z roku na rok zarabiają coraz więcej, wciąż dwa razy więcej paliwa za przeciętne wynagrodzenie mogą kupić Niemcy, nie mówiąc o jeszcze lepiej wypadających w takich porównaniach Szwedach (stosunkowo niedrogie paliwo przy wysokich zarobkach). Porównywalne do naszych możliwości zakupowe paliwa w relacji do przeciętnych zarobków mają zaś Portugalczycy i mieszkańcy Litwy, Łotwy i Estonii.










