Reklama

Czy Polsce grozi totalne bankructwo?

Pojęciowe nadużycia, czyli poprawność polityczna "neofitów"

Wobec nieświadomości znaczącej części społeczeństwa polskiego tego, czym w rzeczywistości skutkować będą wprowadzane zmiany w działalności otwartych funduszy emerytalnych, szczególnie szkodliwe jest lekceważenie głównych zagrożeń je powodujących i powodowanych, w tym przede wszystkim odpowiednio demograficznych i związanych z przyszłym ukrytym, niezbilansowanym długiem budżetowym.

Reklama

Nie należy ukrywać, że środowisko ekonomistów i finansistów jest podzielone do tego stopnia, iż prezentowane są różne, często skrajne, wzajemnie sprzeczne poglądy. Debata telewizyjna Balcerowicz - Rostowski była tego egzemplifikacją. Jak w takiej sytuacji oczekiwać, że tzw. przeciętni Polacy będą w stanie dokonać racjonalnego wyboru: wrócić do ZUS czy pozostać w OFE? Faktem godnym odnotowania jest to, iż skrajnymi krytykami OFE bywają także ekonomiści, którzy w przeszłości byli członkami zarządów i rad nadzorczych PTE.

Jednym z nich jest Bogusław Grabowski, były prezes PTE Skarbiec-Emerytura SA, który popiera pomysł likwidacji OFE. Ciekawe, kiedy i z jakich względów dopiero teraz zauważył, że w zasadach reformy emerytalnej rzekomo popełniono błąd, gdyż do niedawna nic nie było wiadomo, aby poddawał on działalność funduszy emerytalnych tak frontalnej krytyce, jak to czyni obecnie. Doprowadziło to do tego, iż w jego kontrowersyjnym artykule pt. "Iluzja długu emerytalnego (ukrytego), czyli dlaczego OFE są generatorem długu publicznego", opublikowanym w "Rzeczpospolitej" (16.03.2011 r.) sformułował on szereg wielce dyskusyjnych tez, mających rzekomo potwierdzać słuszność zmian forsowanych przez rząd PO - PSL. Jako były wiceprezes PTE Skarbiec-Emerytura (w czasie kiedy to OFE osiągało najlepsze wyniki inwestycyjne w jego historii) z uwagi na ograniczoną objętość niniejszego tekstu, pozwolę sobie jedynie na sformułowanie kilku wątpliwości w stosunku do poglądów przedstawionych w w/w artykule B. Grabowskiego, byłego prezesa tego PTE Skarbiec-Emerytura (w czasie kiedy OFE osiągało najgorsze na rynku rezultaty inwestycyjne, a członkowie funduszu emerytalnego masowo przenosili się do konkurencyjnych funduszy emerytalnych).

Ryzyko niezbilansowania

B. Grabowski już na wstępie swego artykułu postawił tezę, iż: "przesunięcie składki do ZUS jest niezbędne i niezależne od pilnej potrzeby redukcji pozostałych wydatków". Właśnie zasadne kontrowersje budzą - wskazane przez autora - owe rzekome przyczyny "przesunięcia składki do ZUS", ponoć niezależne od palących potrzeb budżetowych.

Przede wszystkim, zauważyć należy, iż B. Grabowski w swym artykule nie wykazał należnej atencji dla kreowania rozwiązań prorodzinnych, mających minimalizować przyszły, negatywy wpływ niekorzystnych trendów demograficznych. Ograniczył się do sugestii, jakoby przyszłe wypłaty z systemu emerytalnego miały być w pełni finansowane przyszłymi wpłatami składek. Myślę, że nie tylko ja nie zostałem przekonany przez autora, iż rzekomo bezzasadne jest twierdzenie, jakoby demontaż OFE skutkuje ukrywaniem, niezbilansowanego długu emerytalnego.

Wbrew tezom B. Grabowskiego, ryzyko niezbilansowania istnieć będzie także po wprowadzeniu zmian w OFE, natomiast pogląd autora bazuje na wielu założeniach, które - co prawdopodobne - się nie ziszczą. Główne z nich to takie, iż I filar po zmianach bilansuje się w długim okresie i to przy relatywnie niskiej stopie zastąpienia. Tyle teorii. Natomiast funkcjonujący w praktyce, aktualnie obowiązujący system indeksacji indywidualnych kont w ZUS generuje poważne ryzyko niezbilansowania z tego względu, że w latach, w których tempo wzrostu przypisu składek emerytalnych jest wolniejsze od inflacji (czyli następuje realny spadek przypisu składek), waloryzacja stanów kont emerytalnych jest większa niż wzrost przypisu składek emerytalnych ZUS. Co najważniejsze, w żadnym okresie waloryzacja stanów kont emerytalnych nie jest niższa niż wzrost przypisu składek ZUS.

W razie gdyby w długim, kilkudziesięcioletnim okresie wystąpiło kilka lat spadku PKB, co implikowałoby to, że wysokość rocznej waloryzacji stanów kont emerytalnych będzie za każdym razem wyższa o kilka punktów procentowych od tempa wzrostu przypisu składek emerytalnych ZUS, to w takim okresie skumulowany wskaźnik indeksacji stanów kont emerytalnych ZUS może być wyższy niż wzrost przypisu składek emerytalnych, i to o kilkanaście, a być może nawet kilkadziesiąt procent.

Znaczący wzrost ryzyka niezbilansowania rozwiązania przyjętego w 1999 r. jest spowodowany przede wszystkim tym, że podczas gdy pierwotna waloryzacja stanów kont emerytalnych powiązana była wyłącznie ze skalą wzrostu przypisu składek emerytalnych ZUS, natomiast w roku 2002, gdy nastąpił realny spadek tego przypisu o 2,3 proc., dodano w ustawie postanowienie, że wskaźnik waloryzacji nie może być niższy niż stopa inflacji. Właśnie dokonanie owej zmiany dowodzi istnienia immanentnego ryzyka makroekonomicznego, związanego z relatywną łatwością manipulowania zapisami na kontach ewidencyjnych w ZUS.

Aktualne propozycje rządowe dotyczące specjalnie waloryzowanych subkont w ZUS, na które ma trafiać 5 proc. składki przekazywanej dotychczas do OFE implikują dalszy wzrost ryzyka politycznego niezbilansowania I filaru, gdyż stany kont mają być stosunkowo hojnie waloryzowane uśrednionym tempem wzrostu nominalnego PKB w pięcioletnich periodach, a nikt dziś nie jest w stanie dokładnie określić, czy i o ile system waloryzacji rzeczywiście będzie wyższy niż tempo przypisu składki.

Kontrowersyjne tezy

Polska jest jednym z państw, w których właśnie dzięki reformie emerytalnej z 1999 r. można w miarę wiarygodnie szacować przyszłe zobowiązania emerytalne - co jest wartością samą w sobie. Co więcej, wbrew obiektywnym analizom, z nieznanych przyczyn B. Grabowski stwierdził, iż w przyszłości system emerytalny będzie "samofinansujący się". To musi dziwić, gdyż nawet dziś, przy funkcjonowaniu znaczącego komponentu kapitałowego systemu emerytalnego, nie jest to system "samofinansujący".

Cóż dopiero mówić o przyszłości, kiedy to "demograficzne tsunami" spowoduje wzrost stopnia niezrównoważenia finansowego systemu emerytalnego, szczególnie wziąwszy pod uwagę obietnice rządu, co do sposobu waloryzacji zapisów komputerowych na kontach przyszłych emerytów w ZUS. B. Grabowski kwestionuje też sensowność modelu polegającego na zamianie przyszłego zobowiązania emerytalnego na bieżące zobowiązanie obligacyjne, twierdząc, że to zasadniczy błąd, który trzeba naprawić.

Niezrozumiałe jest również dlaczego dostrzega, iż pogarszająca się demografia spowoduje w przyszłości spadek składki zdrowotnej, a nie zauważa, że czynnik demograficzny będzie powodował także zmniejszenie poboru przyszłej składki emerytalnej. Podobnie wątpliwe jest twierdzenie, jakoby wprowadzenie systemu zdefiniowanej składki z odpowiednim mechanizmem indeksacji zniweluje ryzyko demograficzne.

Z treści artykułu B. Grabowskiego ma wynikać rzekoma przewaga niesekurytyzowanego, przyszłego zobowiązania finansowego wobec przyszłych emerytów nad skapitalizowanym, ujawnionym długiem budżetowym. Niezrozumiała jest także nomenklatura używana przez autora, który przyszły, ukryty, gotówkowy dług budżetowy, powstający w wyniku waloryzacji zapisów w ZUS, określa mianem "pozabilansowego, warunkowego zobowiązania finansowego".

O ile jeszcze można zgodzić się z B. Grabowskim co do tego, iż trzymając się zasad rachunkowości "korporacyjnej", a nie budżetowej, byłby to dług "pozabilansowy", o tyle trudno się zgodzić z nazywaniem go mianem "warunkowego". Chyba, że B. Grabowski już dziś zakłada, że nadwątlony obecnie kapitał wiarygodności państwa polskiego (w związku z obecnym faktycznym demontażem OFE), w przyszłości skutkować będzie niewywiązaniem się także z obietnic składanych przez obecny rząd (np. co do mechanizmów waloryzacji stanów kont w ZUS) oraz rządy kolejne.

Wszak klarowne, niekorzystne i niedoszacowane tendencje demograficzne oraz proponowane zasady waloryzacji nie pozwalają na nieodpowiedzialne snucie pozytywnych scenariuszy w zakresie, który mógłby uzasadniać użycie w stosunku do przyszłych zobowiązań finansowych wobec polskich emerytów przymiotnika "warunkowe".

Pogląd B. Grabowskiego nakazuje podkreślić, iż państwa i korporacje zwykle popadają w poważne kłopoty finansowe z uwagi na gotówkowe zaburzenia w płynności finansowej, objawiające się utratą zdolności do obsługi własnych zobowiązań, nie zaś z powodu memoriałowych, "warunkowych" deficytów finansowych.

Dlatego też powyższe tezy są szczególnie kontrowersyjne. Ekwilibrystyki słowne B. Grabowskiego, mające wykazać, iż rzekomo "dług emerytalny ukryty to nie przyszły dług publiczny, tylko przyszłe zobowiązanie emerytalne: terminowe, warunkowe, które, co jeszcze ważniejsze, w systemie zdefiniowanej składki znajdą w przyszłości automatyczne pokrycie w przyszłych dochodach z tytułu wpłacanych składek emerytalnych", jak wykazano powyżej, wcale nie jest "automatycznie" pewne i prawdziwe ex definitione.

Ryszard Jach

Autor jest jednym z twórców drugiego filaru i wieloletnim bankowcem inwestycyjnym, byłym prezesem PTE Skarbiec-Emerytura S.A.

Dowiedz się więcej na temat: zadłużenie państwa | Polsko!" | bankructwo | Polsko! | OFE | zadłużenie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »