W skrócie
- Państwa Zatoki Perskiej przyspieszają budowę infrastruktury transportowej, aby zredukować zależność od eksportu ropy przez zagrożoną irańskimi atakami Cieśninę Ormuz.
- Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie inwestują w rozbudowę alternatywnych rurociągów, które umożliwią bezpieczniejszy przesył surowców w stronę oceanów.
- Irak i Kuwejt pozostają w trudnej sytuacji gospodarczej, ponieważ ich logistyka opiera się głównie na portach w Zatoce Perskiej.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
- Mamy bardzo wyraźny i długoterminowy sygnał z arabskich krajów Zatoki Perskiej, aby nie tyle odciąć się od cieśniny Ormuz, ale znacznie zmniejszyć znaczenie tej przeprawy dla transportu surowców i innych towarów - mówi w rozmowie z Interią Kamil Szczepański ale zaznacza, że nawet jeśliby zrealizowano wszystkie zapowiadane plany inwestycyjne, Ormuz wciąż pozostanie ważnym "wąskim gardłem" w światowym transporcie.
- Co ważne, jeślibyśmy chcieli realizować projekty jakie teraz wymyślają sobie kraje Zatoki Perskiej, to w Europie czy nawet w USA byłyby to gargantuiczne przedsięwzięcia, których realizacja trwałaby dekady - ekspert tłumaczy, że kraje arabskie wciąż są niewyobrażalne bogate i gotowe do inwestowania pod hasłem "cena nie gra roli". Jego zdaniem, dodatkowo kraje te w realizacji wielkich inwestycji infrastrukturalnych nie będą specjalnie liczyć się z czymś, co Zachód nazywamy normami środowiskowymi czy dobrymi praktykami w zatrudnianiu i prawie pracy.
Jakby na potwierdzenie doniesień o inwestycyjnych planach firm działających w krajach nad Zatoką Perską, wielka DP World Logistic (globalna firma logistyczna obsługująca fracht morski, transport lądowy, magazynowanie i spedycję) informuje o planach budowy nowego portu oraz terminalu kontenerowego na wschodnim wybrzeżu Zjednoczonych Emiratów Arabskich, w okolicach Fudżajry. "Financial Times" poinformował, że prowadzone są rozmowy na temat budowy zupełnie nowego portu wielofunkcyjnego na wybrzeżu emiratu Fudżajra oraz nowego terminalu w istniejącym już porcie.
Arabskie kraje z Zatoki Perskiej chcą się wyrwać spod irańskich rakiet. Ruszą z inwestycjami na pustynię
Państwa Zatoki Perskiej utraciły kluczowe dochody z eksportu i zostały zmuszone do wstrzymania wydobycia ropy na poziomie około 11 milionów baryłek dziennie, a także do zamknięcia wielu rafinerii i instalacji LNG - w swojej niedawnej analizie Reuters poddaje pod wątpliwość powrót sytuacji w rejonie Zatoki Perskiej do normy znanej od lat. "Dżina z cieśniny Ormuz" nie da się już z powrotem zamknąć w butelce. Przyszłe blokady stanowią obecnie realne i trwałe zagrożenie zarówno dla regionu, jak i dla światowej gospodarki - Reuters dodaje, że opracowanie alternatywnych szlaków eksportu energii, chemikaliów i nawozów stało się dla państw Zatoki Perskiej kwestią przetrwania gospodarczego.
Całkowite uniezależnienie się arabskich krajów Zatoki Perskiej od cieśniny Ormuz nie jest możliwe. Analitycy oceniają jednak, że nawet przekierowanie choćby w połowie strumieni surowców poza cieśninę spowodowałoby, że jej blokady byłyby uciążliwe, ale nie krytyczne. - Ocenia się, że realnym terminem jest 2031 rok, do którego kraje Zatoki Perskiej mogłyby ograniczyć uzależnienie od transportu przez cieśninę Ormuz do 30-40 proc. - mówi Kamil Szczepański. Dodaje jednak, że Iran najpewniej utrzyma zdolność atakowania celów w regionie, także poza samą cieśniną, co komplikuje realizację planu budowy szlaków alternatywnych dla Ormuz.
-Warto przy tym pamiętać, że czynnik ryzyka jakim jest strategia Iranu polegająca na stwarzaniu militarnego zagrożenie dla handlowych szlaków nie zniknie z dnia na dzień - Kamil Szczepański podkreśla, że Iran dysponuje szeroką paletą środków rażenia i nawet wyprowadzenie rurociągów daleko od cieśniny Ormuz nie gwarantuje, że będą one wolne od zagrożenia. Dodatkowo, Iran stwarza też - przez sojusz z jemeńskimi Huti - zagrożenie dla drugiego wąskiego gardła światowej logistyki, jakim jest "Brama Łez" - cieśnina Bab al-Mandab łącząca Morze Czerwone z Morzem Arabskim.
Jakie więc mają plany kraje Zatoki Perskiej pragnące jak najszybciej uciec spod irańskich rakiet i dronów? Przykład dałą i ścieżki wytyczyła Arabia Saudyjska. Saudowie już dawno zrozumieli, że poleganie tylko na geopolitycznie wybuchowym wąskim gardle, jakim jest Ormuz, nie było dobrą strategią.
Arabia Saudyjska wytyczyła ścieżkę prowadzącą do uwolnienia się od przekleństwa cieśniny Ormuz
Arabia Saudyjska stanowi najlepszy przykład korzyści płynących z budowy rurociągów omijających cieśninę Ormuz. Światowe agencje wyliczają, że przed wybuchem wojny największy na świecie eksporter ropy naftowej (Arabia Saudyjska) kierował 60 proc. dostaw do portu Janbu nad Morzem Czerwonym, korzystając z rurociągu biegnącego przez terytorium kraju, od wybrzeża Zatoki Perskiej. Przypomnijmy: poaństwowy koncern Saudi Aramco zbudował tę liczącą grubo ponad tysiąc kilometrów trasę w latach 80. ubiegłego wieku starając się zabezpieczyć na wypadek scenariusza blokady Ormuz.
Ten pustynny rurociąg okazał się dla Aramco wybawieniem także podczas obecnej eskalacji. Ropa z Janbu nad Morzem Czerwonym może być przeładowywana na tankowce zmierzające do Europy przez pobliski Kanał Sueski, ale może także płynąć w drugą stronę - przez wspomnianą Bab al-Mandab na Ocean Indyjski i dalej do najdalszych krajów Azji. Te ostatnie - jak pokazały skutki obecnej wojny - najbardziej ucierpiały z powodu blokady Ormuz.
Jaki jest, powielu latach, efekt tych zabiegów? Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) wiele tygodniu po ataku USA i Izraela na Iran prognozował, że gospodarka Arabii Saudyjskiej wzrośnie w 2026 roku o 3,1 proc. - co oznacza spadek o zaledwie 1,4 punktu procentowego w porównaniu z prognozą sprzed wojny.
Abu Zabi ma dość niepewności związanego z cieśniną Ormuz. Emiraty stawiają na rozbudowę Fudżajry
Zjednoczone Emiraty Arabskie stoją "twarzą w twarz" (w geograficznym sensie) z irańskim zagrożeniem. Choć to Oman terytorialnie administruje południowymi brzegami Ormuz, ZEA jest w bezpośredniej bliskości, a po drugiej stronie cieśniny ma Fudżajrę - port nad Zatoką Omańską, położony ledwie kilkadziesiąt mil morskich od Ormuz. Światowe agencje zwróciły uwagę, że choć funkcjonowanie terminalu w Fudżajrze zostało zakłócone w wyniku irańskiego ostrzału (komentowane w światowych mediach irańskie uderzenie w portowe instalacje), ZEA nadal były w stanie eksportować około 1,8 miliona baryłek ropy dziennie, co stanowiło mniej więcej połowę ich produkcji sprzed wojny.
