W skrócie
- Notowania ropy Brent przekroczyły 100 dolarów za baryłkę w reakcji na brak perspektyw na deeskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz obawy o ograniczenia podaży.
- Ceny gazu w hubie TTF przekroczyły 80 euro za MWh, co budzi obawy o koszty ogrzewania przed zimą.
- Rosnące ceny surowców oraz rentowności obligacji mogą nasilić presję inflacyjną i wydłużyć okres utrzymywania wysokich stóp procentowych.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Wczoraj jeszcze 75 euro/MWh; dzisiaj już ponad 80 euro/MWh - tak rosnące ceny gazu (benchmarkowe dla Europy ceny w holenderskim hubie TTF) nie wróżą niczego dobrego. Jeżeli wzrostowy trend się utrzyma, Europa (w tym Polska) u progu jesieni i zbliżającej się zimy stanie z zapełnionymi w ok. 65 proc. magazynami (najniżej na początku września w stosunku do kilkuletniej średniej) i perspektywą zakupów po cenach dwa razy wyższych w porównaniu np. z lipcem br. (ok. 40 euro/MWh). Co prawda Polska ma magazyny zapełnione w 95 proc. i zapewnione dostawy LNG z USA, jednak rosnące na świecie ceny mogą nie pozostać obojętne nawet dla odbiorców indywidualnych.
Rosną ceny gazu na giełdach - co z cenami gazu dla gospodarstw domowych?
Wyjaśnijmy - taryfy gazowe mamy stałe do końca br. - w przyszłym roku eksperci nie spodziewali się znaczących podwyżek, ale nikt raczej nie przewidywał obecnej sytuacji na surowcowych rynkach. Co będzie z gazowymi taryfami dla gospodarstw domowych? Na razie tego nie wie nikt, ale już teraz pojawiają się głosy o możliwym subsydiowaniu (utrzymywaniu niższych cen) w 2026 roku.
Świat po cichu liczył na szybkie zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie i najwyraźniej się przeliczył. Deeskalacji nie widać, a przez cieśninę Ormuz przepływał gaz LNG z Kataru. Od czasu zbombardowania infrastruktury Qatar Energy, LNG z Kataru nie jest dostarczane (gazowce i tak nie mogłyby przepływać przez Ormuz) z powołaniem się na tzw. siłę wyższą, która "usypia" niezrealizowane kontrakty. Na szczęście dla nas, bazujemy już na dostawach LNG z USA, ale ubytek LNG z Zatoki Perskiej (ok. 20 proc. światowego handlu) daje o sobie znać galopadą cen (duża konkurencja o dostawy gazu między Europą i Azją).

Baryłka ropy Brent wyceniana na 101 dolarów. Spełnia się czarny scenariusz
Poziom 100 dolarów za baryłkę ropy Brent (kontrakty terminowe) nie jest niczym nadzwyczajnym (po ataku USA i Izraela na Iran cena przeskoczyła poziom 120 dolarów). Kłopot jednak w tym, że taki cenowy "wystrzał" nie może się utrwalić, a tym razem mamy rynkową utratę wiary w możliwe szybkie zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie. Przypomnijmy: w swoim niedawnym raporcie analitycy Goldman Sachs zasugerowali wzrost ceny baryłki ropy do 120 dolarów, jeżeli cieśnina Ormuz nie zostanie w najbliższej przyszłości otwarta. Wiele wskazuje na to, że szybką stabilizację w rejonie Ormuzu możemy włożyć obecnie między bajki.
Jakby tego było mało, traderzy "wyceniają" utrzymywanie się wysokich cen ropy - rentowności obligacji "szaleją" (polskie 10-latki ponownie powyżej 6 proc.) a to bywa potwierdzeniem oczekiwań inflacyjnych (szczególnie istotne przed posiedzeniem Fed, podczas którego może dojść do "jastrzębiej" ekspresji członków FOMC).
Cena ropy Brent przekroczyła w środę, 9 września, 100 USD za baryłkę, osiągając najwyższy poziom od około sześciu tygodni (...). Do eskalacji dochodzi po miesiącach zakłóceń eksportu i uszczuplania zapasów, przez co rynek staje się coraz bardziej podatny na kolejne ograniczenia podaży. Dla konsumentów i przedsiębiorstw dłuższe utrzymywanie się cen powyżej 100 USD może oznaczać droższe paliwa oraz wyższe koszty transportu i produkcji. Może również ponownie nasilić presję inflacyjną i wydłużyć okres wysokich stóp procentowych - napisali w popołudniowym komentarzu (w środę) analitycy XTB.
Eksperci dodali, że ceny wciąż pozostają ok. 20 proc. poniżej kwietniowego szczytu na poziomie 126 USD za baryłkę. "Rynek mierzy się jednak z nowymi zagrożeniami przy mniejszych zapasach i ograniczonych wolnych mocach wydobywczych" - dodali.











