Według czerwcowego "Raportu o stabilności systemu finansowego" Narodowego Banku Polskiego, banki utworzyły ok. 106 mld zł rezerw na zaspokojenie roszczeń frankowiczów. Niektóre z nich - jak mBank - tyle rezerw, ile wynosi wartość kapitałów własnych. Przez długi czas nie było wiadomo, jakie rezerwy są naprawdę potrzebne do zaspokojenia roszczeń, bo orzecznictwo się zmieniało, było niestabilne, polskie sądy wysyłały mnóstwo zapytań do Trybunału Sprawiedliwość Unii Europejskiej, a na wykładnię TSUE trzeba było czekać miesiącami.
Banki tworzyły rezerwy posługując się swoimi wewnętrznymi modelami, w których najważniejszymi zmiennymi były liczba wytoczonych im spraw, dynamika napływu roszczeń, prawdopodobieństwo przegranej i wartość sporu. Prawdopodobieństwo przegranej było oceniane na początku jako niewielkie, ale po pamiętnym orzeczeniu TSUE z października 2019 roku w sprawie państwa Dziubaków (C-260/18) gwałtownie wzrosło. I wtedy właśnie zaczęła się ogromna fala tworzonych rezerw.
Spowodowały one, że np. mBank miał za 2021 rok blisko 1,2 mld zł straty, a rok później - ponad 700 mln zł. Ponad 1,3 mld zł straty w 2021 roku miał Millennium, a rok później - ponad miliard zł. Przypomnijmy, że jesienią 2021 roku stopy procentowe NBP zaczęły szybki marsz w górę aż do jesieni 2022 roku i to pozwoliło instytucjom wynurzyć głowę z topieli ponad wodę. Prezesów jednego z największych polskich banków mówił nawet w swoim czasie, że gdyby nie podwyżki stóp z polskiego systemu bankowego "nie byłoby co zbierać".
Miliardy złotych na rezerwy
Tworzenie rezerw przyspieszało. W 2022 roku banki utworzyły ich ponad 9,5 mld zł, o blisko 2 mld więcej niż rok wcześniej. W 2023 roku padł rekord, bo było to ponad 16,6 mld zł. Wówczas jeszcze nie wiadomo było, czy banki będą w stanie odzyskać od kredytobiorców pożyczony kapitał po tym jak będą musiały zwrócić im wszystkie wpłaty. Dopiero tegoroczne orzeczenie TSUE mówiące jasno, że bank ma prawo odzyskać kapitał (choć bez oprocentowania), korzystne dla banków, wyrok w sprawie biegu przedawnienia, a także wskazanie, żeby upadłą umowę rozliczać w ramach salda zamiast dwóch kondykcji wyraźnie poprawiło sytuację instytucji.
Naukowcy z Uniwersytetu Łódzkiego profesor Czesław Lipiński i Wojciech Zatoń w raporcie na temat sytuacji banków w I kwartale tego roku opublikowanym przez Warszawski Instytut Bankowości stwierdzają, że banki tworzą wciąż rezerwy, ale już w znacznie mniejszej skali. W I kwartale tego roku utworzyły ich tylko 947 mln zł, a więc o 59 proc. mniej niż w I kwartale 2025 roku. A i tak rezerwy zeszłoroczne w wysokości blisko 10,8 mld zł były o ponad 2,5 mld zł mniejsze niż rok wcześniej.
Ze 106 mld zł rezerw, o których mówi raport NBP, frankowicze już sporo uszczknęli. Na przegrane procesy, ugody, koszty prawne banki wydały ok. 50 mld zł. To znaczy, że zostało jeszcze więcej niż drugie tyle. Czy wszystkie te pieniądze trafią do frankowiczów?
Po ostatnich orzeczeniach TSUE widać, że raczej nie. Trochę na pewno zostanie. Ile? Tego nie wiemy, podobnie jak nie wiedzą same banki. Ale być może parę, kilka lub kilkanaście miliardów złotych spadnie im w pewnym momencie jak manna z nieba i zasilą ich wyniki finansowe. Kiedy?
- To zależy od ustaleń z audytorem. Ustalenia z audytorem są podstawą do tego, żeby móc rozwiązywać rezerwy zawiązywane na ryzyko prawne, a postawa audytorów jest oczywiście pochodną wielu zdarzeń - ile ugód bank zawarł, ile procesów jeszcze ma, jaka jest krzywa tych procesów, czy one się zmniejszają, czy wzrastają, czy kredyty spłacone są podważane - mówił prezes Związku Banków Polskich Tadeusz Białek na konferencji prasowej.
