Polska doświadcza problemów związanych z zakłóceniami sygnałów GPS i GNSS, co związane jest z wojną w Ukrainie i napiętymi relacjami z Rosją. Ma to wpływ nie tylko na infrastrukturę wojskową, ale także cywilną. W szczególności widać to na północy kraju.
Efekty wrogich działań można zobaczyć bardzo łatwo - choćby na smartfonie. Widać to po braku możliwości odpowiedniego zlokalizowania np. dostawcy jedzenia jadącego na rowerze, hulajnóg, czy autobusów miejskich. Również operatorzy dronów mają wówczas utrudnione zadanie nad ich kontrolą. Zauważalne jest to również przy zwykłym korzystaniu z map online - pozycja na ekranie nie zgadza się z rzeczywistą, w której się znajdujemy.
Zakłócanie sygnału GPS. Trop prowadzi do Królewca
Jak wynika z analiz polskiej firmy Blue Dot Solutions, która analizuje tego typu incydenty, ostatnie dane za lipiec wskazują, że mamy do czynienia z realnym problemem. Tylko w lipcu na Pomorzu zakłócenia występowały przez co najmniej 90 godzin.
- Z uwagi na to, jak działają cywilne systemy cyfrowe uważam, że powinniśmy już mówić o dużym zagrożeniu. Używamy w kraju bardzo dużo sprzętu wyprodukowanego na skalę globalną, w Chinach, w Stanach, daleko poza Europą. Czasem taki odbiornik GPS, będący częścią sprzętu, może źle działać, a często producenci albo operatorzy takiego sprzętu nie do końca się orientują w takiej sytuacji, więc to samo w sobie może już być niebezpieczeństwem - mówi Interii Biznes dr inż. Krzysztof Kanawka, prezes spółki.

Aktualnie zbierane dane z dwóch stacji położonych w Gdańsku, które pozwoliły wysnuć wniosek, że zakłócenia nie pochodzą z południa i zachodu.
- Wiemy w tej chwili, że na pewno w Polsce nie ma takiego emitera. Zagrożenie pochodzi z północy z północy lub też północnego-wschodu względem Gdańska. Najbardziej logicznym źródłem są Rosjanie i ich ośrodki walki elektronicznej. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością wiadomo, że jest przynajmniej jeden ośrodek walki elektronicznej w Królewcu. Mogą być także źródła z Białorusi, mogą być także inne źródła, na przykład wokół Petersburga - wyjaśnił nasz rozmówca.
Na Pomorzu sygnał GPS jest zakłócany
Spółka przeanalizowała szczegóły zakłóceń. Zwykle zaczynały się one po godzinie 16:00 i kończyły przed 8:00. Większość wymierzona była w tzw. pasmo L1, a więc takie, z którego korzysta większość cywilnego sprzętu w kraju - w tym odbiorniki w telefonach czy dronach.
Jednocześnie dane otrzymane ze stacji pokrywają się m.in. z odczytami z systemu AIS służącego do identyfikacji pozycji statków. Okazało się, że w czasie zakłóceń jednostki znajdujące się na południowym Bałtyku były lokalizowane na lądzie.

- Moim zdaniem działania Rosji można zaklasyfikować jako wojna hybrydowa, która wpływa na cywilne działania np. ograniczenia w dostępności do prostych usług, takich jak systemy wynajmu pojazdów, ale także i ruchu morskiego czy samolotów. Negatywne efekty nie występują tylko w Polsce, ale chociażby w Finlandii czy Estonii takie problemy były. Jeżeli w Estonii się pojawiają problemy, Rosjanie absolutnie są świadomi tego, że ich działania wywołują także negatywne efekty na działania cywilne i nic sobie z tego nie robią - zauważa Krzysztof Kanawka.
Jednocześnie podkreśla, że zagłuszenia mają też charakter militarny.
- Na przykład 21 maja, gdy minister obrony narodowej Wielkiej Brytanii wracał z Estonii do Wielkiej Brytanii były mocne próby zagłuszenia właśnie jego lotu. Rosjanie próbują zakłócać systemy, być może próbują ograniczyć koordynację. Rosja jest jednak w pełni świadoma, że ich działania negatywnie wpływają na cywilne systemy - wskazuje.
Rosja prowadzi skoordynowaną akcję nad Bałtykiem?
Czy jest więc szansa, aby obronić się przed takimi zakłóceniami? Kanawka ocenia, że problematyczną kwestią są koszty.
- Są zaawansowane odbiorniki kosztujące kilka tysięcy złotych, ale trudno je zamontować na czymś, co kosztuje znacznie mniej. Część odbiorników nawigacyjnych nie korzysta z sygnału GPS do tego, żeby wiedzieć, gdzie się znajduje, tylko korzysta z GPS, żeby się dowiedzieć, jaka jest godzina. My korzystamy z rozwiązania opartego o źródło czasu w Polsce, więc jesteśmy niezależni od GPS - tłumaczy.
System monitorowania zakłóceń sygnałów będzie rozszerzany.
- Rozważamy także odbiorniki na Litwie i w Estonii. Chcemy się zorientować, czy jeśli jest jakiś incydent, który na przykład widzimy u nas na Pomorzu, czy w tym samym czasie zaczyna się na przykład w Estonii - mówi prezes spółki.
Paulina Błaziak













