17 lipca Komisja Europejska ma przedstawić propozycję reformy unijnego systemu handlu emisjami (EU ETS). Jeszcze przed jej publikacją Polska wraz z dziewięcioma innymi państwami UE (Włochami, Grecją, Czechami, Słowacją, Węgrami, Rumunią, Bułgarią, Cyprem i Estonią) zaapelowała o złagodzenie części planowanych rozwiązań.
"Europejscy obywatele nie powinni być obecnie obciążani nowymi podatkami klimatycznymi w obecnych warunkach gospodarczych i geopolitycznych" - napisano w liście do KE, opublikowanym przez rmf24.pl.
Zmiany w systemie ETS. Takie rozwiązania zaproponuje Polska
O elementach planowanej reformy pisze portal wysokienapiecie.pl. Jak wskazuje, jednym z nich może być zmiana sposobu wykorzystania wpływów z aukcji uprawnień do emisji CO₂. Komisja Europejska rozważa przekierowanie części tych środków z budżetów państw członkowskich do budżetu UE, a następnie przeznaczenie ich na finansowanie inwestycji wspierających dekarbonizację przemysłu.
Polska z kolei, jak wskazywał wiceminister klimatu i środowiska Krzysztof Bolesta w rozmowie z PAP, opowiada się za wydłużeniem funkcjonowania i zwiększeniem budżetu Funduszu Modernizacyjnego oraz zagwarantowaniem większego wsparcia dla mniej zamożnych państw członkowskich.
Kolejną możliwą zmianą ma być modyfikacja tzw. liniowego współczynnika redukcji (LRF), który określa tempo zmniejszania liczby dostępnych uprawnień do emisji CO₂. Obecnie pula uprawnień maleje o 4,3 proc. rocznie w latach 2024-2027 oraz o 4,4 proc. od 2028 r., a takie tempo ma zostać utrzymane również po 2030 r. Według obecnych założeń system mógłby praktycznie wyczerpać pulę uprawnień około 2040 r., mimo że unijna ścieżka transformacji zakłada dalsze emisje w części sektorów przemysłowych. Z tego powodu mówi się o obniżeniu współczynnika LRF do około 3,4-4 proc. po 2030 r.
Polska idzie jednak o krok dalej i postuluje zmniejszenie tempa redukcji do niewiele ponad 2 proc. rocznie. Jak argumentował wiceminister klimatu i środowiska Krzysztof Bolesta w rozmowie z PAP, pozwoliłoby to wydłużyć funkcjonowanie systemu do ok. 2050 r. i dać przemysłowi więcej czasu na transformację. "Takie tempo pozwoli też na lepsze dostosowanie systemu do naszych realiów. Redukcja CO2 w Polsce za ostatni rok wyniosła ok. 3 proc. Jeśli tempo "kurczenia się" ETS będzie wolniejsze niż redukcje w Polsce, to nasz przemysł będzie mógł złapać głębszy oddech" - argumentował.
Trzeci element reformy może dotyczyć darmowych uprawnień do emisji dla sektorów objętych mechanizmem CBAM, czyli unijnym podatkiem węglowym na import. Obecne przepisy przewidują stopniowe wygaszanie bezpłatnych uprawnień dla branż takich jak hutnictwo, produkcja cementu, aluminium czy nawozów, tak aby do 2034 r. zostały one całkowicie zastąpione przez CBAM.
Niewykluczone jednak, że Komisja Europejska zaproponuje wolniejsze tempo odchodzenia od darmowych uprawnień. Oznaczałoby to, że przedsiębiorstwa z sektorów objętych CBAM mogłyby korzystać z części bezpłatnych uprawnień także po 2034 r.
Polska zabiega także o korzystniejszą rewizję benchmarków, czyli wskaźników decydujących o przydziale darmowych uprawnień do emisji. "Polska chce podwyższenia benchmarków paliwowych, dzięki czemu szereg sektorów przemysłowych dostałby więcej darmowych pozwoleń na emisję" - deklarował wiceminister.