Ryzyko prawne wciąż się czai
Największym ryzykiem dla banków w jest teraz podważanie przez frankowiczów umów o kredyty spłacone. W tym tygodniu pierwsze z największych i najbardziej "ufrankowionych" banków podadzą raporty za II kwartał i pokażą w nich dynamikę takich spraw. Kolejnym ryzykiem jest podważanie umów hipotecznych w innych walutach - euro, dolarach. Jeszcze przed wielkim globalnym kryzysem finansowym banki udzielały kredytów nawet w jenach. Liczba "jenowiczów" jest prawdopodobnie jednak marginalna.
Ryzyko dla banków widać ze strony sankcji kredytu darmowego. ZBP podaje, że od korzystnego dla kredytobiorców orzeczenia TSUE 23 kwietnia (C-744/24) napłynęło w tej sprawie 6,6 tys. nowych reklamacji, a zapadło 1,5 tys. wyroków.
- Blisko 80 proc. rozstrzygnięć zapada na korzyść sektora bankowego - powiedziała wiceprezes ZBP Agnieszka Wachnicka.
Według "Raportu o stabilności…" zastosowanie sankcji kredytu darmowego do 10 proc. umów kredytowych skutkowałoby kosztem dla banków ok. 6 mld zł. Biorąc pod uwagę, że przegrywają ok. 20 proc. sporów z konsumentami, koszty SKD można szacować nawet na 12 mld zł. To oczywiście szacunki bardzo przybliżone.
Na razie skala rezerw na SKD jest symboliczna, bo np. PKO Bank Polski w I kwartale utworzył rezerwę z tytułu ryzyka spowodowanego przez SKD w wysokości 4 mln zł mając na karku 7263 postępowania o wartości sporu 202 mln zł. W związku z kwietniowym wyrokiem TSUE można spodziewać się znacznego zwiększenia rezerw na ryzyko prawne związane z SKD na koniec II kwartału. O tym banki także poinformują raportach. Natomiast ryzyko związane z podważaniem kredytów opartych na WIBOR - w świetle wyroku TSUE (C-471/24) - jest marginalne.
Czy kredyt będzie tańszy?
Jeśli banki - kiedyś, w przyszłości - rozwiążą rezerwy na roszczenia frankowiczów i będą to spore pieniądze, to powstaje pytanie - czy spadną marże kredytowe? Czy kredyt będzie tańszy? Według ubiegłorocznego raportu WIB na temat oprocentowania kredytów hipotecznych, średnia marża na tych kredytach w okresie od maja 2024 do kwietnia 2025 wynosiła 1,79 proc., przy czym 0,3 punktu procentowego szło na pokrycie ryzyka związanego z roszczeniami frankowiczów.
W raporcie o sytuacji banków w I kwartale główny ekonomista Pracodawców RP Kamil Sobolewski zwraca uwagę, że do 2022 roku wskaźniki kredytu udzielonego przez banki, kapitałów oraz kapitałów i rezerw do PKB wykazywały dodatnią korelację, czyli - mówiąc wprost - szły ze sobą ręka w rękę. Im więcej kapitałów, tym większa możliwość udzielenia kredytu, a im więcej kredytu tym rezerwy muszą być wyższe. Wszystko się zgadzało.
W 2022 roku niebotycznie zaczęły rosnąć rezerwy na ryzyko prawne. Co się zmieniło? Koszt kredytu, bo rosnące rezerwy oznaczają wyższe koszty ryzyka, a wyższe kapitały oznaczają konieczność generowania wyższych zysków, aby bank mógł utrzymać oczekiwany zwrot z kapitału. Dlatego skutkiem roszczeń frankowiczów był droższy kredyt. Dla wszystkich.
Czy to się zmieni w miarę jak rezerwy na ryzyko prawne maleją, a być może banki zaczną je rozwiązywać? Zadecyduje o tym konkurencyjna presja. Na razie - zgodnie z wypowiedziami samych bankowców - widać ją już w kredytach dla firm. Mówią oni, że marże spadają tak mocno, że ledwo pokrywają podatek bankowy. Z drugiej strony wzrost opodatkowania zysków podatkiem CIT zachęca banki do utrzymania marży jak najwyżej. Niewykluczone, że im wyższy CIT, tym droższy będzie kredyt.
Jacek Ramotowski













