Eksperci wskazują na paradoks rynkowy. Mówią o największym w historii szoku naftowym spowodowanym wojną na Bliskim Wschodzie i zwracają uwagę, że w tym samym czasie indeksy giełdowe odnotowują historyczne maksima. Twierdzą, że za nietypową sytuacją na giełdzie - obok szybkiego wzrostu inwestycji w technologie - stoi przekonanie inwestorów, że konflikt będzie krótkotrwały, a cena ropy naftowej wkrótce spadnie poniżej 100 dolarów za baryłkę. Co - ich zdaniem - nie zdąży wygenerować trwałej inflacji.
Goldman Sachs o zapasach ropy. Najniższe od 8 lat
Jednak napięcie na Bliskim Wschodzie trwa już ponad dwa miesiące. Mimo prób podejmowanych przez strony konfliktu, nie widać wyraźnych oznak szybkiego i całkowitego ponownego otwarcia cieśniny Ormuz i obiektów naftowych w Zatoce Perskiej, od których zależy 20 proc. dostaw węglowodorów.
W obliczu trwającego napięcia - między optymizmem giełdy a przedłużaniem się wojny - postanowiono ustalić, jak długo światowy system energetyczny wytrzyma bez dostaw ropy naftowej z dotkniętego konfliktem regionu. O analizę pokusiły się dwa duże banki inwestycyjne. W opublikowanych raportach każdy z nich doszedł do pesymistycznych, ale dość odmiennych wniosków.
Według Goldman Sachs - jednego z największych i najbardziej wpływowych banków inwestycyjnych świata - globalne zapasy ropy naftowej i produktów rafinowanych odpowiadają 101 dniom zapotrzebowania - najniższego poziomu od 8 lat. "Do końca maja zapasy spadną do 98 dni" - ostrzega bank. "Tempo wyczerpywania się zasobów jest tak szybkie, że naraża rynek na kolejne wstrząsy" - cytuje raport portal Oil Price.
Organizacja z Wall Street wyraziła opinię, że szybciej od ropy kurczą się zapasy produktów rafinowanych, głównie paliw. Goldman Sachs obliczył, że rezerwy wynoszą obecnie 45 dni - o 5 dni mniej niż przed wybuchem konfliktu. "Choć nie oczekuje się, aby poziom zapasów osiągnął tego lata krytyczny, minimalny poziom operacyjny (około 30-40 dni), szybkie tempo ich wyczerpywania budzi obawy" - wyraził opinię nowojorski bank. Ostrzegł też przed ryzykiem niedoborów niektórych produktów rafinowanych w Azji oraz paliwa lotniczego w Europie.
Société Générale. Pesymizm oceny
Sytuację na globalnym rynku paliwowym oceniła też Société Générale - jedna z największych francuskich i europejskich grup bankowych. Wnioski, do jakich doszli jej eksperci, są bardziej pesymistyczne niż prognozy Goldman Sachs. Francuzi twierdzą, że po odliczeniu zapasów, do których nie można szybko uzyskać dostępu, ponieważ stanowią rezerwy strategiczne lub są w tranzycie, w rezerwach pozostaje 600 milionów baryłek.
Société Générale ostrzega, że po ich wyczerpaniu, system znajdzie się w stanie presji operacyjnej. Jest to sytuacja, w której poziom zapasów ropy lub paliw spada do minimum technologicznego, zagrażając ciągłości dostaw. Wskazana przez francuska grupę ilość - 600 mln baryłek - odpowiada jedynie 6 dniom globalnego popytu. "Biorąc pod uwagę, że cieśnina Ormuz jest już prawie zamknięta, zapasy te mogą zniknąć w ciągu 30-50 dni" - prognozuje bank.
Autorzy raportu wskazują, że jednym ze wskaźników sceptycyzmu rynku, co do stanu zapasów, jest zeszłotygodniowa reakcja cen ropy na decyzję Zjednoczonych Emiratów Arabskich o wystąpieniu z OPEC. Zazwyczaj - zauważają - rynek zinterpretowałby to jako sygnał spadkowy dla cen, ponieważ ZEA wyraźnie dążą do zwiększenia swoich możliwości rynkowych. Jednak w dniu, w którym to ogłoszono, cena ropy Brent wzrosła o 4 proc.













