Ceny ropy naftowej spadają po wcześniejszych gwałtownych wzrostach, a rynki reagują na sygnały możliwego złagodzenia napięć między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, w tym doniesienia o potencjalnym powrocie do rozmów pokojowych - pisze BBC.
Ceny ropy naftowej spadają. Trump: Druga strona się z nami skontaktowała
We wtorek (14 kwietnia) notowania ropy wyraźnie spadły. Cena ropy Brent obniżyła się o 3,8 proc., do poziomu 95,54 dol. za baryłkę, natomiast amerykańska ropa WTI potaniała o 6,1 proc., do 92,85 dol. Spadki nastąpiły po poniedziałkowym skoku cen powyżej 100 dol. za baryłkę, który był reakcją na decyzję prezydenta USA Donalda Trumpa o blokadzie irańskich portów po nieudanych negocjacjach.
Sytuacja zmieniła się po wypowiedzi sugerującej możliwość powrotu do rozmów pokojowych. "Mogę powiedzieć, że druga strona się z nami skontaktowała. Bardzo chcą zawrzeć porozumienie" - powiedział Trump dziennikarzom przed Białym Domem.
Analitycy podkreślają, że nawet z pozoru nieistotne sygnały o deeskalacji mają duży wpływ na rynki. "Dalsze spadki we wtorek wynikają z przebłysków nadziei, że obie strony nadal chcą osiągnąć trwałe porozumienie pokojowe" - oceniła Lindsay James z Quilter. Dodała, że inwestorów uspokaja także wizja kolejnej rundy rozmów.
Czekają nas dalsze wzrosty cen? "Kwiecień może być nawet gorszy"
Mimo chwilowego uspokojenia sytuacji ceny ropy pozostają znacznie wyższe niż przed wybuchem konfliktu, gdy baryłka surowca kosztowała około 73 dol. Kluczowym punktem napięć pozostaje cieśnina Ormuz, przez którą przepływa blisko jedna piąta światowych dostaw ropy i gazu.
Eksperci zwracają również uwagę, że rynek może reagować z opóźnieniem na realne skutki zakłóceń. "Kwiecień może być nawet gorszy niż marzec, ponieważ w marcu otrzymywaliśmy jeszcze ładunki załadowane przed początkiem kryzysu... a w kwietniu nic nie jest ładowane" - ostrzegał szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) Fatih Birol.
Według danych IEA w marcu globalne dostawy ropy spadły o 10,1 mln baryłek dziennie, co określono jako "największe zakłócenie w historii". W odpowiedzi państwa członkowskie uwolniły 400 mln baryłek z rezerw strategicznych.
Eksperci podkreślają, że choć udział Iranu w globalnej podaży nie jest dominujący, eskalacja konfliktu może wpłynąć na transport surowca z całego regionu Zatoki Perskiej. "Zobaczymy wysokie - a być może jeszcze rosnące - ceny energii, dopóki nie zostanie przywrócony realny ruch statków przez cieśninę Ormuz" - powiedział amerykański sekretarz energii Chris Wright.












