Do wydarzeń doszło w zeszłym tygodniu, kiedy to imigranci z Maroka sforsowali lądową granicę Ceuty - hiszpańskiego miasta położonego po afrykańskiej stronie Cieśniny Gibraltarskiej. Rozdziela je podwójna, betonowo-metalowa zapora sięgająca 10 metrów wysokości. Na teren eksklawy - terytorium otoczonego ze wszystkich stron innym państwem - przedostało się około 60 tys. osób. Wśród nich było wielu nieletnich i kobiet z dziećmi.
Przedsiębiorcy wskazują straty. Najbardziej handel
Sektorami, które odczuły zeszłotygodniowe wydarzenia, są handel i usługi. Od czwartkowego popołudnia, kiedy rozpoczął się szturm, i przez cały piątek w mieście nieczynne były sklepy. "Niektóre lokale zaczęły ponownie otwierać się w sobotę, jednak wiele z nich nie odważyło przyjmować klientów" - informują cytowani przez Expansión przedsiębiorcy.
Z danych gazety ekonomicznej wynika, że Ceuta wciąż nie wróciła do normalności. Zwłaszcza obrzeża miasta, gdzie zamkniętych jest około 2500 firm, sklepów i lokali usługowych - wynika z danych tamtejszej Delegacji Rządowej. Administracja miasta uzasadnia, że najczęstszą przyczyną zamknięcia są obawy o niepokoje ze strony imigrantów, którzy jeszcze nie zostali odesłani do Maroka.
Według Konfederacji Biznesu z Ceuty, poważne szkody spowodowało odwołanie corocznego festynu - Feria de Ceuta - który powinien rozpocząć się wczoraj i trwać tydzień. W ciągu siedmiu dni miasto odwiedzały tysiące osób z Afryki i Europy. Straty ponoszą lokale gastronomiczne, z których większość wcześniej zakupiła produkty na festyn.
Również operatorzy terenów targowych, którzy nie będą mogli rozstawić swoich atrakcji, a zapłacili za odprawę celną, transportując sprzęt do miasta. Ceuta nie należy do obszaru celnego Unii Europejskiej. Przewóz towarów i maszyn podlega tam ścisłej kontroli. Firmy ponoszą nie tylko koszty celne ale też opłaty portowe i płacą za Jednolity Dokument Administracyjny, tzw. SAD.
Ceuta o swojej reputacji. Nadrobienie strat potrwa
Na trzecim miejscu przedsiębiorcy z Ceuty stawiają reputację miasta. Położona na terenie Afryki eksklawa nie jest miejscem masowych odwiedzin. Mimo to, przyjazdy turystów stanowią jeden z motorów lokalnej gospodarki, zwłaszcza latem. W 2025 r. autonomiczne miasto odwiedziło 74 tys. turystów, ponad 64 tys. z nich pochodziło z zagranicy, głównie z Francji, Maroka, Niemiec i Portugalii - wynika z danych Narodowego Instytutu Statystycznego Hiszpanii (INE).
Tymczasem od zeszłego czwartku podróżni lawinowo odwołują w hotelach rezerwacje - informuje CECE. Wyjaśnia, że to prowadzi do "kaskadowych skutków". "Odwołania pociągają za sobą rezygnacje z usług towarzyszących, takich jak wynajem łodzi czy spadek konsumpcji" - wylicza Konfederacja Biznesu Ceuty.
W związku z tym, nawet po powrocie do względnej normalności, sektory turystyki czy gastronomii odnotowują 50-procentowy spadek liczby potencjalnych klientów - zarówno osób, które wyjechały wcześniej, jak i tych, które odwołały przyjazd z powodu wydarzeń. "Będzie to miało bezpośredni wpływ na przychody. Ceuta nie ma ani przemysłu, ani rolnictwa i niemal cały produkt krajowy brutto (PKB) miasta pochodzi z sektora usług" - wyjaśniają lokalni przedsiębiorcy.
Oprócz turystów, wielu odwiedza Ceutę, aby zrobić tam zakupy. W mieście nie obowiązuje VAT. Zamiast niego firmy płacą podatek od produkcji, usług i importu (IPSI), którego stawki są znacznie niższe i wahają się od 0,5 proc. do 10 proc. Odkąd doszło do szturmu granicy, liczba odwiedzających sklepy z tytoniem, elektroniką czy alkoholem spadła o ponad połowę - twierdzą tamtejsi handlowcy.













