W opinii głównego ekonomisty Banku Światowego Indermita Gilla, wojna na Bliskim Wschodzie uderza w globalną gospodarkę falami kumulacji. "Najpierw poprzez wyższe ceny energii, potem żywności, a na końcu poprzez wyższą inflację, która podniesie stopy procentowe i sprawi, że zadłużenie stanie się jeszcze droższe" - prognozował Gill. Ostrzegł, że zmiany najmocniej odczują najbiedniejsi, co pogłębi problemy wysoko zadłużonych krajów rozwijających się.
Bank Światowy. Ceny i inflacja w górę
Bank prognozuje wzrost cen towarów. Stanie się tak, "jeśli działania wojenne w regionie się nasilą, a zakłócenia w dostawach potrwają dłużej niż oczekiwano". Autor najnowszych Prognoz dla Rynków Towarowych przewiduje, że w tym roku ceny nawozów wzrosną o 31 proc. z powodu 60-proc. wzrostu cen mocznika - najczęściej stosowanego nawozu azotowego, do którego produkcji niezbędny jest gaz ziemny. Prognozy banku zakładają, że w 2026 r. wzrost ogólnych cen surowców wyniesie 16 proc.
Gwałtowny wzrost cen nawozów zwiększyć ma presję na zaopatrzenie w żywność, "obniżając dochody rolników i zagrażając przyszłym plonom" - prognozuje bank. Światowy Program Żywnościowy (WFP - World Food Programme), największa organizacja humanitarna na świecie, szacuje, że jeśli wojna będzie się przedłużać, 45 milionów ludzi może w tym roku stanąć w obliczu poważnego braku bezpieczeństwa żywnościowego.
"Wypadkową wszystkich tych możliwych zmian będzie inflacja w gospodarkach rozwijających się" - prognozuje Bank Światowy. Szacuje, że wyniesie ona średnio w tym roku 5,1 proc., w porównaniu z 4,7 proc. w roku ubiegłym. Jeśli te prognozy się sprawdzą, przekroczą o cały punkt procentowy zapowiedzi inflacji sformułowane przed wojną.
Jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie się przedłuży, w gospodarkach rozwijających się inflacja może wzrosnąć nawet do 5,8 proc. W krajach tych ucierpi też wzrost gospodarczy - poinformował bank. Obecnie, zgodnie z prognozami, kraje rozwijające wzrosną w tym roku o 3,6 proc. Prognozy sprzed konfliktu wskazywały na 4 proc.
Ropa naftowa w górę. Przez blokadę Ormuz
Ponieważ wysiłki mające na celu zakończenie wojny między Stanami Zjednoczonymi a Iranem utknęły w martwym punkcie, ceny ropy naftowej nadal rosną. Wpływa na to również zamknięcie cieśniny Ormuz, co uniemożliwia globalnym nabywcom dostawy energii, nawozów i innych towarów z kluczowego regionu wydobywczego Bliskiego Wschodu.
W opinii autorów raportu, ataki na infrastrukturę energetyczną i zakłócenia w żegludze przez cieśninę, którą przed wojną odbywało się 35 proc. światowego handlu ropą naftową drogą morską, wywołały największy w historii szok podażowy ropy. "Ceny ropy Brent w połowie kwietnia były o ponad 50 proc. wyższe niż na początku roku" - podkreśla BŚ. Z prognoz wynika, że średnia cena tej ropy osiągnie w tym roku 86 dolarów za baryłkę - o 17 dolarów więcej niż w 2025 roku.
Autorzy raportu nie wykluczają jednak, że wzrosty ropy Brent mogą sięgnąć nawet 115 dolarów za baryłkę. "Stanie się tak - twierdzą - jeśli najważniejsze instalacje naftowe i gazowe ucierpią w wyniku większych zniszczeń wojennych, a eksport będzie się wolniej odbudowywał". Kontrakty terminowe na ropę Brent z dostawą w czerwcu kosztowały we wtorek około 109 dolarów za baryłkę, po tym jak w poniedziałek zamknęły się na najwyższym poziomie od 7 kwietnia.
Zgodnie z bazowym scenariuszem banku, wolumen przewozów przez Cieśninę Ormuz do października stopniowo powróci do poziomu sprzed wojny. Mimo to - wskazuje międzynarodowa instytucja finansowa - ryzyko "wyraźnie przeważa w kierunku wyższych cen".














