Zamknięcie cieśniny Ormuz, jak również ataki na infrastrukturę energetyczną na Bliskim Wschodzie spowodowało spore problemy z importem ropy i gazu do wielu krajów. Największym beneficjentem tej sytuacji staje się Rosja. Za baryłkę ropy Urals trzeba było kilka dni temu zapłacić ponad 111 dolarów - to więcej niż po wybuchu wojny w Ukrainie.
USA zniosły sankcje na rosyjską ropę
Jak tłumaczy w rozmowie z money.pl dr Przemysław Zaleski, ekspert ds. bezpieczeństwa energetycznego, Moskwa może obecnie dyktować warunki cenowe ze względu na wzmożony popyt.
Rosji sprzyja również Donald Trump, który na 30 dni zniósł sankcje na rosyjską ropę załadowaną już na tankowce.
"Szybkie szacunki wykazują, że za sprawą wywindowania cen surowców i zwolnienia z sankcji Rosja mogła zarobić na surowcach w ciągu miesiąca trwania tego konfliktu dodatkowe 20 mld dol." - wskazuje ekspert. Portal zauważa, że ten dodatek to znacznie więcej niż ostatni średni miesięczny zarobek na ropie i produktach ropopochodnych (11 mld dolarów).
Kryzys na Bliskim Wschodzie wpływa na Rosję
Jak podawał sekretarz skarbu Scott Bessent zniesienie sankcji na ropę dotyczy około 140 mln baryłek, które znajdują się na pokładzie statków. Ocenił, że zapasy mogą wystarczyć od 10 dni do dwóch tygodni. Oznacza to zwiększone zapotrzebowanie na ropę z różnych źródeł.
"Rosja dzięki kryzysowi w Zatoce Perskiej i działaniom Trumpa wróciła do gry i zaczyna być niestety postrzegana jako stabilny, czy wręcz wiarygodny dostawca" - mówi dr Zaleski.
Nie tylko ropa Urals drożeje. Podwyżki cen widać także w przypadku ropy ESPO, która transportowana jest m.in. przez Port Kozmino, gdzie widać znaczący wzrost przeładunków.












