Reklama

Blackout przez upały. Czy w tym roku też czekają nas ograniczenia w dostawach prądu?

Zeszłoroczne ograniczenia w dostawach prądu zostały wywołane głównie przez upały. Tegoroczne lato też zaczęło się gorąco. Czy grozi nam powtórka z rozrywki? Koniec czerwca upłynął pod znakiem kolejnych rekordów zużycia energii w porannym szczycie w okresie letnim - 23 i 24 czerwca zapotrzebowanie wzrosło odpowiednio do 22,6 tys. MW i 22,7 tys. MW. W rezerwie pozostawało nieco ponad 2,4 tys. MW. To wciąż sporo, jednak mniej niż roczna średnia - ok. 4,5 tys. MW.

Ograniczenia w dostawach są prawdopodobne. - Nie można tego wykluczyć, to zależy od pogody - twierdzi pełnomocnik ds. strategicznej infrastruktury minister Piotr Naimski. Jeżeli nastąpią długotrwałe upały, to mogą być powody do obaw. Najprościej rzecz ujmując, taka pogoda zwiększa popyt na energię (klimatyzatory), a zmniejsza podaż. Na skutek zmniejszenia poziomu wód w rzekach elektrownie węglowe mają kłopoty z chłodzeniem kotłów i pracują ze znacznie mniejszą sprawnością.

Reklama

Należy więc liczyć się z tym, że w tym roku, a zapewne i w kilku następnych, nasz system energetyczny będzie działał na granicy bezpieczeństwa. Na tegoroczne lato możemy jednak patrzeć z nieco większym optymizmem, bo z sierpniowego kryzysu 2015 r. zostały wyciągnięte pewne wnioski. Pole manewru było niewielkie, bo największe inwestycje energetyczne, jak nowe bloki w Jaworznie, Kozienicach czy Opolu, zostaną zakończone dopiero za kilka lat.

Jako pierwszy wystartuje w 2017 r. blok w Kozienicach. Na przełomie lat 2018 i 2019 dołączą nowe bloki Elektrowni Opole, w 2019 r. do systemu zostanie włączony nowy blok w Jaworznie. Jedyny bardziej znaczący nabytek energetyczny, na jaki możemy liczyć, to nowy blok gazowo-parowy Elektrociepłowni Włocławek, który może dać ok. 460 MW. Mimo to udało się jednak podjąć działania oddalające groźbę wyłączeń.

Po pierwsze, przesunięto niezbędne konserwacje i remonty poza okresy letniego i zimowego szczytu. W efekcie, o ile w ubiegłym roku z tego powodu było odstawionych w porywach nawet do 6 tys. MW mocy, w tym będzie to ok. 2 tys. MW. Ponadto jeszcze pod koniec ubiegłego roku zdecydowano o odłożeniu wyłączenia z eksploatacji jednego z bloków w Bełchatowie - nie będzie on może pracować z pełną mocą i będzie mógł być używany tylko przez 1500 godzin w roku, jednak w sytuacjach awaryjnych będzie mógł być wykorzystany.

Po drugie, do funkcjonującej operacyjnej rezerwy mocy w tym roku dołączyła tzw. zimna interwencyjna rezerwa mocy. Polega ona na tym, że w razie deficytów będą włączane wyeksploatowane już bloki elektrowni Siersza i Stalowa Wola (Tauronu), a także Zespołu Elektrowni Dolna Odra (PGE) o łącznej mocy 830 MW. To daje kolejne rezerwy, jednak nie jest to sytuacja doskonała.

- Mam wątpliwości co do tego rozwiązania. Po pierwsze, to nie jest droga do szybkiego uzupełnienia braków - proces uruchamiania bloków trochę trwa. Po drugie, mówimy o bardzo wyeksploatowanym materiale. Chciałbym mieć pewność, że one się w ogóle dadzą uruchomić - mówi Tomasz Chmal, ekspert Narodowego Centrum Studiów Strategicznych.

Po trzecie, zwiększyły się możliwości zakupu energii za granicą - przede wszystkim za sprawą mostu energetycznego z Litwą. To kolejne 500 MW. Tuż po ubiegłorocznym krachu polski operator PSE podpisał również umowę z Ukrainą, w ramach której będziemy mogli w razie potrzeby wykorzystać 100 MW. Trzeba też pamiętać, że już wcześniej łączył nas kabel o mocy 600 MW ze Szwecją, mamy też połączenia z Niemcami, Czechami i ze Słowakami (6 tys. MW), jednak ich pełne wykorzystanie nie jest możliwe ze względu na niedostateczną sieć przesyłową wewnątrz naszego kraju i na umowy handlowe między tymi krajami.

W razie kłopotów nie uratują nas OZE - wprawdzie w farmach wiatrowych mamy zainstalowanych ponad 5 tys. MW mocy, ale doświadczenie ubiegłego roku uczy, że rekordowym upałom towarzyszyła również bezwietrzna pogoda. Więc na zasilenie krajowego systemu z tego źródła nie ma specjalnie co liczyć.

Inaczej wygląda sprawa z fotowoltaiką - przy słonecznej pogodzie panele słoneczne mogłyby stanowić uzupełnienie dla tradycyjnej energetyki, jednak w Polsce wciąż jest to mało rozwinięty segment rynku - ok. 130 MW, a nowa ustawa o OZE, która preferuje stabilniejsze źródła energii niż wiatr i słońce, raczej nie sprzyja rozwojowi tego segmentu w przyszłości.

Jesteśmy zatem lepiej przygotowani (w miarę skromnych możliwości) i o ile nie zdarzy się duża nieprzewidziana awaria - a przypomnijmy, że w ubiegłym roku to usterka w jednym z bełchatowskich bloków, która spowodowała jego późniejsze włączenie, była jednym z czynników przesądzających o tym kryzysie - w tym roku powinno się obyć bez ograniczeń w dostawach prądu.

Adam Sofuł

30.06.2016

Dowiedz się więcej na temat: prąd | energetyka | blackout | tym | dostawy prądu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »