W skrócie
- Polskie banki coraz silniej uzależniają swoje zyski od inwestycji w skarbowe papiery dłużne, co ogranicza możliwości kredytowania gospodarki.
- Wzrastająca ekspozycja sektora bankowego na dług publiczny niesie ryzyko tzw. pętli zagłady, czyli wzajemnie napędzających się kryzysów sektora publicznego i finansowego.
- Obciążenia podatkowe oraz niskie zainteresowanie zagranicznych inwestorów polskim długiem mogą pogłębić problem, zwiększając koszty obsługi zadłużenia i ryzyko destabilizacji.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Popatrzmy na dane. Banki dobrze zarabiają na tym, że kupują państwowy dług bądź też papiery gwarantowane przez Skarb Państwa (czyli Banku Gospodarstwa Krajowego i Polskiego Funduszu Rozwoju). W październiku tego roku przychody odsetkowe z papierów dłużnych stanowiły 36,25 proc. całkowitych przychodów odsetkowych polskiego sektora bankowego - pokazują dane Związku Banków Polskich. Na koniec 2019 roku stanowiły zaledwie 10,66 proc., a na koniec 2023 roku - już 20,38 proc. Gdyby nie zyski z rządowych obligacji - zyski banków byłyby znacznie niższe.
Nic dziwnego, że zyski rosną, skoro Skarb Państwa rok po roku ma potrzeby pożyczkowe netto przekraczające 400 mld zł, jak w planach na 2026 rok, z czego emisje skarbowych papierów wartościowych mają pokryć ponad 240 mld zł. Ktoś to musi kupić. A zagraniczny popyt na polski dług jest od lat mizerny.
- Inwestorzy zagraniczni omijają Polskę od wielu lat - powiedział Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego, podczas dyskusji nad przedstawionym niedawno konsensusem prognoz Europejskiego Kongresu Finansowego.
Na koniec I półrocza tego roku instrumenty dłużne odpowiadały za 35,33 proc. całych aktywów banków, a kredyty za zaledwie 33,88 proc. W ten sposób polski sektor bankowy kredytuje deficyty finansów publicznych znacznie bardziej niż gospodarkę.
- W tym roku staliśmy się sektorem inwestycyjnym. W styczniu udział instrumentów dłużnych w aktywach banków przewyższył stan kredytów - powiedział na konferencji prasowej ZBP Tomasz Pawlonka, dyrektor Zespołu Badań i Analiz ZBP.
Gospodarka na bocznym torze
Trwający od lat wzrost udziału papierów skarbowych w aktywach banków dodatkowo powoduje, iż zmniejsza się udział kredytu. Jeszcze w 2019 roku dochody odsetkowe z udzielanych kredytów stanowiły bez mała 90 proc. całkowitych dochodów odsetkowych polskiego sektora, podczas gdy obecnie jest to mniej niż dwie trzecie.
- Taka wysoka ekspozycja na dług publiczny wpływa na potencjał kredytowania gospodarki - powiedziała Marta Penczar, dyrektor ośrodka EKF Research, podczas prezentacji konsensusu prognoz.
Widać to po suchych liczbach. W ciągu minionych sześciu lat instrumenty dłużne w aktywach banków zwiększyły się o blisko 794 mld zł, z tego w ciągu trzech kwartałów tego roku - o ponad 143 mld zł. Tymczasem kredyty dla sektora niefinansowego wzrosły w tym okresie o niespełna 139 mld zł, a w tym roku, kiedy widać już wyraźne ożywienie popytu - o 56 mld zł.
Co gorsze, pośród kredytów dla sektora niefinansowego kredyty inwestycyjne dla przedsiębiorstw wzrosły o nieco ponad 23 mld zł, a w tym roku zaledwie o 2,5 mld zł.
- To nie jest system, w którym w kolejnych latach chcielibyśmy funkcjonować. Mamy jeden z najmniejszych poziomów realnego kredytowania gospodarki - mówił Tomasz Pawlonka.
O ile problemy z kredytowaniem gospodarki leżą również po stronie popytu, chłodzonego przez ostatnie lata wysokimi stopami procentowymi, narastający udział skarbowych papierów dłużnych w bilansach banków zaczyna stanowić ryzyko dla stabilności polskiego systemu finansowego. Międzynarodowy Fundusz Walutowy uważa, że granicą bezpieczeństwa jest 20 proc. udziału tych instrumentów w aktywach, a w polskich bankach ich udział wynosił na koniec III kwartału 24,4 proc.
Czy wojsko zostanie bez broni?
Udział ten jest największy w całej Unii Europejskiej - pokazują dane ZBP. Polskie banki prześcignęły pod tym względem portugalskie, gdzie udział skarbowych papierowo dłużnych wynosi 24,3 proc. i rumuńskie - 23,1 proc. Mediana dla sektorów bankowych w UE to 12,1 proc. aktywów, a zatem w Polsce papierów skarbowych w bilansach jest ponad dwa razy więcej od mediany.
- Biorąc pod uwagę pogarszający się stan finansów publicznych i coraz większą presję na finansowanie długu publicznego, rośnie ryzyko, że ekspozycja sektora bankowego może być jeszcze silniejsza, a tak wysoki udział powoduje ryzyko nazywane "pętlą zagłady". Polega ono na zbyt dużej zależności sektora publicznego od sektora bankowego i ewentualne jakiekolwiek problemy jednego z tych sektorów będą wzajemnie na siebie oddziaływać - mówiła Marta Penczar.
