Na temat konieczności realizowania "normy mandatów" w KAS zrobiło się głośno pod koniec maja. Wtedy urzędniczki Krajowej Administracji Skarbowej nałożyły mandat na pizzerię Sabroso za opodatkowanie pizzy z krewetkami 8-procentową stawką VAT. Jak się okazało, według obowiązujących przepisów zawartość owoców morza wystarczy, aby danie kwalifikowało się na 23-procentową stawkę podatku. Choć różnica w podatku w przypadku jednej pizzy wynosiła kilka złotych, to sam przedsiębiorca przyjął mandat wysokości 2500 zł.
Mogło się skończyć na pouczeniu? KAS "zmusza" do wystawiania mandatów
Istotne w tym kontekście jest wprowadzenie nowego narzędzia dla KAS, czyli nabycia sprawdzającego, które skarbówka zyskała od początku 2022 roku. W jego ramach urzędnik jako "tajemniczy klient" kupuje towar lub usługę, płacąc za nią jak zwykły klient. Po dokonaniu transakcji legitymuje się jako pracownik KAS i poucza o prawach. To właśnie tego narzędzia użyły przedstawicielki fiskusa w gdańskiej pizzerii.
"Czynność, jaką jest nabycie sprawdzające, jest zawsze poprzedzona analizą ryzyka i wskazaniem, gdzie może dojść do nieuczciwych praktyk. Procedura nabycia sprawdzającego nie kończy się mandatem. Nałożenie mandatu następuje w postępowaniu mandatowym, to jest inna procedura" - powiedział w Sejmie wiceminister finansów i wiceszef Krajowej Administracji Skarbowej Zbigniew Stawicki.
Stawicki mówił również w wywiadzie z PAP, że jeśli nieprawidłowości są "nieznaczne", czyli o "znikomej szkodliwości", to możliwe jest, aby urzędnik nie podejmował dalszych czynności w sprawie o wykroczenie skarbowe. W przypadku gdańskiej pizzerii podjęto decyzję o ukaraniu przedsiębiorcy. Stawicki odmawiał komentowania szczegółów tej konkretnej sprawy ze względu na tajemnicę skarbową.
W Kanale Zero pojawił się materiał, w którym ujawniono, że pracownicy KAS otrzymali nowe mierniki sprawdzające efektywność ich pracy. W nagraniu podano, że w celu wyrobienia normy postawiono przed urzędnikami obowiązek nie tylko zrobienia odpowiedniej liczby kontroli, ale także zebrania odpowiedniej liczby mandatów.
Oficjalnie zaprzecza się, jakoby urzędnicy byli przymuszani do wypisywania mandatów
Minister finansów Andrzej Domański przekazywał TVN24, że "nie ma żadnego przymusu wystawiania mandatów" i podkreślił, że obecna sytuacja wynika z "rosnącej efektywności KAS". Z kolei wiceminister finansów i wiceszef Krajowej Administracji Skarbowej Zbigniew Stawicki mówił w wywiadzie z PAP, że "nie ma jakiegoś limitu ilościowego czy też wartości mandatów, który zostałby narzucony kontrolerom z poziomu centralnego".
"W rocznych kierunkach działania KAS na 2026 r. określono ilościowy wskaźnik skutecznych nabyć sprawdzających dla dyrektorów izb administracji skarbowej. [...] Chodzi o liczbę czynności, w trakcie których potwierdzono nieprawidłowości. Nie chodzi tylko o mandaty, bo do tego wskaźnika liczą się także odstąpienia, które - jak już powiedziałem - nie kończą się nałożeniem mandatów oraz odmowy przyjęcia mandatu" - mówił Stawicki. Dodawał, że celem takiego podejścia jest sprawdzenie, czy analiza ryzyka KAS działa prawidłowo.
Część związkowców potwierdza. KAS wymaga od pracowników wyrobienia norm mandatów
Porozmawialiśmy w tej sprawie z kilkoma przedstawicielami związków zawodowych wewnątrz Krajowej Administracji Skarbowej. Prezes zarządu Krajowego OZZKAS (Ogólnopolski Związek Zawodowy Krajowej Administracji Skarbowej) Robert Sadowski powiedział nam, że jedyne wytyczne, jakie dostaje KAS, to "działanie w obszarze i granicach prawa". Dodał, że nie ma żadnych nacisków od przełożonych i "reaguje jeśli ktoś łamie prawo".
Zapytaliśmy również Dominika Lacha, przewodniczącego Krajowej Sekcji Pracowników Skarbowych NSZZ "Solidarność", czy faktycznie pracownicy KAS są rozliczani w pracy z liczby wystawionych mandatów.
- W KAS są mierniki zarówno przy kontroli, jak i egzekucji, jak i przy nabyciach sprawdzających. Może nie jest to bezpośrednie przymuszenie pracowników, ale na pewno wymaga się od nich realizacji celów. Przy mierniku, np. efektywności kontroli, brane są pod uwagę kontrole pozytywne, ale powyżej jakiejś kwoty [...] podobnie przy nabyciach sprawdzających, gdzie wystawiany jest mandat. Podobnie przy efektywności egzekucji, tam również kwoty ściągnięte, do kwot ogółem są mierzone - powiedział Interii Biznes Dominik Lach.
O jakich normach mowa? Jak powiedziała nam Agata Jagodzińska, przewodnicząca Związkowej Alternatywy w KAS, normy kontroli i wystawionych mandatów są zależne od wielkości czy specjalizacji urzędu. Im mniejszy urząd, tym z reguły niższe normy.
