Falklandy, znane również Malwinami, to archipelag na południowym Atlantyku - 2 duże wyspy i ponad 200 małych - oddalony o około 480 kilometrów od wybrzeży Argentyny. Oficjalnie stanowią one brytyjskie terytorium zamorskie (podobnie jak w Europie Gibraltar). Prawa do tych terenów od wieków rości sobie Argentyna, co w 1982 roku doprowadziło do konfliktu zbrojnego. Trwał ponad 70 dni i zakończył się kapitulacją Buenos Aires.
Londyn i Buenos Aires. Kolejny spór
Tym razem spór dotyczy nie przynależności, a projektu wydobycia ropy. Odwierty będą prowadzone na polu naftowym Sea Lion (Lew Morski), położonym 220 km na północ od Falklandów. Jak wynika z rządowej strony archipelagu, w grudniu 2025 roku nowo powołane konsorcjum oraz gabinet rządzący podjęły ostateczną decyzję inwestycyjną o pełnej egzekucji projektu.
Głównym operatorem odpowiedzialnym za wydobycie i posiadającym 65 proc. udziałów jest izraelska firma Navitas Petroleum. Współpracuje z nią brytyjska Rockhopper Exploration - spółka zajmująca się poszukiwaniem i wydobyciem ropy naftowej. A całość popiera Londyn i rząd archipelagu.
Donosi, że rozpoczęto budowę infrastruktury niezbędnej do wierceń. Pierwsze wydobycie ropy planowane jest na marzec 2028 roku. Z przeprowadzonych obliczeń wynika, że szczytowa eksploatacja złoża osiągnie w 2032 roku 50 tys. baryłek dziennie.
Z owiec na wydobycie ropy. I wzrost zysków
Przez dziesięciolecia gospodarka Falklandów opierała się głównie na hodowli kałamarnic (inaczej kalmarów) i owiec. Mimo że projekt Sea Lion jest niewielki w porównaniu z innymi inwestycjami naftowymi realizowanymi na morzu, ma on potencjał potrojenia obecnego PKB Falklandów. W 2024 r. wyniósł on 175 mln funtów (prawie 234 mln dol.) - wynika z danych Służby Statystycznej (Statistical Service) Falklandów.
Oznaczałoby to gigantyczne wpływy podatkowe z wydobycia ropy naftowej dla rządu archipelagu. Wykonawca projektu, Navitas, prognozuje, że roczne dochody rządu z projektu Sea Lion osiągną w 2034 roku 280 milionów funtów. Jeśli tak się stanie, będzie to więcej niż otrzymuje Wielka Brytania, której dochody mają spaść do 100 milionów funtów do 2031 roku. Londyn zmaga się ze spadkiem zasobów własnych złóż na Morzu Północnym, gdzie od 2000 roku produkcja spadła o 80 proc.
Argentyna ostrzega. Może mieć rację
Postępy w projekcie wydobywczym rozgniewały Argentynę położoną 480 km od pola naftowego Lew Morski. Południowoamerykański kraj rości sobie prawa do wysp. Prezydent Javier Milei nazwał projekt Falklandów "jednostronną i nielegalną próbą przejęcia zasobów należących do Argentyny". Obiecał podjęcie wysiłków dyplomatycznych w celu jego powstrzymania.
Historyczka i wykładowczyni związana z Uniwersytetem Cambridge, Grace Livingstone, ostrzegła, że Buenos Aires "może mieć podstawę prawną przeciwko temu projektowi". Wskazała na rezolucję ONZ zakazującą "jednostronnych zmian" status quo na wyspach. Mogłoby to doprowadzić do oskarżenia Londynu za złamanie prawa międzynarodowego.
Mimo ostrzeżeń realizacja projektu trwa. Dla rządu Falklandów dochody z ropy sfinansowałyby modernizację przestarzałej infrastruktury. Brytyjskie zamorskie terytorium w ostatnich latach doświadczało przerw w dostawach prądu i planuje budowę nowej elektrowni, turbin wiatrowych, zakładu utylizacji odpadów oraz portu. Wszystkie te inwestycje oszacowano łącznie na 350 milionów dolarów.
Ustawodawcy Falklandów rozważają utworzenie funduszu majątku narodowego, który zarządzałby nieoczekiwanymi dochodami z ropy. Na razie zdecydowano, że część dochodów z eksploatacji złóż zostanie przeznaczona na obronę terytorium i utrzymanie garnizonu armii brytyjskiej. Poinformowano też, że dzięki projektowi pracę znajdzie 240 osób, a na wyspach osiedli się około 230 nowych mieszkańców. Oznacza to, że populacja Falklandów zwiększy się o prawie 8 proc.