Dokładnie taki mechanizm był przyczyną kryzysu zadłużenia w strefie euro w latach 2010-12. Po ujawnieniu, że zadłużenie Grecji jest znacznie wyższe niż wcześniej utrzymywał to rząd tego kraju, greckie obligacje natychmiast straciły na wartości. Banki trzymające te papiery w swoich aktywach musiały dokonać ich przeceny. Wycena obligacji następuje przez kapitał, co spowodowało drastyczne obniżenie wskaźników kapitałowych. Kryzys długu rządowego doprowadził do kryzysu bankowego. I odwrotnie - rządy musiały dokapitalizować banki, co zwiększyło ich długi. Np. Irlandia wydała 32 proc. PKB na ratowanie banków i popadła w niewypłacalność.
Czy w Polsce może dojść do zjawiska zwanego "pętlą zagłady", czyli napędzających się wzajemnie kryzysów długu rządowego i kryzysu bankowego? Jak działa "pętelka" doświadczyliśmy w ostatniej dekadzie października 2022 roku, kiedy przez kilka dni rentowności polskich obligacji i to o różnych tenorach zmagały się z barierą 9 proc., a ich ceny spadały na łeb na szyję. Bank Gospodarstwa Krajowego musiał odwołać aż dwa przetargi papierów, z których sprzedaży miał zapewnić fundusze na broń dla polskiego wojska. Gdyby potrwało to dłużej, wojsko mogłoby zostać bez broni.
Nadwyżki kapitałowe mogą stopnieć
Kiedy potrzeby pożyczkowe rządu rosną, a portfele banków pękają w szwach od obligacji ryzyko powtórki takiego scenariusza wciąż wisi nad polskim państwem i sektorem bankowym. Oczywiście, warunkiem materializacji ryzyka jest to, że ktoś zacznie obligacje
skarbowe wyprzedawać. Zapewne nie zrobią tego polskie banki, bo podcięłyby gałąź na której siedzą i zdestabilizowały źródło ogromnych zysków, jakie daje im kupowanie rządowego długu. Przypomnijmy jednak, że po minikryzysie z jesieni 2022 roku banki oszacowały straty w kapitałach na ok. 40 mld zł. A szok trwał naprawdę krótko.
Obecnie banki mają silne nadwyżki kapitałowe dzięki osiąganym przez minione dwa lata wysokim zyskom, dające im potencjał do udzielenia kredytów - według danych ZBP - na 460 mld zł. Gdyby zdarzył się szok, nadwyżki te mogłyby jednak gwałtownie stopnieć. To mogłoby spowodować problemy po stronie podaży kredytów w sytuacji, kiedy gospodarka - być może - rozpoczyna cykl inwestycyjny.
Struktura polskiego długu pokazuje, że jest on w miarę bezpieczny, zadłużenie w złotych stanowi niemal 80 proc. zobowiązań, a większość złotowego długu trzymają polskie instytucje finansowe. Pomimo jednak, że "zagranica" omija polskie papiery od wielu lat, ma ich na tyle dużo, że panika mogłaby spowodować silny wstrząs. Wszystko zależy ryzyka i od apetytu na ryzyko. Ryzyko rośnie.
Polskie banki zapewne będą dalej kupować polskie obligacje skarbowe oraz papiery BGK i PFR, bo nie ma kto ich kupić. Pytanie jest, jakiej będą żądać za to ceny. Pomimo silnego złagodzenia polityki pieniężnej w tym roku (obniżki głównej stopy NBP od maja wyniosły 175 punktów bazowych) rentowności polskich 10-latek wciąż trzymają się sporo powyżej 5 proc. i są na podobnym poziomie jak pod koniec 2023 roku. Od marca do 19 grudnia rentowności tych papierów obniżyły się zaledwie o 73,5 punktu bazowego.
Banki odbiją sobie podatek?
Rentowności papierów dwuletnich obniżyły się o ponad 136 pb, ale wciąż nie są w stanie trwale przełamać bariery 4 proc. Rentowności przekładają się na koszty obsługi zadłużenia, a to znaczy, że łagodzenie polityki pieniężnej przynosi im stosunkowo mniejszą ulgę, niż by mogło. To odzwierciedla premię za ryzyko. Ta pozostaje wysoka.
Toksyczny związek pomiędzy rządowym długiem a bilansami banków jeszcze bardziej pogłębia system opodatkowania tego sektora. Wprawdzie podatek od aktywów - który motywuje do kupowania rządowego długu, zamiast do udzielania kredytów - od przyszłego roku ma zostać nieznacznie obniżony, banki zapłacą 30-procentowy CIT. Uważają, że nałożenia takich danin na jeden, niekoniecznie najbardziej rentowny sektor gospodarki - jest niesprawiedliwe.
- Obciążenie sektora bankowego dodatkową stawką CIT jest absolutnie niesprawiedliwe, jeśli spojrzymy na rentowność innych branż - powiedział na konferencji prezes ZBP Tadeusz Białek.
Sytuacja wygląda dość paradoksalnie. Bo oto z jednej strony rząd dostarcza bankom krociowe zyski, sprzedając im swoje obligacje, a z drugiej spektakularnie zwiększa obciążenia fiskalne sektora, gwarantującego mu płynność. Czy w tej sytuacji banki mogą pozwolić sobie na kupowanie papierów skarbowych o niższych rentownościach? Niewykluczone, że obciążenia fiskalne banków odzwierciedlą się jeszcze w kosztach obsługi długu i bilans dla dłużnika wcale nie musi być dodatni.
Jacek Ramotowski