- Przy nabyciach sprawdzających w całym urzędzie taka norma to będzie na przykład 20 mandatów na kwartał. Kiedyś była norma 20 nabyć, a teraz norma to 20 mandatów. Oczywiście liczba zależy od województwa i od lokalizacji, od wielkości urzędów - mówi Jagodzińska.
To jednak nie wszystko, bo w niektórych przypadkach wymagana jest nie liczba mandatów, a kwota ściągnięta z wykrytych nieprawidłowości. Jak powiedziała nam przewodnicząca Związkowej Alternatywy w KAS, takie normy są w urzędach celno-skarbowych, które zajmują się zwykle większymi sprawami.
- Także w kontrolach celno-skarbowych zmieniono mierniki. [...] Kiedyś naczelnik urzędu celno-skarbowego nakładał wymóg w danym roku, że ma być dana ilość kontroli. A w tej chwili jest nakładana kwota do zrealizowania, czyli ile mamy znaleźć nieprawidłowości. Na przykład jakiś urząd celno-skarbowy musi znaleźć 300 milionów zł nieprawidłowości na rok. Kiedyś była wymagana ilość, a teraz wymaga się konkretnej kwoty - powiedziała Jagodzińska.
Rząd szuka pieniędzy? Od 2025 roku liczy się "ilość mandatów" w nabyciu sprawdzającym
Wiceszef KAS Stawicki raportował w Sejmie, że w 2025 roku w KAS rozpoczęto "zmiany w podejściu do pomiaru działań KAS" ze względu na "rozpoczęcie nowej perspektywy strategicznej na lata 2025-2028".
"Do końca 2024 roku efekty działań były mierzone co do zasady na podstawie ilości czynności, przy tym te wskaźniki były przyjęte przed objęciem stanowisk przez obecne kierownictwo KAS. Od 2025 roku zmieniono podejście na badanie efektywności i jakości działań KAS [...] a budżet państwa zyskał 46 proc. naszych ustalonych nieprawidłowości" - mówił Stawicki.
Potwierdziła nam to również Agata Jagodzińska, która sprecyzowała, że do końca 2024 roku "liczyła się ilość nabyć". Tymczasem od 2025 roku "liczy się ilość mandatów".
Jak z kolei powiedział Interii Dominik Lach, mierniki efektywności w KAS są zmieniane cyklicznie. Szczególnie zmiany są widoczne, gdy rząd musi zacieśniać swoją politykę fiskalna i szukać wpływów budżetowych.
- W administracji skarbowej pracuję od lat i cyklicznie mierniki są zmieniane i podwyższane. Władza również zmienia się cyklicznie. Jak rząd "dociska pasa", tym bardziej zmienia mierniki. Ale nie zamierzam wskazywać na żadną konkretną władzę, bo bywało różnie - dodał związkowiec.
Z kolei Stawicki z KAS w rozmowie z PAP mówił, że "budżetu nie zapełnia się karami, sankcjami czy mandatami", a wpływami z podatków. Jak dodał, "aby podatnicy dobrowolnie wpłacali, to trzeba ich uwolnić od nieuczciwej konkurencji".
W rzeczywistości kwoty wpływające do budżetu państwa z KAS są liczone w miliardach. We wtorek 16 czerwca, podczas odbywającego się w Warszawie Kongresu Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan opublikowano raport "Przedsiębiorcy pod lupą fiskusa. Niełatwe relacje podatników i organów podatkowych" opracowany przez kancelarię MDDP i Lewiatana. Z raportu wynika, że w 2025 roku padł rekord w zakresie zaległości podatkowych stwierdzonych w ramach czynności sprawdzających, bo wyniósł niemal 11 mld zł, co jest wzrostem o 25 proc. do rekordowego 2024 roku.
To wciąż kropla w morzu potrzeb przy deficycie budżetowym wysokości 647,2 mld zł (założenia na 2026 rok). Trudno jednak uwierzyć, że rząd zrezygnowałby z miliardowych wpływów do budżetu w obecnej, trudnej sytuacji fiskalnej.
Pracownicy KAS nie chcą takiej formy sprawdzania efektywności ich pracy. "Są zmuszeni do wystawiania mandatów"
Jak powiedziała Agata Jagodzińska, szczególnie po "aferze z pizzą" zaczęło napływać do związków dużo zgłoszeń, że pracownicy KAS nie chcą być rozliczani z ilości wystawionych kar.
- Jest wywierana na nich [pracownikach KAS - dop. red.] presja, że muszą mandaty znaleźć, aby tę normę wykonać. Są zmuszeni do wystawiania mandatów po prostu, więc muszą "szukać ich na siłę". Wolelibyśmy wrócić do tego, tak jak było kiedyś, czyli rozliczać za ilość nabyć, czyli ilość wizyt w terenie. Ja o to też postuluję, o to też proszę i oficjalnie się zwracam, żeby do tego wrócić - mówiła Jagodzińska.
Podobną opinię przekazał nam Dominik Lach z "Solidarności", który stwierdził, że jakość kontroli nie jest brana pod uwagę w ocenie efektywności pracy.
- Oczywiście pracownicy woleliby, gdyby mierniki były inaczej skonstruowane, np. w przypadku nabyć sprawdzających pod uwagę brana powinna być ilość przeprowadzonych nabyć, a nie tych zakończonych wystawieniem mandatu. Podobnie w kontroli, liczyłaby się ilość przeprowadzonych postępowań kontrolnych, a nie tych pozytywnych. Z pewnością nie wywierano by na nich takiej presji na realizację np. pozytywnych kontroli, a liczyłaby się ich ilość czy jakość (ilość włożonej pracy), co obecnie w ogóle nie jest brane pod uwagę - podsumowuje związkowiec.











