Reklama

Czy susza da nam w kość?

Miesięczny Indeks Cen Żywności, przygotowywany przez Organizację Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (UN FAO) i obejmujący w sumie 55 artykułów spożywczych, w lipcu po raz pierwszy od czterech miesięcy odnotował wzrost - podskoczył o 6,1% do poziomu 213,15 pkt. po rekordowych zwyżkach cen kilku kluczowych upraw, m.in. kukurydzy, soi, pszenicy i cukru.

Miesięczny Indeks Cen Żywności, przygotowywany przez Organizację Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (UN FAO) i obejmujący w sumie 55 artykułów spożywczych, w lipcu po raz pierwszy od czterech miesięcy odnotował wzrost - podskoczył o 6,1% do poziomu 213,15 pkt. po rekordowych zwyżkach cen kilku kluczowych upraw, m.in. kukurydzy, soi, pszenicy i cukru.

Reklama

Ciężka susza w USA i innych regionach świata najbardziej odbiła się na dwóch indeksach składowych -na indeksie cen cukru i zbóż. Indeks cen zbóż wzrósł o 17,1%, za nim plasuje się cukier ze wzrostem o 11,7%. W ciągu miesiąca spadły jedynie ceny mięsa i przetworów mlecznych.

Jak napisała UN FAO:

Drastyczne pogorszenie perspektyw dla zbiorów kukurydzy w Stanach Zjednoczonych, spowodowane suszą i zbyt wysokimi temperaturami w najważniejszych etapach wzrostu zboża, spowodowało wzrost cen w lipcu o blisko 23%.

Wzrosły także notowania pszenicy na rynku międzynarodowym (o 19%), co wynika z pogarszających się perspektyw dla produkcji w Federacji Rosyjskiej oraz oczekiwań związanych z mocnym popytem na pszenicę ze strony sektora zwierząt gospodarskich, otrzymującym się już drugi sezon z rzędu z powodu niewystarczających dostaw kukurydzy.

Zboża:

Dla odmiany globalne ceny ryżu pozostały na niemal niezmienionym poziomie, a ogólny indeks FAO dla cen ryżu utrzymuje się na stabilnym poziomie 238 pkt., tylko o punkt wyżej niż w czerwcu.

Cukier: Przedwczesne deszcze w Brazylii (największy światowy eksporter cukru), które utrudniły zbiory trzciny cukrowej w lipcu wywołały gwałtowny skok cen w górę. Do wzrostu cen przyczyniły się też obawy wywołane opóźnieniem monsunu w Indiach oraz skąpymi opadami deszczu w Australii.

Ceny ropy Brent z powrotem osiągnęły wartość powyżej 110 dolarów za baryłkę, przy czym odzyskały 55% wartości sprzedaży od marca do czerwca. Wzrost nastąpił pomimo długotrwałego osłabienia światowej działalności gospodarczej, przy spadku indeksu JPM Global PMI do najniższego od czerwca 2009 r. poziomu 48,4, przy czym wynik poniżej 50 oznacza kontrakcję.

W trakcie tej zwyżki premie za ropę WTI zaczęły ponownie rosnąć do poziomu 18 dolarów, po drobnej korekcie pod koniec ubiegłego tygodnia. Przyczyny wzrostu są potrójne: mniejsza produkcja na Morzu Północnym ze względu na trudniejsze warunki konserwacji platform, umocnienie euro (przy osłabieniu dolara) spowodowane utrzymującymi się nadziejami na dodatkowe poluzowanie ilościowe i wreszcie geopolityczne punkty zapalne, takie jak Syria, Libia czy Iran, przyczyniające się do wzrostu obaw o dostawy.

Na napięcie na rynku natychmiastowym, które niedawno wzrosło po obniżeniu produkcji na Morzu Północnym ze względu na sezonowe roboty konserwacyjne oraz po stratach spowodowanych strajkiem norweskim, który miał miejsce miesiąc temu, wpłynęło przesunięcie spreadu pomiędzy pierwszym a drugim kontraktem terminowym na ropę Brent z dyskonta do premii w wysokości 1,58 dolara za baryłkę. Jest to mniej więcej powtórka z sytuacji, która miała miejsce w sezonie konserwacji w ubiegłym roku, na początku której nastąpiło backwardation do ceny w wysokości 2,15 dolara. Według źródeł branżowych, przewiduje się, że we wrześniu dzienne ładunki z trzech platform na Morzu Północnym składające się na benchmark ropy Brent będą najniższe od ponad pięciu lat.

Po ubiegłotygodniowych spotkaniach przedstawicieli banków centralnych w Stanach Zjednoczonych i Europie nadzieje na dodatkową turę poluzowania ilościowego, w szczególności na terenie Europy, przyczyniły się do osłabienia dolara, w miarę, jak nastroje powróciły do apetytu na ryzyko, a zarówno rynki akcji, jak i rynki towarowe ożywiły się po ponownym napływie inwestorów finansowych.

Napięcia geopolityczne czają się tuż pod powierzchnią, narażając stronę podaży na nieoczekiwane spadki. Obecnie istnieje kilkanaście punktów zapalnych, które wszystkie razem i każdy z osobna przyczyniają się do wzrostu niepewności na rynkach ropy. W ostatnich dniach i tygodniach byliśmy świadkami dalszego zaostrzenia konfliktu w Syrii. W połączeniu ze starciami w Libii i nadal obowiązującym embargiem na dostawy ropy z Iranu, rynki ropy z niepokojem oczekują na dalszy rozwój wydarzeń.

Wreszcie w najbliższym czasie rynki ropy muszą również zmierzyć się z problemem, jakim jest huragan Ernesto, piąty w tegorocznym sezonie huraganowym, któremu nadano imię, który według prognoz ma zyskać na sile w drodze do zatoki Campeche, z której pochodzi większość produkowanej w Meksyku ropy.

Wszystkie trzy powyższe czynniki przyczyniły się do podwyższenia cen ropy pomimo braku wsparcia ze strony światowej działalności gospodarczej. Dopóki nie uzyskamy wiarygodnych znaków świadczących o tym, że globalne perspektywy gospodarcze ulegną poprawie, a wraz z nimi popyt na ropę, podtrzymujemy naszą prognozę na trzeci kwartał, tj. powrót cen ropy Brent do przedziału 100-105 dolarów przed rozpoczęciem ostatniego kwartału.

Ole Sloth Hansena, analityk rynku towarowego, Saxo Banku

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »