W ubiegłym tygodniu, Marynarka Wojenna RP udostępniła krótki spot zachęcający do obejrzenia parady okrętów wojennych z okazji Święta Wojska Polskiego 15 sierpnia. W spocie nagranym w Porcie Wojennym w Świnoujściu udział wziął humanoidalny robot-influencer Edward Warchocki, a właściwie Unitree G1 produkcji chińskiego Unitree Robotics, otwiera się w nowym oknie. Firma według Reutersa znalazła się na czarnej liście Pentagonu jako producent technologii dual-use, czyli takiej, która jest wykorzystywana zarówno cywilnie, jak i wojskowo.
Po pojawieniu się nagrania na Marynarkę Wojenną spadła fala krytyki za nieostrożność, a wpis błyskawicznie usunięto. Jak potem tłumaczył w rozmowie z PAP rzecznik stacjonującej w Świnoujściu 8. Flotylii Obrony Wybrzeża komandor podporucznik Grzegorz Lewandowski, film został usunięty ze względu na "na pojawiające się w przestrzeni medialnej uwagi i spekulacje".
Marynarce Wojennej zabrakło czujności? Robot Unitree G1 to chiński "balon próbny"
- Incydent z udziałem chińskiego robota na terenie polskiej bazy wojskowej należy rozpatrywać znacznie szerzej niż tylko w kategoriach niefortunnego zabiegu wizerunkowego. To klasyczny, wręcz podręcznikowy przykład tego, jak w erze wojny kognitywnej tracimy czujność, dobrowolnie rezygnując z naszej suwerenności technologicznej - ocenia w rozmowie z Interią dr Piotr Łuczuk, wykładowca UKSW i ekspert ds. cyberbezpieczeństwa.
Edward Warchocki, czyli nietypowy influencer, którym jest robot Unitree G1 szybko stał się viralem - w sieci pojawiały się filmy z jego interakcjami z ludźmi, a teraz sieć sklepów Biedronka, otwiera się w nowym oknie oferuje nawet wyprawkę szkolną z jego wizerunkiem. Ten sam robot 2 czerwca 2026 miał wziąć udział w wydarzeniu promującym chińską technologię i kontakty biznesowe w ambasadzie Chińskiej Republiki Ludowej w Warszawie.
Z kolei 15 marca robot pojawił się w polskim Sejmie na zaproszenie Konfederacji przy okazji happeningu politycznego. Niedługo po tym zdarzeniu dr Łuczuk ostrzegał, że produkty takie jak Unitree G1 są chińskim "balonem próbnym" sprawdzającym nasze reakcje na technologię.
- Zjawisko, które wcześniej określiłem mianem "balonu próbnego", polega właśnie na oswajaniu społeczeństwa i decydentów z nowoczesną, atrakcyjną wizualnie technologią, która skutecznie usypia nasze mechanizmy obronne. Fascynacja technologicznymi nowinkami sprawia, że bezrefleksyjnie wpuszczamy do stref chronionych urządzenia, nad których kodem źródłowym i architekturą sprzętową nie mamy absolutnie żadnej kontroli - mówi dr Łuczuk.
Zdaniem eksperta ds. cyberbezpieczeństwa, w przypadku wpuszczenia robota Unitree G1 do Portu Wojennego w Świnoujściu wystawiliśmy się na duże zagrożenie "udostępniając strategiczną przestrzeń maszynie o całkowicie niezweryfikowanym profilu bezpieczeństwa".
Wojsko twierdzi, że zakaz wjazdu chińskich aut, to nie to samo. Ekspert: Myślenie życzeniowe
Jak przypomniał dr Łuczuk, w 2026 roku zakazano wjazdu chińskich samochodów na tereny baz wojskowych w Polsce, otwiera się w nowym oknie w obawie przed szpiegostwem.
Rzecznik 8. Flotylii Obrony Wybrzeża kmdr ppor. Grzegorz Lewandowski wyjaśniał w ubiegłym tygodniu w rozmowie z PAP, że zakaz poruszania się chińskich pojazdów po jednostkach wojskowych "nie ma zastosowania w tej sytuacji". Dodał, że że robot nie poruszał się po terenie jednostki i został dostarczony wyłącznie na teren jednostki. Uruchomiono go dopiero na miejscu nagrania, a później został wyłączony w tym samym miejscu.
"Robot nie poruszał się po terenie jednostki, a jego obecność została ograniczona do konkretnego, wcześniej określonego miejsca według scenariusza i czasu realizacji nagrania" - mówił w rozmowie z PAP podporucznik Grzegorz Lewandowski.
Dr Piotr Łuczuk powiedział, że tłumaczenie Marynarki Wojennej jakoby robot był włączony dopiero na miejscu kręcenia spotu i nie miał dostępu do wojskowej infrastruktury to "myślenie życzeniowe". Jego zdaniem incydent pokazuje brak świadomości o skali ryzyka takich incydentów.
- Współczesne roboty humanoidalne (i nie tylko) to w istocie zaawansowane, mobilne platformy sensoryczne. Są one wręcz naszpikowane elektroniką badającą otoczenie - posiadają czujniki głębi, systemy LiDAR, kamery wysokiej rozdzielczości oraz czułe mikrofony. Samo fizyczne uruchomienie takiego urządzenia w obiekcie wojskowym powoduje, że natychmiast zaczyna ono skanować i mapować przestrzeń. Jest w stanie rejestrować geometrię i rozkład budynków, a także lokalizować sprzęt, procedury, twarze i zachowania żołnierzy. Nawet jeśli w danej chwili sprzęt jest odcięty od internetu, te niezwykle wrażliwe dane telemetryczne i wizualne są na bieżąco buforowane w jego pamięci wewnętrznej - mówi dr Łuczuk.
Ekspert od cyberbezpieczeństwa wskazuje, że państwa autorytarne, w tym Chiny, nakładają na rodzimych producentów technologii "bezwzględny obowiązek współpracy ze służbami państwowymi i udostępniania im pozyskanych danych". A to oznacza, że informacje zbierane przez chińskie urządzenia mogą być wykorzystywane przez strony trzecie i wywiady obcych państw.
- Zgromadzone przez robota pakiety informacji, po ich ostatecznej synchronizacji z chmurą producenta, stają się doskonałym materiałem analitycznym. Obce służby mogą w ten sposób nie tylko precyzyjnie rozpoznawać infrastrukturę naszych baz, ale również prowadzić profilowanie personelu, co stanowi bezcenne źródło wiedzy w planowaniu potencjalnych działań kinetycznych lub dezinformacyjnych - pisze dr Łuczuk.
Ministerstwo Cyfryzacji twierdzi, że każdy podmiot powinien przeprowadzić analizę dot. cyberbezpieczeństwa
Zapytaliśmy o to zdarzenie Ministerstwo Cyfryzacji. Otrzymaliśmy odpowiedź, że "każdy podmiot będący częścią Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa powinien każdorazowo przeprowadzić analizę i oszacować ryzyko związane z cyberbezpieczeństwem".
"Następnie należy określić i wdrożyć odpowiednie środki służące jego ograniczeniu. Odpowiedzialne decyzje w obszarze bezpieczeństwa powinny być podejmowane w oparciu o analizy i dowody, a nie na podstawie pojedynczego zdarzenia, bez znajomości wszystkich istotnych okoliczności z nim związanych" - napisał resort.
W związku z tym napisaliśmy do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która stwierdziła, że zabezpieczenie obiektów wojskowych jest poza jej kompetencjami. Z kolei NASK, otwiera się w nowym oknie przekierował nas do Dowództwa Komponentu Obrony Cyberprzestrzeni, ale nie otrzymaliśmy jeszcze odpowiedzi. Natomiast Żandarmeria Wojskowa stwierdziła, że nie zaangażowano jej w ocenę dopuszczenia robota do obiektu wojskowego.
"Informuję, że Żandarmeria Wojskowa nie była zaangażowana w ocenę bezpieczeństwa i procedury dopuszczenia robota Unitree G1 do Portu Wojennego w Świnoujściu. W związku z powyższym ŻW nie dokonywała analizy zastosowanych podczas nagrania ograniczeń w kontekście wykluczenia ryzyka naruszenia zasad ochrony informacji i bezpieczeństwa obiektu" - napisał w odpowiedzi rzecznik prasowy Komendanta Głównego Żandarmerii Wojskowej ppłk Dariusz Rozkosz.
"Na własne życzenie będziemy dostarczać przeciwnikowi danych"
- Ta sytuacja rodzi również fundamentalne pytanie o spójność naszych wewnętrznych procedur bezpieczeństwa. Skoro ze względu na oczywiste ryzyko szpiegowskie dowództwo słusznie wprowadza zakazy wjazdu chińskich samochodów elektrycznych na tereny jednostek wojskowych, to ten sam standard musi obowiązywać w stosunku do wszelkich autonomicznych urządzeń z tamtego obszaru - mówi nam dr Łuczuk.
Ekspert wskazuje, że dalej brakuje świadomości w ocenie realności zagrożenia. Robot jest bardziej zaawansowany technologicznie niż niejeden samochód i posiada "nieporównywalnie większe możliwości operacyjne i dostęp do przestrzeni, do której auto nigdy by nie wjechało".
- Obiekty o znaczeniu krytycznym dla obronności państwa nie mogą pełnić roli planów filmowych dla komercyjnych zabawek. Każda decyzja o dopuszczeniu zewnętrznej technologii do infrastruktury wojskowej musi być podyktowana logiką twardego kontrwywiadu i zasadą ZERO TRUST, a nie chwilowymi trendami z mediów społecznościowych. W przeciwnym razie sami, na własne życzenie, będziemy dostarczać przeciwnikowi danych, o których pozyskanie kiedyś musiałby bardzo mocno zabiegać - mówi dr Łuczuk.
A problem nie dotyczy tylko samochodów z Chin czy urządzeń cywilnych, takich jak roboty. Jak wskazuje dr Piotr Łuczuk, dzisiejsza infrastruktura krytyczna tj. sieci energetyczne, gazociągi, nowoczesna armia czy telekomunikacja opiera się na sieciach komputerowych. A obecnie Europa opiera się głównie na sprzęcie i oprogramowaniu z Azji i Stanów Zjednoczonych.
- Oznacza to, że kontrolę nad "cyfrowym układem nerwowym" naszego państwa mają zewnętrzni dostawcy. Jeśli w obcym kodzie źródłowym znajdzie się luka bezpieczeństwa (lub celowo zostawiona tzw. backdoor), istnieje uzasadnione ryzyko sparaliżowania sektora energetycznego, odcięcia łączności lub przejęcia kontroli nad sprzętem wojskowym - podsumowuje ekspert.