Jakie zmiany są prawdopodobne? Ekspert: Niestety "kosmetyczne"
O to, czy postulowane reformy dojdą do skutku, zapytaliśmy głównego ekonomistę VeloBanku i wykładowcę WNE UW Piotra Araka. - Pomimo rosnącej krytyki ETS w Europie, to zgody co do kierunku reform nie ma - zauważa.
Zdaniem eksperta, dla niektórych krajów system ETS, z którym "Polska ma największe problemy" jest korzystny, ponieważ zredukował emisyjność przemysłu, lub kraje te nie produkują tak wiele produktów objętych podatkiem, więc nie odczuwają jego skutków.
Arak argumentuje, że najbardziej prawdopodobnym jest wprowadzenie zmian "kosmetycznych", a nie systemowe. - KE już wcześniej wycofała się z planowanego cięcia benchmarków o 50 proc. na lata 2026-2030, a teraz najpewniej zaproponuje dodatkowe poluzowanie benchmarków rezerwowych dla sektorów bez własnych wskaźników produktowych, np. aluminium, chemia, utrzymanie mechanizmu MSR opartego na wolumenie a nie cenie uprawnień, przedłużenie Funduszu Modernizacyjnego oraz możliwość rozliczania emisji przez przemysł nawet po 2039 r., z włączeniem krajowych metod trwałego usuwania CO2 (np. BECCS) - mówi w rozmowie z naszą redakcją.
Jak dodaje, z trzech polskich postulatów największe szanse na wdrożenie ma ten dotyczący wydłużenia lub poluzowania darmowych przydziałów. - To już się częściowo dzieje - zauważa. - Zamrożenie benchmarków na poziomach 2021-2025, czyli postulat Polski, Czech, Grecji i Rumunii ma mniejsze poparcie - bardziej realne jest złagodzenie punktowe niż pełne zamrożenie - mówi. - Spowolnienie tempa redukcji puli uprawnień jest w grze, ale to będzie jeden z najtwardziej negocjowanych punktów. Nawet jak się to wydarzy wrażenie pozostanie, że to "za mało i za późno" - dodaje.
Entuzjazm studzi również Kamil Laskowski, lider projektu przemysłowego w Fundacji Instrat, który uważa, że rewolucyjne zmiany w systemie ETS są mało prawdopodobne. - Być może nowe uprawnienia do emisji dwutlenku węgla będą jednak emitowane w latach 2040, ale będzie to niewielka ilość - mówi.
- Na pewno zostanie wprowadzony mechanizm większej warunkowości przydziału porcji emisji dla poszczególnych zakładów przemysłowych, za które nie muszą płacić. Przydział ten będzie uzależniony od tego, czy zakłady przemysłowe zainwestują w projekty transformacyjne. Spodziewam się też, że narzucone tempo dekarbonizacji przemysłu zostanie spowolnione, ale nie tak bardzo, jak oczekiwałaby tego Polska. Nastąpi więc pewna korekta kursu, ale nie rezygnacja z kierunku - podsumowuje.
Zdaniem Araka sygnały z Komisji wskazują na kierunek pośredni - większy nacisk na to, by państwa członkowskie przeznaczały więcej wpływów na wsparcie przemysłu obciążonego kosztami ETS niż na centralizację środków po stronie budżetu UE.
Podobną ocenę przedstawia Michał Wojtyło, starszy analityk ds. polityk publicznych w Instytucie Reform, który spodziewa się wydłużenia funkcjonowania Funduszu Modernizacyjnego po 2030 r. oraz uruchomienia nowego instrumentu ETS Investment Booster wspierającego transformację przemysłu.
Jak podkreśla ekspert, Fundusz Modernizacyjny ma dla Polski kluczowe znaczenie. Od 2020 r. kraj otrzymał z niego ok. 53,5 mld zł, które zostały przeznaczone nie tylko na modernizację energetyki i przemysłu, ale także termomodernizację budynków czy rozwój transportu publicznego.