Ale to mało - Abu Zabi zadecydowało o rozbudowie Fudżajry - mimo bezpośsredniego zagrożenia irańskimi atakami. Od emirackich złóż po stronie Zatoki Perskiej zostanie pociagnęta dodatkowa nitka rurociagu do Fudżajry nad Zatoką Omańską (z otwartym wyjściem na Ocean Indyjski) podwajająca możliwości eksportowe. ZEA w marcu br. wystąpiły z OPEC, aby zwiększyć wydobycie i sprzedaż surowca, więc rozbudowa Fudżajry wpisuje się w logikę postępowania władz w Abu Zabi.
Irak i Kuwejt w trudnej sytuacji. Blokada Ormuz mocno uderza w te arabskie kraje
-Irak i Kuwejt to osobna historia pośród krajów Zatoki Perskiej - oba te kraje, mimo wydobycia ropy nie są przykładem bliskowschodniego "obrzydliwego bogactwa" zasilanego petrodolarami - zwraca uwagę cytowany wcześniej Kamil Szczepański z XTB. - W przypadku Iraku i Kuwejtu mówimy o państwach biedniejszych i niestabilnych. - Tam odcięcie od dochodów z ropy, nawet tylko tymczasowe, jest problemem - dodaje.
Targany niepokojami i wciąż niestabilny Irak zdaje się najbardziej zagrożonym krajem w rejonie Zatoki Perskiej, w przypadku trwającej blokady Ormuz. Większość irackiej produkcji koncentruje się na południu, porty wywozowe (Basra) są ukierunkowane na transport przez Zatokę Perską i cieśninę Ormuz. Po wybuchu obecnej wojny na Bliskim Wschodzie Irakijczycy analizują możliwości eksportowania ropy na północ, w stronę Turcji, czy Syrii. Tutaj jednak pojawiają się problemy - nie tylko gospodarcze, ale i polityczne.
Niewielki i bogaty Katar dla odmiany jest przykładem zapobiegliwości szejków, którzy od wielu lat starali się dywersyfikować inwestycje i skutecznie wychodzić poza schemat "stacji paliw". Katar przede wszystkim wyspecjalizował się w produkcji LNG, ale to akurat - w wyniku blokady Ormuz - stało się problemem. LNG transportowane jest statkami, a do tego instalacje do produkcji takiego gazu są delikatne, skomplikowane i kosztowne. Po ataku Iranu na instalacje LNG Katar musiał zerwać kontrakty na wysyłkę gazu (m.in. do Polski) powołując się na "siłę wyższą".
Jednak potężne państwowe QatarEnergy znane jest też z tego, że buduje międzynarodowe portfele inwestycyjne obejmujące ropę naftową, gaz czy odnawialne źródła energii, co amortyzuje skutki obecnego kryzysu.
Izrael bramą dla arabskiej ropy? Nie wszyscy w to wierzą
Co ciekawe, na początku lipca izraelski minister energii zaproponował budowę rurociagu dla ropy znad Zatoki Perskiej wprost na wybrzeże Morzą Śródziemnego. Taki "naftowy szlak" dla Europy byłby wybawieniem.
"Państwa Zatoki Perskiej nie chcą być zależne ani od Iranu, ani od Huti z Jemenu w kwestii eksportu ropy, który stanowi ich główne źródło dochodów" - powiedział agencji Reuters Eli Cohen (izraelski minister energii).
"Jeśli stworzy się trasę lądową, można ominąć zarówno Iran, jak i Huti... Najlepsza trasa prowadzi przez państwo Izrael" - dodał.
Na mapie wszystko się doskonale układa: rurociąg miałby 700 km, biegłby z Arabii Saudyjskiej do Ejlatu. Stamtąd ropa mogłaby być przesyłana rurociągiem do Aszkelonu i ładowana na tankowce płynące do Europy.
Jednak mapa to nie wszystko - eksperci studzą emocje i tłumaczą, że trudno w tej chwili sobie wyobrazić taką współpracę krajów arabskich z Izraelem.













