Ceramika bolesławiecka to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli polskiego rzemiosła artystycznego. Swoim ręcznym zdobieniem i charakterystycznymi kobaltowymi wzorami zachwyca od XIV wieku. To, co podnosi jej wartość, to fakt, że każde naczynie jest unikatowym dziełem.
Chińczycy chcą "ukraść" Polsce ceramikę z Bolesławca
Ceramika z Bolesławca i okolic dobrze znana jest nie tylko w Polsce. Dużą popularnością cieszy się także w Europie, a nawet na świecie - zwłaszcza w Azji. Okazuje się jednak, że część tego rynku chcą przejąć polskim producentom i zakładom chińscy konkurenci.
"(...) Chińczycy nazwali jedną ze swoich miejscowości 'Bolesławiec', żeby móc legalnie pisać, że ich ceramika stamtąd pochodzi, choć na mapie (...) (nikt - red.) tego nie znajdzie" - powiedziała w rozmowie z "Forbes" Weronika Kalich, współwłaścicielka i prezeska Ceramiki Kalich.
Doszło nawet do sytuacji, w której Chińczycy mieli skopiować logo jednej z polskich producentek. "Interweniowała w ambasadach, w urzędach i nic to nie dało. To jest poważne zagrożenie. Bo mniej 'profesjonalny' klient już niedługo nie rozróżni podróbki" - dodała. Wszystko po to, by chińskie zakłady mogły napisać, że produkują kubki, miski czy salaterki w Bolesławcu i w ten sposób zachęcić klientów do zakupu.
Rosną problemy bolesławieckich zakładów ceramiki
Na razie próby ochrony polskich produktów i fabryk z Bolesławca nie przyniosły rezultatu. O wystąpienie o ochronę do Unii Europejskiej apelował m.in. Urząd Patentowy. Nowe przepisy przyjęte w grudniu ubiegłego roku pozwalają na ochronę m.in. wyrobów ceramicznych, szklarskich, tekstylnych i metalowych, a także instrumentów muzycznych.
Chińska konkurencja podróbkami nie jest jednak jedynym wyzwaniem, przed jakim stoją zakłady produkujące bolesławiecką ceramikę. W zakładach brakuje rąk do pracy, a średnia wieku pracowników sięga 58 lat. "Większość to kobiety, czyli za dwa lata mogą pójść na emeryturę. A młodzi wcale nie chcą pracować w rękodziele" - stwierdził w rozmowie z "Forbesem" Paweł Zwierz, współwłaściciel i prezes Manufaktury w Bolesławcu.
Niektóre fabryki są na granicy rentowności. Powodem są m.in. rosnące koszty prowadzenia działalności - w tym energii, gazu, materiałów czy wynagrodzeń pracowników.














